25.11.2022, 23:33 ✶
Uniosła brew, gdy licytacja została przerwana. W zasadzie coś niedopuszczalnego, przynajmniej wedle filozofii wyznawanej przez ród Malfoyów; w końcu zdanie się na los nie pozwalało na dobitne zaznaczenie swojej przewagi nad innymi, nie dawało tego poczucia zwycięstwa, tej słodyczy, jaka za nim szła. Po prostu… decydował los, łut szczęścia, coś, co mogło sprawić, iż opcja z najmniejszymi szansami nagle okazywała się tą zwycięską.
Ale dobrze, skoro ostatecznie posłuchała swego męża i odpuściła, to nie widziała zbytnio powodu, żeby siać teraz ferment i zgłaszać obiekcie; tu decyzja należała już do brata, czy przyjmie takie rozwiązanie czy też wolałby nadal rzucać coraz wyższe i wyższe kwoty, które niejednego mogłyby przyprawić o palpitacje serca. Inna sprawa, że jeśli chodziło o zgromadzonych w tym miejscu, to zapewne już nie robiły takiego wrażenia; w końcu jakkolwiek by nie patrzeć, głównie znaleźli się tu ci z zasobniejszymi skrytkami w Gringottcie.
Pokręciła głową, gdy dobiegło ją pytanie Perseusa; w tej chwili nie bardzo odczuwała apetyt. Zresztą, od jakiegoś czasu generalnie bardziej jej się nie chciało niż chciało jeść, co generalnie sprawiało, iż posiłki stawały się przykrą koniecznością. Cóż, wypadałoby nie zemdleć na oddziale w trakcie udzielania pomocy, z powodu tego, iż organizm miał niewystarczającą ilość energii do funkcjonowania, prawda?
- Jeśli chcesz, to oczywiście, częstuj się. Ja podziękuję – wyrzekła cicho, po czym pociągnęła łyk alkoholu. Cóż, w pewnym sensie to też było „jedzenie”, w formie płynnej. I tak, dobrze wiedziała, że tego się nie dało nazwać kolacją, ale tak na mocno upartego, naciągając wszelkie możliwe fakty…
Pogratulowała bratu wygranej, po czym skupiła się na występie Faye. Kobieta śpiewała naprawdę pięknie i Eunice średnio zauważyła, jak bardzo jej uwaga została pochłonięta przez ten artystyczny występ. Przynajmniej do chwili, w której nie rozległ się okrzyk męża. Świnka morska? Jaka świnka morska?
- Czyś ty widział kiedy świnkę? – fuknęła, wyciągając różdżkę z zamiarem… trudno powiedzieć, jakim dokładnie, bo cokolwiek planowała, cokolwiek przewijało się przez myśli, to najzwyczajniej w świecie nie zdążyła tego zrealizować. Zamiast stworzenia wgryzającego się w laskę Perseusza na podłodze znajdowała się… kobieta.
Wyglądała na trochę zagubioną, a już na pewno na co najmniej oszołomioną. Stąd też po krótkiej chwili wahania zdecydowała się przykucnąć, wyciągając do niej dłoń, za którą ta mogła chwycić; wtedy Eunice planowała wstać i pociągnąć ją za sobą, żeby nie siedziała na podłodze.
- W porządku? Nic ci nie jest? – spytała łagodnym tonem, jakby przemawiała go wystraszonego szczeniaczka. Czy coś.
Ale dobrze, skoro ostatecznie posłuchała swego męża i odpuściła, to nie widziała zbytnio powodu, żeby siać teraz ferment i zgłaszać obiekcie; tu decyzja należała już do brata, czy przyjmie takie rozwiązanie czy też wolałby nadal rzucać coraz wyższe i wyższe kwoty, które niejednego mogłyby przyprawić o palpitacje serca. Inna sprawa, że jeśli chodziło o zgromadzonych w tym miejscu, to zapewne już nie robiły takiego wrażenia; w końcu jakkolwiek by nie patrzeć, głównie znaleźli się tu ci z zasobniejszymi skrytkami w Gringottcie.
Pokręciła głową, gdy dobiegło ją pytanie Perseusa; w tej chwili nie bardzo odczuwała apetyt. Zresztą, od jakiegoś czasu generalnie bardziej jej się nie chciało niż chciało jeść, co generalnie sprawiało, iż posiłki stawały się przykrą koniecznością. Cóż, wypadałoby nie zemdleć na oddziale w trakcie udzielania pomocy, z powodu tego, iż organizm miał niewystarczającą ilość energii do funkcjonowania, prawda?
- Jeśli chcesz, to oczywiście, częstuj się. Ja podziękuję – wyrzekła cicho, po czym pociągnęła łyk alkoholu. Cóż, w pewnym sensie to też było „jedzenie”, w formie płynnej. I tak, dobrze wiedziała, że tego się nie dało nazwać kolacją, ale tak na mocno upartego, naciągając wszelkie możliwe fakty…
Pogratulowała bratu wygranej, po czym skupiła się na występie Faye. Kobieta śpiewała naprawdę pięknie i Eunice średnio zauważyła, jak bardzo jej uwaga została pochłonięta przez ten artystyczny występ. Przynajmniej do chwili, w której nie rozległ się okrzyk męża. Świnka morska? Jaka świnka morska?
- Czyś ty widział kiedy świnkę? – fuknęła, wyciągając różdżkę z zamiarem… trudno powiedzieć, jakim dokładnie, bo cokolwiek planowała, cokolwiek przewijało się przez myśli, to najzwyczajniej w świecie nie zdążyła tego zrealizować. Zamiast stworzenia wgryzającego się w laskę Perseusza na podłodze znajdowała się… kobieta.
Wyglądała na trochę zagubioną, a już na pewno na co najmniej oszołomioną. Stąd też po krótkiej chwili wahania zdecydowała się przykucnąć, wyciągając do niej dłoń, za którą ta mogła chwycić; wtedy Eunice planowała wstać i pociągnąć ją za sobą, żeby nie siedziała na podłodze.
- W porządku? Nic ci nie jest? – spytała łagodnym tonem, jakby przemawiała go wystraszonego szczeniaczka. Czy coś.
396/2206