25.11.2022, 19:45 ✶
W przeciwieństwie do Nory Fergus nie był opiekunem. On był tą osobą, którą trzeba było się zająć, choć nie przyznałby się nawet przed samym sobą. Czasem w ferworze nauki zapominał zejść na posiłek, często zapominał, jaką akurat ma mieć lekcję, mimo że ustalany na początku semestru plan w ogóle się nie zmieniał. Mylił ze sobą składniki eliksirów, co sprawiło, że ledwie zdał SUMy i Slughorn nie dopuścił go na swoje zajęcia. Nie żeby się tym jakoś wybitnie przejmował, nie lubił mieszać w kotle. Ale przede wszystkim nie potrafił walczyć o swoje własne marzenia i zamiast pracować teraz dla Ministerstwa Magii zapijał smutki po tym, jak zmarnował czas na wykłócanie się z zielarzem.
- Chyba będziesz musiała zamknąć oczy – mruknął nieszczęśliwie, wiedząc, że nie będzie tak łatwo odpuścić. Nawet gdyby spakował teraz cały swój dobytek i wyniósł się na walijską wieś, ojciec by go odnalazł. I jeszcze czepiał się, czemu hoduje owce zamiast zwierząt, które można wykorzystać na rdzeń różdżki.
- Ojciec i wujowie są zbyt mocno przywiązani do tradycji. Chcą zmonopolizować rynek różdżkarstwa, a moje wymysły, jak to określają, mogą to popsuć. Nie będą ryzykować zmiany marki, która już jest znana. Nie dociera nawet moje tłumaczenie, że przecież i tak pracują inaczej niż nasi przodkowie w średniowieczu.
Niektórzy nie powinni nigdy zostać rodzicami. Dla Fergusa to zawsze było zadziwiające, że Ministerstwo wymagało pozwolenia na nawet najmniejsze i najmniej niebezpieczne zwierzę, podczas gdy dziecko mógł posiadać każdy. Sam nie wyobrażał sobie siebie jako ojca i z pewnością by się do tego nie nadawał, biorąc pod uwagę, jakie miał wzorce. Mógł jednak z pełną świadomością stwierdzić, że Mabel miała szczęście, że trafiła jej się taka matka jak Nora. Zaczynał się obawiać, że jeśli jeszcze trochę wypije, poprosi, żeby go adoptowała.
Parsknął śmiechem, słysząc uwagę przyjaciółki. Nie sądził jednak, żeby stary Ollivander przestraszył się tej drobnej kobiety. Z drugiej strony takie potrafiły być najgroźniejsze.
- Nawet śpiąc wygląda trochę przerażająco – uznał Fergus, przechylając głowę, by przyjrzeć się kotu, ale zaraz odwrócił od niego wzrok z powrotem na swoją towarzyszkę. – Może powinnaś zagadać do jakiegoś stałego klienta, czy nie chciałby sobie dorobić? Niektórzy by się zgodzili nawet za szklankę Ognistej.
Odwrócił się, by rozejrzeć się po klubokawiarni, szukając jakichś twarzy, które by kojarzył. Sam wpadał tu dosyć często, ale nie zawsze potrafił powiedzieć, czy kojarzył daną osobę konkretnie z tego miejsca, czy po prostu przez ciągłe przebywanie na Pokątnej. Zaraz jednak został oderwany od swoich obserwacji, wzdrygając się na dźwięk głosu dochodzącego z dość bliskiej odległości.
- Wybacz, Salem – odparł, zwracając się do kocura. – Zostało jeszcze jakieś ciasto? – Tym razem zwrócił się do Nory, nie wiedząc, czy spodziewać się jakiegoś posiłku o wieczornej godzinie. Z drugiej strony nie wiedziałby nawet, co zamówić. Kot zaskoczył go swoją uwagą, ale właściwie miał rację. Skoro już był u Nory i korzystał z jej gościnności, mógł chociaż kupić coś do jedzenia.
- Chyba będziesz musiała zamknąć oczy – mruknął nieszczęśliwie, wiedząc, że nie będzie tak łatwo odpuścić. Nawet gdyby spakował teraz cały swój dobytek i wyniósł się na walijską wieś, ojciec by go odnalazł. I jeszcze czepiał się, czemu hoduje owce zamiast zwierząt, które można wykorzystać na rdzeń różdżki.
- Ojciec i wujowie są zbyt mocno przywiązani do tradycji. Chcą zmonopolizować rynek różdżkarstwa, a moje wymysły, jak to określają, mogą to popsuć. Nie będą ryzykować zmiany marki, która już jest znana. Nie dociera nawet moje tłumaczenie, że przecież i tak pracują inaczej niż nasi przodkowie w średniowieczu.
Niektórzy nie powinni nigdy zostać rodzicami. Dla Fergusa to zawsze było zadziwiające, że Ministerstwo wymagało pozwolenia na nawet najmniejsze i najmniej niebezpieczne zwierzę, podczas gdy dziecko mógł posiadać każdy. Sam nie wyobrażał sobie siebie jako ojca i z pewnością by się do tego nie nadawał, biorąc pod uwagę, jakie miał wzorce. Mógł jednak z pełną świadomością stwierdzić, że Mabel miała szczęście, że trafiła jej się taka matka jak Nora. Zaczynał się obawiać, że jeśli jeszcze trochę wypije, poprosi, żeby go adoptowała.
Parsknął śmiechem, słysząc uwagę przyjaciółki. Nie sądził jednak, żeby stary Ollivander przestraszył się tej drobnej kobiety. Z drugiej strony takie potrafiły być najgroźniejsze.
- Nawet śpiąc wygląda trochę przerażająco – uznał Fergus, przechylając głowę, by przyjrzeć się kotu, ale zaraz odwrócił od niego wzrok z powrotem na swoją towarzyszkę. – Może powinnaś zagadać do jakiegoś stałego klienta, czy nie chciałby sobie dorobić? Niektórzy by się zgodzili nawet za szklankę Ognistej.
Odwrócił się, by rozejrzeć się po klubokawiarni, szukając jakichś twarzy, które by kojarzył. Sam wpadał tu dosyć często, ale nie zawsze potrafił powiedzieć, czy kojarzył daną osobę konkretnie z tego miejsca, czy po prostu przez ciągłe przebywanie na Pokątnej. Zaraz jednak został oderwany od swoich obserwacji, wzdrygając się na dźwięk głosu dochodzącego z dość bliskiej odległości.
- Wybacz, Salem – odparł, zwracając się do kocura. – Zostało jeszcze jakieś ciasto? – Tym razem zwrócił się do Nory, nie wiedząc, czy spodziewać się jakiegoś posiłku o wieczornej godzinie. Z drugiej strony nie wiedziałby nawet, co zamówić. Kot zaskoczył go swoją uwagą, ale właściwie miał rację. Skoro już był u Nory i korzystał z jej gościnności, mógł chociaż kupić coś do jedzenia.