05.02.2024, 01:32 ✶
Och, gdybyś tylko wiedziała, jak odświeżającym doświadczeniem jest obcowanie z tobą, pomyślał z zachwytem, wodząc spojrzeniem po jej twarzy skąpanej w blasku słońca; na moment zatrzymał się na złotych plamkach światła tańczących w jej oczach, skrzących się na jej rzęsach, nadających jej ustom ciemniejszy odcień. A kiedy oparła głowę na jego ramieniu, zorientował się, że przez cały czas wstrzymywał oddech i uśmiechał się głupio. Tak właściwie, to często przy niej wpadał w podobny stan, gdy onieśmielony jej osobą nie był w stanie skleić dwóch rozsądnie brzmiących zdań i tylko wpatrywał się w nią z mało inteligentną miną. Na Merlina, co ona sobie o nim pomyśli? Stresował się jak nastolatek, który miał za chwilę zaprosić swoją pierwszą sympatię na spacer i lody po zajęciach.
A przecież nie chciał być chłopcem, chciał być mężczyzną, który ją obroni, zapewni opiekę i da szczęście. Dwóch z tych rzeczy był pewny; był gotów rzucić się przed nią i zasłonić własną piersią, jeśli zajdzie taka potrzeba. Mógł zapewnić jej stabilizację finansową, najlepszą opiekę uzdrowicieli w całej Wielkiej Brytanii i przelać na nią całą swoją troskę. Ale czy to sprawi, że Vespera będzie szczęśliwa? Jemu wystarczała sama jej obecność, fakt, że zgodziła się na niego wyjść i świadomość, że za kilka miesięcy zostanie ojcem, by czuć się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Przynajmniej w chwilach, w których nie dopuszczał do siebie głosu, mówiącego mu a co jeśli nie jesteś dla niej wystarczający.
Nikt nie umiał tak dobrze sabotować Perseusa, jak on sam siebie.
— Ogółem są ciekawi — odparł, zanim zdążył ugryźć się w język — ...z tymi swoimi śmiesznymi przekonaniami — dodał pośpiesznie, bo choć słyszał, że miłość ci wszystko wybaczy, tak nie chciał sprawdzać jej reakcji na to, że w wolnych chwilach zaczytuje się w mugolskiej poezji. Dość już mieli zmartwień, a jeszcze za chwilę miał jej dodać kolejne. Po co miał stresować ją takimi głupstwami zupełnie nieistotnymi?
Przełknął ślinę i nie powiedział nic, kiedy pozbywała się kolejnych warstw swego ubrania. Był zbyt oszołomiony widokiem nagiej skóry Vespery; choć w ciągu ostatnich tygodni widywał ją taką wielokrotnie, za każdym razem wstrzymywał w uwielbieniu oddech, zupełnie tak, jakby podziwiał ją po raz pierwszy. Szybko się otrząsnął i również zdjął resztę odzienia, którą niedbale rzucił na kupkę, a następnie wszedł za nią do wody. Była zimna, nie tak przyjemna, jakby sobie tego życzył, ale stanowiła orzeźwienie, którego potrzebował.
— Zaczekaj, Vespero! — zawołał za nią, gdy wszedł do jeziora po pas — Nie umiem pływać...
Nigdy się tego nie nauczył. Wątpił już, że kiedykolwiek mu się uda; nie, kiedy pływanie wymagało pracy całego ciała, a on tracił władzę w nodze. Umiał tylko dryfować; unosić się na tafli, bezwiednie poddając się pływom.
— Ja... Muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym — dlaczego akurat teraz? Powodów było wiele; może dlatego, że woda symbolicznie zmywała z niego strach i wstyd. Może dlatego, że bardziej nagi już nie mógł być. A może po prostu już całe swoje wyczucie taktu przelał na życie zawodowe, że zabrakło go w życiu prywatnym.
A przecież nie chciał być chłopcem, chciał być mężczyzną, który ją obroni, zapewni opiekę i da szczęście. Dwóch z tych rzeczy był pewny; był gotów rzucić się przed nią i zasłonić własną piersią, jeśli zajdzie taka potrzeba. Mógł zapewnić jej stabilizację finansową, najlepszą opiekę uzdrowicieli w całej Wielkiej Brytanii i przelać na nią całą swoją troskę. Ale czy to sprawi, że Vespera będzie szczęśliwa? Jemu wystarczała sama jej obecność, fakt, że zgodziła się na niego wyjść i świadomość, że za kilka miesięcy zostanie ojcem, by czuć się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Przynajmniej w chwilach, w których nie dopuszczał do siebie głosu, mówiącego mu a co jeśli nie jesteś dla niej wystarczający.
Nikt nie umiał tak dobrze sabotować Perseusa, jak on sam siebie.
— Ogółem są ciekawi — odparł, zanim zdążył ugryźć się w język — ...z tymi swoimi śmiesznymi przekonaniami — dodał pośpiesznie, bo choć słyszał, że miłość ci wszystko wybaczy, tak nie chciał sprawdzać jej reakcji na to, że w wolnych chwilach zaczytuje się w mugolskiej poezji. Dość już mieli zmartwień, a jeszcze za chwilę miał jej dodać kolejne. Po co miał stresować ją takimi głupstwami zupełnie nieistotnymi?
Przełknął ślinę i nie powiedział nic, kiedy pozbywała się kolejnych warstw swego ubrania. Był zbyt oszołomiony widokiem nagiej skóry Vespery; choć w ciągu ostatnich tygodni widywał ją taką wielokrotnie, za każdym razem wstrzymywał w uwielbieniu oddech, zupełnie tak, jakby podziwiał ją po raz pierwszy. Szybko się otrząsnął i również zdjął resztę odzienia, którą niedbale rzucił na kupkę, a następnie wszedł za nią do wody. Była zimna, nie tak przyjemna, jakby sobie tego życzył, ale stanowiła orzeźwienie, którego potrzebował.
— Zaczekaj, Vespero! — zawołał za nią, gdy wszedł do jeziora po pas — Nie umiem pływać...
Nigdy się tego nie nauczył. Wątpił już, że kiedykolwiek mu się uda; nie, kiedy pływanie wymagało pracy całego ciała, a on tracił władzę w nodze. Umiał tylko dryfować; unosić się na tafli, bezwiednie poddając się pływom.
— Ja... Muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym — dlaczego akurat teraz? Powodów było wiele; może dlatego, że woda symbolicznie zmywała z niego strach i wstyd. Może dlatego, że bardziej nagi już nie mógł być. A może po prostu już całe swoje wyczucie taktu przelał na życie zawodowe, że zabrakło go w życiu prywatnym.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory