Ruda wcale nie tak łatwo dawała się wystraszyć. Brak magii nie wzbudził w niej zawahania nawet przez krótką chwilę. Wiedziała, że sobie poradzą, czuła to. Była tu z Brenną, a ta nigdy nie dałaby jej zrobić krzywdy, zresztą Heather również nie pozwoliłaby skrzywdzić swojej partnerki. Jeśli walczy się o kogoś bliskiego, to jest się w stanie przekroczyć największe granice, tego była pewna. Zresztą widać było to po tym, co udało jej się zrobić podczas Beltane. Mimo bólu i cierpienia szła przed siebie, aby ratować innych - bliskich. Leżało to w naturze panny Wood.
Westchnęła ciężko. - Nigdy nie może być zbyt prosto, prawda? - Wcale jej to nie zdziwiło. Biednemu wiatr wieje w oczy, czy coś. Musiały się przygotować na najgorsze. Starała się iść jak najciszej potrafiła, żeby nie poinformować nikogo o swojej obecności w tym miejscu. Miewała problemy z byciem cicho, więc naprawdę się pilnowała.
Zauważyła, że różdżka Brenny ponownie rozświetliła się blaskiem. Skłoniło ją to po sięgnięcie po swój patyk. Magia mogła okazać się przydatna, skoro już była dostępna. Ścisnęła różdżkę mocno w swej dłoni, gotowa jej użyć, gdy tylko nadejdzie taka potrzeba.
Słyszała krople wody, które powoli kapały, powietrze było cięższe. Bardzo ostrożnie szła po stopniach, nie chciała bowiem się przypadkowo potknąć i zwrócić na nie uwagi. Nie było to wcale takie łatwe. Smród stawał się coraz silniejszy, próbowała o tym nie myśleć, żeby się tutaj zaraz nie porzygać.
Wtedy usłyszała głos. Bardzo uważnie wsłuchiwała się w słowa, które brzmiały w eterze. Nic jej jednak to nie mówiło, zapamiętała mimo to wszystko, co wypowiedział głos, dochodzący z coraz bliżej odległości. Może było to ważne? Powtarzała w myślach te słowa, aby nie zapomnieć żadnego i nic nie pomieszać.
Kiwnęła głową, kiedy Brenna dała jej znać, że ma zostać z tyłu. Nauczyła już się jej słuchać, wiedziała, że nie ma co dyskutować. To ona dowodziła w ich duecie.
Trzymała się kilka kroków za Longbottom, nadal jednak szła za nią. Zatrzymała się w momencie, w którym udało jej się dostrzec mężczyznę. Cała ta sytuacja wyglądała przeciwnie, bazgrał coś na ścianie i zdecydowanie nie był to pierwszy raz, kiedy to robił.