To nie było długie wspomnienie; takie, w którym trzeba było się zatopić i wysilić maksymalnie, by wyłapać wszystkie szczegóły. Nie było też wiele czasu, by wszystko zapisać w swojej pamięci, wyryć na jej kartach, niczym w kamiennej tablicy, która miała być trwalsza niż ze spiżu. Ginewra przyglądała się mężczyznom w trakcie tej krótkiej rozmowy, przy pokazie tej pychy, niby usprawiedliwianej przez dobre pobudki, ale coś w postawie i tonie głosu Augustusa mówiło jej, że cel wcale nie jest taki szczytny, jakim próbował go przedstawić. Chełpił się – rodowodem, umiejętnościami, nieomylnością. Nie wyglądał na kogoś, kto łatwo przyjmował krytykę i ją w ogóle rozważał. Jawiło się to tym, co już zaczynali podejrzewać po tym, gdy Cassandra zaszczepiła w głowie McGonagall swoją… wolę? Wspomnienie? Jedną z ostatnich myśli?
Tak nagle, jak pojawili się we wspomnienu, tak samo szybko rozmyło się one, rozpierzchło, jak wczorajszy sen, który próbujesz uchwycić i im bardziej próbujes – tym szybciej umyka. Półegipcjanka stała przy kamiennej misie, wpatrując się w przestrzeń, natarczywie mrugając, nim ocknęła się i spojrzała na przygotowany wcześniej pergamin i pióro. Ruszyła do stolika, by szybko złapać za przybory do pisania i spisać te umykające jej myśli. Skoro nie wiedzieli, czy będzie można wejrzeć w to wspomnienie raz jeszcze, to każda sekunda, każda myśl i każde słowo mogły okazać się kluczowe, w razie, jeśli każde z nich zapamiętało jednak co innego. Więc pisała; o kolorach, słowach, nie skupiała się tak mocno na otoczeniu, a na ludziach, bo to w nich była utkwiona wcześniej jej pełna uwaga.
– Nie wiem czy zwróciliście uwagę – zaczęła po chwili, przerywając ciszę (czy raczej cichy dźwięk skrobania piórem po pergaminie). – Markus mówił o godzinie potrzeby, a Augustus o godzinie próby – nie wiedziała, czy to ma jakieś znaczenie… Ale może miało… w intencji? A jak wiadomo, przy przepowiadaniu przyszłości, intencja ma znaczenie.