Rozumiało się samo przez się, że nową różdżkę potrzebuje się wtedy, gdy coś stanie się z poprzednią. Powodów mogło być sporo: połamała się, zaczął wychodzić z niej rdzeń, przestała być kompatybilna, zgubiła się, spaliła (przy okazji parząc dupę, bo ktoś nierozważny nosił ją w tylnych kieszeniach spodni) i tak dalej. Ale w najśmielszych snach (a miała je bardzo śmiałe), nie podejrzewała, ze Cathal pozwoli się porobić jakimś dzieciakom jak kompletny frajer. Więc gdy padła odpowiedź, że stracił różdżkę i prosty wniosek blabla bla, to aż spojrzała na niego krytycznie spod byka, bo con jej tu insynuuje, próbuje ją (znowu) obrazić, ją i jej inteligencję? Ha. Gdyby nie to, że wyglądał przy tym tak żałośnie i był taki wkurzony, to chyba byłaby gotowa się tu z nim trochę pokłócić i podroczyć, ale zamiast tego – skończyło się jedynie na spojrzeniu. Okazywało się też, że była tak zaaferowana swoją ciężką lekturą, że nawet nie zauważyła, w którym momencie dołączyła do niej Leta. A może przyszli oboje w jednej chwili, tylko z różnych stron? Nie była to zagadka, która miałaby teraz zatruwać jej umysł i nie dawać spokoju.
– Pecha – prychnęła, a był to dźwięk dość podobny to tego, który potrafi wydać z siebie zirytowana kocica. – Mój drogi, gdybyś częściej przychodził do mnie po wróżbę, i gdybyś nie był w stosunku do tego taki sceptyczny i przekonany, że to wszystko bajeczki dla naiwnych, to może uniknąłbyś tego przykrego losu, który nazywasz kurewskim pechem – odpowiedziała, jednocześnie delikatnie odgarniając mu włosy ze skroni – a był to dotyk tak uważny i tak lekki, że wręcz niemalże niewyczuwalny. Zaraz sięgnęła po swoją różdżkę, by jednym machnięciem wytworzyć w powietrzu sakiewkę wypełnioną… czymś. Czymś zimnym. I wcisnęła to w dłoń Cathala. – Przyłóż to sobie do czoła, bo inaczej będziesz miał guza – przy okazji wyciągnęła mu też spomiędzy włosów liść, wyglądający jakby z jakichś starych, ciętych kwiatów, i trzymając go w dwóch palcach, upuściła na ziemię.
[a]I to był ten moment, w którym kobieta złapała się pod boki i spojrzała krytycznie na Cathala.
– Skoro tak się go boisz, to niby dlaczego mamy cię puścić samego po różdżkę? Może tam też będzie, hm? – oczywiście, że trochę sobie z niego kpiła. Ociupineczkę. A po tych słowach raz jeszcze machnęła różdżką, by poprawić te poluzowane szwy na rękawie Shafiqa.