Dzień stosunkowo szybko minął pannie Wood. Miała dzisiaj poranną zmianę, wypisała parę mandatów za źle zaparkowane miotły, a nawet udało jej się rozdzielić dwóch czarodziejów, którzy kłócili się o to, który z nich wymyślił nowy dodatek do eliksiru. Szkoda, że nie zrobili tego gdzieś w domu, tylko na ulicy i dołączyły do tego rękoczyny. Może nie była to tak porywająca robota, jak granie w quidditcha, jednak chyba zaczynała ją lubić. Przynajmniej każdy dzień przynosił nowe wyzwania, a te Heather bardzo lubiła. Nie znosiła nudy, poczucia stagnacji, bardzo szybko wtedy rezygnowała. Potrzebowała nowych bodźców we wszystkich dziedzinach swojego życia.
Jakoś tak wyszło, że nogi przyprowadziły ją po pracy do Dziurawego Kotła. Wiosenne powietrze zachęcało do przebywania poza domem, nie spieszyło się jej wcale do tego, żeby zamknąć się w pokoju. Być może będzie miała szczęście i spotka kogoś znajomego? Na to liczyła. Nie do końca lubiła pić w samotności, kojarzyło jej się to raczej źle, a wyjątkowo nie umówiła się dzisiaj z żadnym ze swoich chłopaków. Będzie musiała sobie jakoś bez nich poradzić, na pewno nie będzie tak wesoło, jak z nimi, no ale powinna też sama sobie dać radę.
Nie była jakimś stałym gościem tego miejsca, zdecydowanie preferowała odwiedzanie wielu pubów, poznawanie jak największej ilości osób, miejsc, jednak to tutaj postanowiła wejść dzisiejszego wieczora, pewnie dlatego, że miała stąd niedaleko do domu i gdyby przesadziła z trunkami wysokoprocentowymi będzie się w stanie doczołgać do kamienicy rodziców. Nie, żeby oczywiście miała w planach pić do upadłego, ale nikt nie mógł przewidzieć, jak skończy, skoro już tu weszła, zupełnie sama.
Skierowała się do baru, aby wziąć kolejkę ognistej, a następnie zajęła miejsce w głębi knajpy. Sączyła zawartość szklanki powoli, w końcu cały dzień był przed nią. Zdjęła długi płaszcz i zawiesiła go na krześle, najwyraźniej miała zamiar dzisiaj zostać tu trochę dłużej. Obserwowała stolik tuż obok, gdzie dwoje mężczyzn toczyło zaciekłą dyskusję, nie, żeby ich podsłuchiwała, choć może trochę, chciała się dowiedzieć, co ich tak bardzo poróżniło. Nie zwracała w ogóle uwagi na otwierające się i zamykające, co chwilę drzwi.
Z zamyślenia wyrwało ją głośne wypowiedziane jej imię. Szukała wzrokiem osoby, która mogła ją zawołać. Spojrzenie zatrzymało się na barze, a raczej na chłopaku, który siedział przed nim. Billy... Kiedy ostatni raz go widziała? Chyba jeszcze w Hogwarcie, gdy musiała zakończyć ich znajomość. Przełknęła głośno ślinę, nie spodziewała się, że zareaguje jeszcze kiedykolwiek tak entuzjastycznie na jej widok. Nim zdołała mrugnąć Fletcher znalazł się tuż przed nią. - Billy...- Rzuciła cicho, kiedy stanął tuż obok. Zastygła, kiedy uścisnął ją na przywitanie. Poczuła woń alkoholu - to zdecydowanie nie było jego pierwsze piwo dzisiaj. To by wiele wyjaśniało. - Też dobrze Cię widzieć, wszystko w porządku?- Zaatakował ją pytaniami, starała się odpowiedzieć na wszystkie. - Dziękuję.- Chyba wypadało podziękować za komplementy. - Ognistą, piję ognistą.- Uniosła szklankę, aby zademonstrować trunek, który spożywała.
Zauważyła też momentalną zamianę w jego zachowaniu, jakby sobie o czymś przypomniał. - Ach, nie lubisz, fakt, nie dziwię Ci się.- Skomentowała jeszcze, kiedy odwracał się na pięcie. Przeniosła wzrok na swoją lewą dłoń, na wskazującym palcu nadal miała pierścionek, który od niego dostała. Właściwie dlaczego nadal go nosiła? Nie miała pojęcia. Zrobiło jej się tak jakoś dziwnie ciepło, jakby poczucie winy w nią uderzyło. Coś ją tknęło, wypiła jednym haustem zawartość swojej szklanki i ponownie ruszyła w stronę baru, stanęła tuż obok Williama. - Jeszcze raz to samo.- Przesunęła szklankę po blacie i czekała, aż zostanie uzupełniona. - Dawno się nie widzieliśmy.- Próbowała zacząć rozmowę. - Naprawdę, aż tak mnie nie lubisz?- Wolała się upewnić.