04.02.2024, 22:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 22:54 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Suma przypadków: Drewniane Molo
Wiele razy słyszał całą masę komplementów od zielarzy na temat tego miejsca, jednak samemu było mu zawsze jakoś tak trochę nie po drodze, a jak już tu był, to miał inne rzeczy na głowie. Tym razem było inaczej. Tak czy siak musiał pojechać tu w okolice, to uznał, że zboczy nieco z trasy i zahaczy o Dolinę, aby w końcu wyżyć się na biednych roślinach, które nikomu nic nie robił, a przecież mogły, tak przynajmniej słyszał i czytał w książkach.
Słońce już powoli kończyło swoją podróż, już tylko jednym okiem wyglądając zza horyzont, a on nadal siedział na molo, oglądał zebrane w słoikach rośliny, rysował ich schematy, wertował książkę, czy to o nie chodziło, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jedno złe zioło i zamiast ulgi przyniesie śmierć.
Ołówek szurał po kartkach kiedy bosymi stopami muskał wodę pod sobą, przyjemnie nagrzaną po całym dniu. Podobało mu się to skupienie, nic go nie rozpraszało, choć umysł często dalej był zakryty masą drażniących myśli wszelkiego rodzaju. Błędy ostatnich tygodni, niezręczności i decyzje mimo wszystko odbijały się na nim mocno, co widać było po fiolecie pod jego oczyma. Zrezygnował nawet na jakiś czas z kadzideł, bo chwilowo wydawały się nie dawać rezultatów, a po co marnować zapasy? Przymknął oczy wsłuchując się w odgłosy jeziora. Chlapanie małych fal rozbijających się o drewniane podpory mostu, chlupanie ryb, łapiących w swoje pyszczki komary, które zbliżyły się zbyt blisko tafli. Przechylił lekko głowę w bok, słysząc kojącą melodię przywodzącą wspomnienia, o których nie chciał myśleć, a teraz załagodzenie ich wydawało się być takie łatwe.
Wsparł się po bokach o deski mola, płynnym ruchem podciągnął też na nie i nogi, po czym wybił się gładko, wskakując do wody, zapominając pomyśleć czy to bezpieczne, czy woda dalej od brzegu na pewno jest ciepła, czy przypadkiem nie zrzucił do wody również swojego cennego notatnika.
Płynął w głąb, ciągnięty dalej i dalej do dna, czując na swoich ustach jego usta, ponownie marzenia wróciły, ale podchodził teraz do nich dużo chłodniej, bardziej racjonalnie, dziecięca naiwność mocno z niego wyparowała, co sprawiało, że teraz wątpił we wszystko co czuje. Gorące usta były coraz chłodniejsze, aż w końcu zimne, mokre i odbierające dech w sposób jakiego nie chciał czuć. Szarpnął się, ugryzł, odepchnął, kopnął pod wodą, sięgnął po różdżkę, a ta rozbłysła światłem zaklęcia, którego słowa utonęły w pęcherzykach powietrza uciekających z ust wilkołaka.