03.02.2024, 03:31 ✶
Rosie posłała Hadesowi jeszcze jedno, bardzo gniewne spojrzenie. Czasem zdarzało jej się mierzyć jednak siły na zamiary, a w tym momencie zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli jeszcze raz ją tak na stole posadzi, to jej kościsty tyłek nie będzie bolał tylko do końca aktualnego dnia, a przez dwa następne. Zwyczajnie za bardzo ceniła sobie komfort siedzenia, by sobie tak łatwo go odmawiać. A przynajmniej tak sobie tłumaczyła to chwilowe zawieszenie broni.
- Trzymam? - zmarszczyła brwi jeszcze groźniej, wyciągając ręce ku górze. - Ślepy jesteś? Bardziej już chyba nie mogę, biorąc pod uwagę gdzie aktualnie mieszkasz??? - zapytała butnie, obracając się dookoła swojej osi i chcąc w ten sposób objąć gestem całą kuchnię, w której właśnie sobie zasiadali. Jej skromnym zdaniem robiła w tym momencie aż nadto i jeszcze więcej, żeby mu łaskawie udowodnić, że kiedy było trzeba to akurat stała po jego stronie. Ani go stąd nie wyganiała, ani zgryźliwie nie podkładała mu pod nos gazety z działem nieruchomości, chociaż w sumie mogłaby, bo ile można.
- Nie mam najmniejszego pojęcia o czym ty teraz bredzisz, musiało ci się coś ewidentnie przyśnić - odparła, spoglądając na niego tak, jakby faktycznie właśnie to jemu się któraś klepka odkleiła i wszystko to wcześniej to był tylko i wyłącznie zły sen. Wątpiła jednak, by dał się na to tak łatwo nabrać, a szkoda właśnie, bo by się jej przydało teraz, żeby był typem osoby co frenetycznie powtarza 'to tylko sen' w kontekście swojego życia.
- Nie musisz - cmoknęła, ale nieco karcąco, ale w gruncie była zadowolona z jego odpowiedzi. - Jakby je wypucować, to wtedy nie będą wpisywać się w ogólny klimat Nokturnu. Tu przecież wszędzie brud i smród, a jeszcze by mi ktoś z łatwością do środka zajrzał, tak być nie może. - zaśmiała się nawet. - Aha, dumstrandzka dyscyplina, dobre sobie. Uważaj, bo jeszcze za którymś razem ci w to uwierzę. Jedyne czego cię tam nauczyli to jak zniknąć z powierzchni ziemi, nie mówić o tym nikomu, a potem pojawić się któregoś dnia jakby nigdy nic - poprawiła sukienkę, przesuwając się na krześle tak, żeby móc usiąść na jednej nodze, a potem zamieszała swoją kawę, z wyraźny zadowoleniem. Od kiedy pokazała Lorraine co pija, ta zaczęła nazywać to 'Specjałem Rosie' i teraz za każdym razem kiedy ją sobie robiła, mimowolnie myślała o tym w ten sposób.
- Do Francji - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic, ale nie patrząc na niego w ogóle, robiąc łyżeczką jeszcze jeden obieg, a potem delikatnie zdejmując z niej ostatnią kroplę napoju o rancik szklanki. - A mama wcale nie musi wiedzieć. A pewnie i tak już wie, z tym swoim trzecim okiem. - nachmurzyła się nieco, upijając parę łyków. - Wypraszam to sobie, chcesz sobie pić gorzką lurę, która wykrzywia ci twarz, proszę bardzo, ale od mojej kawy ty się odczep - fuknęła, odstawiając szklankę na stół, ale jakby nieco bliżej siebie i wciąż obejmując ją dłońmi. Uważała to za całkiem zabawne, jak bardzo lubiła słodycze. Jakby odzywała się w niej jakaś stara krew, jeszcze tych krewnych, którzy parali się cukiernictwem, zanim wszyscy uświadomili sobie, że ładowali w swoje łakocie amortencję.
- Trzymam? - zmarszczyła brwi jeszcze groźniej, wyciągając ręce ku górze. - Ślepy jesteś? Bardziej już chyba nie mogę, biorąc pod uwagę gdzie aktualnie mieszkasz??? - zapytała butnie, obracając się dookoła swojej osi i chcąc w ten sposób objąć gestem całą kuchnię, w której właśnie sobie zasiadali. Jej skromnym zdaniem robiła w tym momencie aż nadto i jeszcze więcej, żeby mu łaskawie udowodnić, że kiedy było trzeba to akurat stała po jego stronie. Ani go stąd nie wyganiała, ani zgryźliwie nie podkładała mu pod nos gazety z działem nieruchomości, chociaż w sumie mogłaby, bo ile można.
- Nie mam najmniejszego pojęcia o czym ty teraz bredzisz, musiało ci się coś ewidentnie przyśnić - odparła, spoglądając na niego tak, jakby faktycznie właśnie to jemu się któraś klepka odkleiła i wszystko to wcześniej to był tylko i wyłącznie zły sen. Wątpiła jednak, by dał się na to tak łatwo nabrać, a szkoda właśnie, bo by się jej przydało teraz, żeby był typem osoby co frenetycznie powtarza 'to tylko sen' w kontekście swojego życia.
- Nie musisz - cmoknęła, ale nieco karcąco, ale w gruncie była zadowolona z jego odpowiedzi. - Jakby je wypucować, to wtedy nie będą wpisywać się w ogólny klimat Nokturnu. Tu przecież wszędzie brud i smród, a jeszcze by mi ktoś z łatwością do środka zajrzał, tak być nie może. - zaśmiała się nawet. - Aha, dumstrandzka dyscyplina, dobre sobie. Uważaj, bo jeszcze za którymś razem ci w to uwierzę. Jedyne czego cię tam nauczyli to jak zniknąć z powierzchni ziemi, nie mówić o tym nikomu, a potem pojawić się któregoś dnia jakby nigdy nic - poprawiła sukienkę, przesuwając się na krześle tak, żeby móc usiąść na jednej nodze, a potem zamieszała swoją kawę, z wyraźny zadowoleniem. Od kiedy pokazała Lorraine co pija, ta zaczęła nazywać to 'Specjałem Rosie' i teraz za każdym razem kiedy ją sobie robiła, mimowolnie myślała o tym w ten sposób.
- Do Francji - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic, ale nie patrząc na niego w ogóle, robiąc łyżeczką jeszcze jeden obieg, a potem delikatnie zdejmując z niej ostatnią kroplę napoju o rancik szklanki. - A mama wcale nie musi wiedzieć. A pewnie i tak już wie, z tym swoim trzecim okiem. - nachmurzyła się nieco, upijając parę łyków. - Wypraszam to sobie, chcesz sobie pić gorzką lurę, która wykrzywia ci twarz, proszę bardzo, ale od mojej kawy ty się odczep - fuknęła, odstawiając szklankę na stół, ale jakby nieco bliżej siebie i wciąż obejmując ją dłońmi. Uważała to za całkiem zabawne, jak bardzo lubiła słodycze. Jakby odzywała się w niej jakaś stara krew, jeszcze tych krewnych, którzy parali się cukiernictwem, zanim wszyscy uświadomili sobie, że ładowali w swoje łakocie amortencję.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror