03.02.2024, 22:58 ✶
Miałem naprawdę niesamowite rokowania na bycie duszą towarzystwa, skoro żaden z wymienionych przez Flynna przybytków nie pasował do mojej osoby. Może po prostu do mnie pasował cyrk? Przyrosłem tak do niego, że wszelkie zmiany jawiły mi się jako jadowite. Ok, do słodkiej kawiarni skoczyć to sprawa prosta, ale na party, na imprezy, dzikie harce po zachodzie słońca... Hehe. Zdziadziałem. Jeszcze kilka lat temu, zanim przejąłem odpowiedzialność za cyrk od Tully’ego, nie byłbym taki przerażony ludźmi spoza. A lindy hop...? Co to u diabli było??? Zaprzeczyłem powoli głową, bo raczej nie umiałem tego tańczyć, skoro nie znałem tego terminu, chyba że to jednak było coś, co można było spotkać również u nas w cyrku, wtedy to może... albo wciąż nie. Może jednak wyjście z cyrku na miasto nie miało być jednak moim największym zmartwieniem...? Ale brałem to, co dawał los. Flynn nie pozwoli mi zginąć w tłumie, nauczy mnie tych hopów... o ile w ogóle opuścimy ten wóz dzisiejszej nocy.
Byliśmy blisko. To już samo w sobie było niczym najwolniejszy taniec na świecie. Flynn uwielbiał się uwieszać na człowieku, przylegać do niego - czyli do mnie - całym ciałem. Chłonąć chwilę, moment, umykający czas. Czuć ciepło, bliskość, miłość. To było dla niego ważne. Nie byłem pewien, czy aby nie ważniejsze od moich słów. Oczywiście go przytulałem do siebie, bo dla mnie ta bliskość również była ważna, to, że przytulał się do mnie, że chciał to robić, że wciąż był nieprzerwanie, wracał tu i nie znikał. Szczególnie w tym czasie, nim faktycznie zniknie... na jakiś czas, bo chciałem sobą zapamiętać te drobne chwile i te dłuższe również. Pamiętać go, jego dotyk, oddech, ciepło, miękkość, kształt by móc to wszystko, całego Flynna sobie przypominać, kiedy tylko będzie mi przejmująco i pusto. Nie chciałem zostawać sam, ale najważniejsze w tym wszystkim i tak było to, że w tej chwili był, a potem w końcu wróci. Obiecał mi to, więc stałem i chłonąłem go, zapamiętywałem na ten krótki, przyszły czas.
I też nie mogłem się nudzić, bo wciąż - mimo że sądziłem za każdym razem inaczej - Flynn zaskakiwał mnie czymś nowym. Wolałem już jednak by chciał się czuć jak moja dziewczyna niż opowiadał mi o lubieniu swoich byłych.
- Moja dziewczyna...? Skąd ten... pomysł? Chciałbyś być kobietą? - zapytałem Flynna niepewnie, bo choć bardzo chciałem, to jednak nie potrafiłem czytać w jego myślach. Oczy może coś mi szeptały, ale w tej chwili były nieco poza moim zasięgiem, mimo wszystko jednak wiedziałem, że coś było nie tak z Flynnem. O zgrozo, jeszcze nim wszedłem do tej przyczepy, coś mi krzyczało z tyłu głowy, że może jednak dobrze, że ten parapet wciąż diabli mieli i jeszcze nie oddali po ostatnim incydencie.
Byliśmy blisko. To już samo w sobie było niczym najwolniejszy taniec na świecie. Flynn uwielbiał się uwieszać na człowieku, przylegać do niego - czyli do mnie - całym ciałem. Chłonąć chwilę, moment, umykający czas. Czuć ciepło, bliskość, miłość. To było dla niego ważne. Nie byłem pewien, czy aby nie ważniejsze od moich słów. Oczywiście go przytulałem do siebie, bo dla mnie ta bliskość również była ważna, to, że przytulał się do mnie, że chciał to robić, że wciąż był nieprzerwanie, wracał tu i nie znikał. Szczególnie w tym czasie, nim faktycznie zniknie... na jakiś czas, bo chciałem sobą zapamiętać te drobne chwile i te dłuższe również. Pamiętać go, jego dotyk, oddech, ciepło, miękkość, kształt by móc to wszystko, całego Flynna sobie przypominać, kiedy tylko będzie mi przejmująco i pusto. Nie chciałem zostawać sam, ale najważniejsze w tym wszystkim i tak było to, że w tej chwili był, a potem w końcu wróci. Obiecał mi to, więc stałem i chłonąłem go, zapamiętywałem na ten krótki, przyszły czas.
I też nie mogłem się nudzić, bo wciąż - mimo że sądziłem za każdym razem inaczej - Flynn zaskakiwał mnie czymś nowym. Wolałem już jednak by chciał się czuć jak moja dziewczyna niż opowiadał mi o lubieniu swoich byłych.
- Moja dziewczyna...? Skąd ten... pomysł? Chciałbyś być kobietą? - zapytałem Flynna niepewnie, bo choć bardzo chciałem, to jednak nie potrafiłem czytać w jego myślach. Oczy może coś mi szeptały, ale w tej chwili były nieco poza moim zasięgiem, mimo wszystko jednak wiedziałem, że coś było nie tak z Flynnem. O zgrozo, jeszcze nim wszedłem do tej przyczepy, coś mi krzyczało z tyłu głowy, że może jednak dobrze, że ten parapet wciąż diabli mieli i jeszcze nie oddali po ostatnim incydencie.