25.11.2022, 02:54 ✶
Obserwowała swojego nowego gościa spod półprzymkniętych powiek, rozważając, jak to możliwe, że Persephone potrafiła tak samo zwinnie poruszać się w przestrzeni, jakby była w niej główną bohaterką, a jednocześnie wtapiać się w tłum. Oczywiście, nigdy nie miała nic przeciwko temu, aby jej towarzyszka po tej przestrzeni poruszała się tak, jak chciała, dając jej wolną dłoń, tym bardziej, jeżeli były tutaj same. Co prawda mogła ją jeszcze zabrać do mieszkania na górze, ale nie zobaczyłaby tych wszystkich dekoracji. A może po prostu chciała posadzić ją na białych, lśniących piórach, zamiast na śnieżnej, błyszczącej w półmroku satynie.
Niczym rudy kot, wpatrujący się z zainteresowaniem w zbliżającego się w jej stronę kanarka, Seraphina przypatrywała się podchodzącej ku niej bliżej kobiecie, której sylwetka wyłaniała się powoli w ciemności. Chociaż Persephone kanarka mogła przypominać jedynie dla tych, którzy przypatrywali się jej powierzchniowości, bo pod fasadą piękna dającego komfort kryło się piękno niebezpieczne, drapieżne, a jednocześnie tak subtelne że nie sposób było mu się oprzeć. Wiedziała przecież, że sama wciągnąć się w nie dawała, lecz komu to miało przeszkadzać, gdy tonąć w tym było tak rozkosznie słodko, raz za razem.
- Oh, moja droga, miałabym szczerą nadzieję, że poprzeszkadzasz mi o wiele więcej razy. Twoje rozproszenia są niezwykle skuteczne i ekscytujące. – Uśmiechnęła się lekko, wsuwając jeszcze na chwilę używkę między usta aby pociągnąć jeszcze raz aby zaraz jednak upić łyk alkoholu.
Wysunęła dłoń by złapać Persephone, ostrożnie acz stanowczo pociągając ją w swoim kierunku i kierując jej ciałem tak, by usadzić ją na sobie, tuż na przedzie kolan, z nogami otaczającymi jej własną sylwetkę. Bariera bliskości została przełamana, chociaż Seraphina nie przesunęła dalej swojej towarzyszki, pozwalając jej swobodnie poruszać się jak tylko chciała i sięgać gdzie tylko mogła, a także w każdej chwili uciec z tej pozycji jeżeli potrzebowała więcej miejsca. Chociaż panna Prewett nie miała problemów z przesuwaniem granicy i działaniem, gdy miała na to ochotę, cudze wyznaczniki zdecydowanie szanowała.
- Momentami jednak bardziej scena, czasem labirynt, a czasem, mam wrażenie, walka dwóch kogutów. – Oh, ileż to razy widziała błyszczące oczy mężczyzn, wpatrzone nie w karty ale swoją partnerkę, tak aby zaimponować im zlepkiem kard które ledwie trzymały się kupy. Ale gdy los się do nich uśmiechnął, triumf w ich oczach wydawał się pokazywać, jak czują się królami sytuacji. Trochę ich rozumiała, bo w tym właśnie była radość, gardy jednak nie powinni opuszczać.
- Mam gości którzy powinni cię zainteresować, jeżeli byś chciała przy nich pomóc. – Dobrze wiedziała, że nie chodzi tu dobroć serca, ale czy kogoś doprawdy to krzywdziło? Pewnie tak, ale dopóki nie była to ona, to bardziej jednak bawiło ją podsuwanie tropów i informacji. I celów, cokolwiek tam z nimi nie robiła. Było to przyjemne, pozwalało namieszać i jeżeli jej towarzyszka zyskiwała na tym coś, w co Seraphina absolutnie nie wnikała, dostrzec można było w tym układzie jedynie korzyści – ale nie jedyne które z tego płynęły.
- Na przykład mamy Clemensa Ponda, towarzysza sekretarki Wylana Carrowa, który, jak mi wiadomo, nie ma nic przeciwko dodatkowemu damskiemu towarzystwu. Jest również najbliższy współpracownik Maxwelal Cattermole’a, który przejawiał wielką słabość do naszego wina. Myślisz, że znajdziesz tam kogoś dla siebie, czy jednak wolałabyś posłuchać dalej o liście gości? – Uśmiechnęła się, chociaż nie mogła powiedzieć, czy dostrzega to jakkolwiek, ale znająca ją Persephone bardzo dobrze wiedziała, że wcale tak szybko nie zdradzała jej wszystkiego, co oczywiste.
Zawinięte w bibułkę zioła rozżarzyły się, gdy Mulciber zaciągnęła się nimi, a chociaż znała już ten smak, pojawiały się tam jakieś nieznane nuty nadające temu świeżości. Nie trzeba jednak było długiego oczekiwania aby efekt zaczął się pojawiać i fala przyjemności zaczęła rozlewać się po ciele Persephone, a krew buzować w jej żyłach tak, że mimo chłodniejszego wieczora i przestrzeni, w której ciepła nie szło czuć zbytnio, nie marzła a przynajmniej tego nie odczuwała.
- A skoro mowa o świętowaniu, jest jedna bardzo ważna ku temu okazja. Wszystkiego najlepszego, moja lisico. – Spryt i zwinność, to wszystko pasowało jej rozmówczyni. – Pierwszy prezent zaczęłaś już powoli rozpakowywać. – Spojrzenie uciekło w stronę jej ramiączka, szybko jednak wróciła nim w stronę ciemnowłosej kobiety, podczas gdy jej dłoń wsunęła się pod materiał kwietnej sukienki, przesuwając ją wzdłuż delikatnej skóry aż jej cienkie palce nie spoczęły na jej pośladku.
- Ale drugi prezent, chociaż nie tak słodki jak ja, również będzie dość ciekawy. – Mrugnęła, odchylając głowę i spoglądając na to, czy Persephone wydawała się zainteresowana. I jeżeli tak, to którą opcją i czy nie obydwoma.
Niczym rudy kot, wpatrujący się z zainteresowaniem w zbliżającego się w jej stronę kanarka, Seraphina przypatrywała się podchodzącej ku niej bliżej kobiecie, której sylwetka wyłaniała się powoli w ciemności. Chociaż Persephone kanarka mogła przypominać jedynie dla tych, którzy przypatrywali się jej powierzchniowości, bo pod fasadą piękna dającego komfort kryło się piękno niebezpieczne, drapieżne, a jednocześnie tak subtelne że nie sposób było mu się oprzeć. Wiedziała przecież, że sama wciągnąć się w nie dawała, lecz komu to miało przeszkadzać, gdy tonąć w tym było tak rozkosznie słodko, raz za razem.
- Oh, moja droga, miałabym szczerą nadzieję, że poprzeszkadzasz mi o wiele więcej razy. Twoje rozproszenia są niezwykle skuteczne i ekscytujące. – Uśmiechnęła się lekko, wsuwając jeszcze na chwilę używkę między usta aby pociągnąć jeszcze raz aby zaraz jednak upić łyk alkoholu.
Wysunęła dłoń by złapać Persephone, ostrożnie acz stanowczo pociągając ją w swoim kierunku i kierując jej ciałem tak, by usadzić ją na sobie, tuż na przedzie kolan, z nogami otaczającymi jej własną sylwetkę. Bariera bliskości została przełamana, chociaż Seraphina nie przesunęła dalej swojej towarzyszki, pozwalając jej swobodnie poruszać się jak tylko chciała i sięgać gdzie tylko mogła, a także w każdej chwili uciec z tej pozycji jeżeli potrzebowała więcej miejsca. Chociaż panna Prewett nie miała problemów z przesuwaniem granicy i działaniem, gdy miała na to ochotę, cudze wyznaczniki zdecydowanie szanowała.
- Momentami jednak bardziej scena, czasem labirynt, a czasem, mam wrażenie, walka dwóch kogutów. – Oh, ileż to razy widziała błyszczące oczy mężczyzn, wpatrzone nie w karty ale swoją partnerkę, tak aby zaimponować im zlepkiem kard które ledwie trzymały się kupy. Ale gdy los się do nich uśmiechnął, triumf w ich oczach wydawał się pokazywać, jak czują się królami sytuacji. Trochę ich rozumiała, bo w tym właśnie była radość, gardy jednak nie powinni opuszczać.
- Mam gości którzy powinni cię zainteresować, jeżeli byś chciała przy nich pomóc. – Dobrze wiedziała, że nie chodzi tu dobroć serca, ale czy kogoś doprawdy to krzywdziło? Pewnie tak, ale dopóki nie była to ona, to bardziej jednak bawiło ją podsuwanie tropów i informacji. I celów, cokolwiek tam z nimi nie robiła. Było to przyjemne, pozwalało namieszać i jeżeli jej towarzyszka zyskiwała na tym coś, w co Seraphina absolutnie nie wnikała, dostrzec można było w tym układzie jedynie korzyści – ale nie jedyne które z tego płynęły.
- Na przykład mamy Clemensa Ponda, towarzysza sekretarki Wylana Carrowa, który, jak mi wiadomo, nie ma nic przeciwko dodatkowemu damskiemu towarzystwu. Jest również najbliższy współpracownik Maxwelal Cattermole’a, który przejawiał wielką słabość do naszego wina. Myślisz, że znajdziesz tam kogoś dla siebie, czy jednak wolałabyś posłuchać dalej o liście gości? – Uśmiechnęła się, chociaż nie mogła powiedzieć, czy dostrzega to jakkolwiek, ale znająca ją Persephone bardzo dobrze wiedziała, że wcale tak szybko nie zdradzała jej wszystkiego, co oczywiste.
Zawinięte w bibułkę zioła rozżarzyły się, gdy Mulciber zaciągnęła się nimi, a chociaż znała już ten smak, pojawiały się tam jakieś nieznane nuty nadające temu świeżości. Nie trzeba jednak było długiego oczekiwania aby efekt zaczął się pojawiać i fala przyjemności zaczęła rozlewać się po ciele Persephone, a krew buzować w jej żyłach tak, że mimo chłodniejszego wieczora i przestrzeni, w której ciepła nie szło czuć zbytnio, nie marzła a przynajmniej tego nie odczuwała.
- A skoro mowa o świętowaniu, jest jedna bardzo ważna ku temu okazja. Wszystkiego najlepszego, moja lisico. – Spryt i zwinność, to wszystko pasowało jej rozmówczyni. – Pierwszy prezent zaczęłaś już powoli rozpakowywać. – Spojrzenie uciekło w stronę jej ramiączka, szybko jednak wróciła nim w stronę ciemnowłosej kobiety, podczas gdy jej dłoń wsunęła się pod materiał kwietnej sukienki, przesuwając ją wzdłuż delikatnej skóry aż jej cienkie palce nie spoczęły na jej pośladku.
- Ale drugi prezent, chociaż nie tak słodki jak ja, również będzie dość ciekawy. – Mrugnęła, odchylając głowę i spoglądając na to, czy Persephone wydawała się zainteresowana. I jeżeli tak, to którą opcją i czy nie obydwoma.