03.02.2024, 02:01 ✶
Bądź co bądź, kobieta nie miała do czynienia z pierwszym lepszym błotoryjem, który wychylił łeb ze swojego gniazda. Nie ulegało wątpliwości, że typowi przedstawiciele tego gatunku nie żyli na co dzień w zbyt sprzyjających warunkach. O odpowiedniej, zbilansowanej diecie mogli co najwyżej pomarzyć. Po prostu żarli to, co znaleźli na bagnach i w dzikich głuszach. O pożywienie z leśnych borów musiały walczyć z innymi stworzeniami; zarówno magicznymi, jak i niemagicznymi. A tutaj, na polach wokół Little Hangleton?
Nie dość, że konkurencja była mniejsza, to na dobrą sprawę dla tego wielkoluda musiał to być zupełnie nowy dziewiczy teren. Miał dostęp do ''zapasów'' z pobliskiego lasu i do świeżych upraw, które na dodatek były ''przyprawione'' zaklęciami zielarskimi, aby lepiej smakowały i były bardziej odżywcze. Nic dziwnego, że błotoryj miał w sobie wystarczająco dużo siły, aby zwalczyć efekty zaklęcia pętającego. No i kapkę szczęścia. Może w chwili największej słabości i wściekłości wzniósł modły do jakiegoś bóstwa? Czy błotoryje mają swoją boginię?
Chociaż aktualnej nemezis Geraldine Yaxley udało się zerwać aż dwie liny, nie miała ona już szansy na to, aby odpłacić pięknym za nadobne. Łowczyni znów sięgnęła po różdżkę i raz jeszcze zdecydowała się na to samo zaklęcie. Trochę monotematycznie, czyż nie? Klub Pojedynków pewnie nie byłby zbyt zadowolony - tam nagradzano inwencję twórczą, a nie bezmyślne nawalanie jednym i tym samym zaklęciem. Musieliby jednak przyznać jej jedno... Było to rozwiązanie, które po prostu działało.
Ger mogła poczuć, że jej różdżka zaczyna wibrować, gdy energia magiczna formowała się na jej czubku. Mistrzowska inkantacja, a przy tym o dużym ładunku energetycznym. Na efekty nie musiała dużo czekać. Zaklęcie uderzyło w głowę stwora z głośnym hukiem, wysyłając deszcz krwi i kawałków mięsa we wszystkich kierunkach; łeb błotoryja dosłownie eksplodował. Ciało stwora zwaliło się na ziemię, wijąc się w pośmiertnych drgawkach. Czarownica poczuła przypływ triumfu i ulgi, czy wręcz przeciwnie - obrzydzenia? To nie była pierwszyzna, jednak... Czy naprawdę można było przyzwyczaić się do takiego widoku?
Tak nawiasem mówiąc, Yaxley miała cholernie dużo szczęścia. Wystarczyłoby, że Bombarda minęłaby potwora o kilka centymetrów i trafiła w ściany podziemnej jaskini. Małe trzęsienie ziemi, a mogłaby tutaj zostać pogrzebana żywcem. Cóż, nie pozostało jej chyba nic innego, jak tylko zebrać się do kupy i wrócić na powierzchnię. Łowczyni na pewno będzie chciała uraczyć swojego przyjaciela długą i szczegółową opowieścią o tym starciu. Musiał trochę pocierpieć, skoro nie odważył się tutaj z nią zejść, czyż nie?
Nie dość, że konkurencja była mniejsza, to na dobrą sprawę dla tego wielkoluda musiał to być zupełnie nowy dziewiczy teren. Miał dostęp do ''zapasów'' z pobliskiego lasu i do świeżych upraw, które na dodatek były ''przyprawione'' zaklęciami zielarskimi, aby lepiej smakowały i były bardziej odżywcze. Nic dziwnego, że błotoryj miał w sobie wystarczająco dużo siły, aby zwalczyć efekty zaklęcia pętającego. No i kapkę szczęścia. Może w chwili największej słabości i wściekłości wzniósł modły do jakiegoś bóstwa? Czy błotoryje mają swoją boginię?
Chociaż aktualnej nemezis Geraldine Yaxley udało się zerwać aż dwie liny, nie miała ona już szansy na to, aby odpłacić pięknym za nadobne. Łowczyni znów sięgnęła po różdżkę i raz jeszcze zdecydowała się na to samo zaklęcie. Trochę monotematycznie, czyż nie? Klub Pojedynków pewnie nie byłby zbyt zadowolony - tam nagradzano inwencję twórczą, a nie bezmyślne nawalanie jednym i tym samym zaklęciem. Musieliby jednak przyznać jej jedno... Było to rozwiązanie, które po prostu działało.
Ger mogła poczuć, że jej różdżka zaczyna wibrować, gdy energia magiczna formowała się na jej czubku. Mistrzowska inkantacja, a przy tym o dużym ładunku energetycznym. Na efekty nie musiała dużo czekać. Zaklęcie uderzyło w głowę stwora z głośnym hukiem, wysyłając deszcz krwi i kawałków mięsa we wszystkich kierunkach; łeb błotoryja dosłownie eksplodował. Ciało stwora zwaliło się na ziemię, wijąc się w pośmiertnych drgawkach. Czarownica poczuła przypływ triumfu i ulgi, czy wręcz przeciwnie - obrzydzenia? To nie była pierwszyzna, jednak... Czy naprawdę można było przyzwyczaić się do takiego widoku?
Tak nawiasem mówiąc, Yaxley miała cholernie dużo szczęścia. Wystarczyłoby, że Bombarda minęłaby potwora o kilka centymetrów i trafiła w ściany podziemnej jaskini. Małe trzęsienie ziemi, a mogłaby tutaj zostać pogrzebana żywcem. Cóż, nie pozostało jej chyba nic innego, jak tylko zebrać się do kupy i wrócić na powierzchnię. Łowczyni na pewno będzie chciała uraczyć swojego przyjaciela długą i szczegółową opowieścią o tym starciu. Musiał trochę pocierpieć, skoro nie odważył się tutaj z nią zejść, czyż nie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
Spoiler