Nie dziwił się, że Neil tak zareagował. W ciemnym korytarzu musiał wyglądać jak zjawa pokroju dementora, która zabłąkała się w drodze do Azkabanu, po to, aby pożreć duszę młodego czarodzieja i odebrać mu całą radość. W gruncie rzeczy tak było, a kir odzienia tylko podkreślał nieczyste i okrutne zamiary.
— To tylko ja — zaczął, niepewność drgała gdzieś na końcu jego głosu, bo przez myśl mu przeszło, że powinien po prostu teleportować się do Warowni albo gdziekolwiek indziej.
— Masz jakiś opatrunek? Skaleczyłem się o gwóźdź we framudze — skłamał, unosząc dłoń z czerwoną smugą obok swojej twarzy, aby zwrócić uwagę na zadraśnięcie. Większość śladu po zębach już zaczynała znikać, nie dość głęboka, aby pozostawić prócz zadrapania. Nadal jednak były trochę widoczne, więc krętactwo Morpheusa zostało raczej cienko zawoalowane. Nigdy nie umiał łgać, nie wychodziło mu to za dobrze, ale liczył na kurtuazję ze strony Neila, który zaakceptuje to wytłumaczenie, zamiast doszukiwać się prawdy.
W końcu drewniane okna potrafiły być kapryśne, a budynki w magicznej części Londynu nie należały do najmłodszych.
Przez chwilę, pomiędzy zasłoną zaciągniętą przez Neila, o barwie teatralnej, ciężkiej purpury i cienką firanką, w efemerycznym złączeniu trwała utopijna chwila. Gdy stał na progu kuchni, niczym żebrak proszący o pomoc, wyczuwał całuny, które owijały ich oddzielnie, dusząc, nie pozwalając nabrać oddechu. Miłość nie tyle była ślepa, ile zaślepiała, zdaniem Morpheusa, na wszystko, co realistyczne, co sprawiedliwe. Mógł napierać teraz przez gruby tiul bariery, ale wątpił, aby na coś się to zdało, do rozdarcia wymagano większej siły.
Zupełnie jak całun oddzielający Arkę Przymierza od wiernych, nie dało się po prostu przedrzeć przez tę izolację i samotność, której ostrza zaznaczyły ich ciała, do tego należało torturować pół-boga i go ukrzyżować, sprowadzić na niego śmierć w męczarniach, aby ostateczne błagalne pytanie do Najwyższego rozstąpiło gromem jej poły. Przed chwilą złączeni w pocałunku, teraz rozdzieleni kilometrami niezrozumienia, dystansem pary ulatującej z filiżanek. Intymność i erotyzm zostają zakryte przestrzenią linoleum i słów, które padły.