Praca w terenie nie przerażała Morpheusa, grzebanie w ziemi również nie, nawet jeśli bardzo nie lubił, kiedy jego buty brudziły się grudkami gliny. Po prostu robił to z klasą i dobrze skrojonych spodniach. Ostatecznie zdarzało mu się wchodzić tam, gdzie go nie chciano przez okno, aby uzyskać to, czego chce. W tej chwili jego największym marzeniem było zasnąć, a zaraz później pozbyć się broni, która niesie mrok i zdjąć nieco ciężaru z barków bratanicy.
— Jestem ostatnią osobą, aby pchać się w kłopoty na jakichś paskudnych wyspach, ale gdybyś poszła sama i coś by ci się stało, zwyczajnie bym sobie nie wybaczył, więc w takim przypadku wolę, żebyś ujęła starego wujka w swoich planach. Może nie nadam się do bicia, ale powiem, kiedy trzeba uciekać, zanim należy to zrobić.
Morpheus nie tyle był gorszy od reszty Longbottomów w kwestiach fizycznych, ile raczej odznaczał się słabym zdrowiem i kiepską tężyzną fizyczną, a wieloletni nałóg stanowił tylko gwóźdź do trumny jego kondycji. Bieganie? Tylko do najbliższego miejsca, skąd można się teleportować, gdy jest godzinę przed wieczornym zamknięciem ostatniego sklepu w Dolinie Godryka, a on zorientował się, że w całym domu nie ma już ani jednej paczuszki tytoniu. Nie zdarzało się to często i oczywiście mógł się aportować do Londynu, tam zawsze coś było otwarte, ale to już stanowiło za duży wysiłek dla niego. To też nie tak, że miał dwie lewe nogi, fechtował się całkiem przyzwoicie, można nawet rzec, że miał do tego talent, zwyczajnie nie trenował tego dostatecznie często. Ot, wojownik umysłu, nie różdżki i szpady.
Potarł miejsce, w którym go ucałowała z krzywą miną, prawie jakby rozsmarowała mu tam jakiegoś ohydnego gluta, ale kurze łapki w kącikach oczy i wesołe iskierki w czekoladowych oczach zdradzały, że to tylko zachowanie na pokaz i nie ma nic naprzeciw takiemu okazaniu radości. Zresztą, niedawno jeszcze sam tak robił, tylko nie wiedział, czy Brenna nie uzna, że jest już na to za stara. Zawsze narzekał, że to czart wcielony, ale nie sprawiło to w żaden sposób, że kochał ją mniej.
— Wiem — odpowiedział na jej komplementy dotyczące jego geniuszu oraz mądrości z absolutną pewnością siebie. Spojrzał na zegarek, coś przekalkulował. — Za piętnaście minut pojawię się w Warowni, a znam samego siebie za dobrze, więc wezmę dla siebie coś z kuchni. Do pewnych rzeczy nie potrzeba jasnowidzenia.