25.11.2022, 20:42 ✶
Szmer rozmów, śmiechy i przepychający się ludzie sprawiali, że Fergus miał wrażenie, że panuje tu większy harmider niż na Pokątnej. A to było trudne wyzwanie, zwłaszcza gdy pora roku zmieniała się na cieplejszą i coraz więcej czarodziejów wyściubiało nosy sprzed kominków.
Początkowo Ollivander w ogóle nie planował wybierać się na Ostarę, dochodząc do wniosku, że wykorzysta chwilę spokoju w Londynie na zdobycie i ewentualne przeczytanie kilku książek. Jednak tak samo, jak nie potrafił odmawiać ojcu, nie potrafił też powiedzieć nie Norze. Od kiedy znalazła lokum na Pokątnej, spędzali ze sobą o wiele więcej czasu. Momentami czuł się nawet jak za szkolnych lat, kiedy mógł ją widywać nie tylko w klasie, ale też na korytarzach czy błoniach. Potem kontakt się trochę urwał, gdy byli pochłonięci własnymi sprawami, ale teraz ich przyjaźń zakwitała na nowo. Miał tylko nadzieję, że Nora nie weźmie ze sobą Salema, bo wolałby nie spędził popołudnia na poszukiwaniu straganu z tuńczykiem.
Nie było łatwo znaleźć Figg w tłumie, zwłaszcza że wiele osób kręciło się w okolicy wil, a jeszcze więcej obok Szalonej Sally i jej koszyka pełnego jeży. Przez chwilę zagapił się na blondwłose piękności, które przyciągały przechodniów i zapraszały do swojego straganu, ale zaraz jego uwaga się od nich odwróciła, gdy został potrącony przez kogoś łokciem.
Kręcił się wokół, przeklinając pod nosem, że postanowił umówić się z Norą już na miejscu. Powinien był przewidzieć, że nie będzie to łatwe przedsięwzięcie i nie potrzebowałby do tego nawet umiejętności wróżenia z fusów. Po prostu przebywanie w towarzystwie ludzi nie było dla niego i dlatego też typowe społeczne zachowania stanowiły dla niego zagadkę.
- Nora? – zapytał, podchodząc do niskiej kobiety o jasnych włosach, ale gdy się odwróciła, okazało się, że to nie ona. Znów przeklął, dochodząc do wniosku, że chyba łatwiej będzie, gdy to ona odnajdzie jego. Przynajmniej górował nieco nad pozostałymi czarodziejami.
Podszedł więc do najbliższego straganu, ot tak, dla zabicia czasu. Znajdowały się na nim błyskotki wyglądające na tanią biżuterię, ale i tak nie potrafił oderwać od tego oczu. Jak sroka na widok złota sięgnął ręką do jednego z wisiorków, by mu się przyjrzeć. Zdawało mu się, że wszystko wokół zniknęło. Był tylko on i kawałek sznurka z paciorkami, który zagościł w jego umyśle na dobre. Gdyby tylko właściciel straganu mu się nie przyglądał, zagadując o cenie. Słowa wpadały Fergusowi jednym uchem, a wypadały drugim. Szlag by to.
Upuścił wisiorek na miejsce, odwracając się, by jeszcze raz sprawdzić, czy nie pojawiła się gdzieś panna Figg. Błyskotka jednak wwiercała mu się w mózg, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Początkowo Ollivander w ogóle nie planował wybierać się na Ostarę, dochodząc do wniosku, że wykorzysta chwilę spokoju w Londynie na zdobycie i ewentualne przeczytanie kilku książek. Jednak tak samo, jak nie potrafił odmawiać ojcu, nie potrafił też powiedzieć nie Norze. Od kiedy znalazła lokum na Pokątnej, spędzali ze sobą o wiele więcej czasu. Momentami czuł się nawet jak za szkolnych lat, kiedy mógł ją widywać nie tylko w klasie, ale też na korytarzach czy błoniach. Potem kontakt się trochę urwał, gdy byli pochłonięci własnymi sprawami, ale teraz ich przyjaźń zakwitała na nowo. Miał tylko nadzieję, że Nora nie weźmie ze sobą Salema, bo wolałby nie spędził popołudnia na poszukiwaniu straganu z tuńczykiem.
Nie było łatwo znaleźć Figg w tłumie, zwłaszcza że wiele osób kręciło się w okolicy wil, a jeszcze więcej obok Szalonej Sally i jej koszyka pełnego jeży. Przez chwilę zagapił się na blondwłose piękności, które przyciągały przechodniów i zapraszały do swojego straganu, ale zaraz jego uwaga się od nich odwróciła, gdy został potrącony przez kogoś łokciem.
Kręcił się wokół, przeklinając pod nosem, że postanowił umówić się z Norą już na miejscu. Powinien był przewidzieć, że nie będzie to łatwe przedsięwzięcie i nie potrzebowałby do tego nawet umiejętności wróżenia z fusów. Po prostu przebywanie w towarzystwie ludzi nie było dla niego i dlatego też typowe społeczne zachowania stanowiły dla niego zagadkę.
- Nora? – zapytał, podchodząc do niskiej kobiety o jasnych włosach, ale gdy się odwróciła, okazało się, że to nie ona. Znów przeklął, dochodząc do wniosku, że chyba łatwiej będzie, gdy to ona odnajdzie jego. Przynajmniej górował nieco nad pozostałymi czarodziejami.
Podszedł więc do najbliższego straganu, ot tak, dla zabicia czasu. Znajdowały się na nim błyskotki wyglądające na tanią biżuterię, ale i tak nie potrafił oderwać od tego oczu. Jak sroka na widok złota sięgnął ręką do jednego z wisiorków, by mu się przyjrzeć. Zdawało mu się, że wszystko wokół zniknęło. Był tylko on i kawałek sznurka z paciorkami, który zagościł w jego umyśle na dobre. Gdyby tylko właściciel straganu mu się nie przyglądał, zagadując o cenie. Słowa wpadały Fergusowi jednym uchem, a wypadały drugim. Szlag by to.
Upuścił wisiorek na miejsce, odwracając się, by jeszcze raz sprawdzić, czy nie pojawiła się gdzieś panna Figg. Błyskotka jednak wwiercała mu się w mózg, nie pozwalając o sobie zapomnieć.