05.02.2024, 10:08 ✶
Odpowiedź, którą uraczył ją Cathal, najwyraźniej zaspokoiła ciekawość Camille, bo blondyna kiwnęła głową. W starożytności wszystko było inne - nie było szkół, nie było nauczycieli... Inaczej też podchodzono do magii. Delacour przejechała wzrokiem po naszyjniku i zamyśliła się. Znała historię, lecz jej wiedza nie wykraczała poza tę szkolną i książkową. Nigdy nie zastanawiała się, jak czarodzieje wtedy żyli. Wszyscy wtedy ginęli szybko z wiadomych względów, ale czy faktycznie pospólstwo, w którym była odrobina magii, ginęło szybciej? Czy może wśród tłumu nie było czarodziejskiej krwi? Przecież zgodnie z tym, co mówili jej rodzice, czysta krew pochodziła od arystokracji, tych najlepszych ludzi w swoich czasach. To, że kapłani byli osobną wysoką kastą, było logiczne, podobnie było z faraonami czy królami. Ktoś mógł mieć inne poglądy, lecz Camille była nauczana w ten a nie inny sposób, nie wyprowadzono ich również z błędu na etapie wczesnej i późniejszej edukacji. To dlatego czarodzieje byli lepsi od mugoli - bo byli szlachetni, w ich żyłach płynęła błękitna krew. Na tę myśl blondynka się uśmiechnęła. Błękitna krew... Może poza Blackami, którzy krew mieli czarną jak smoła.
Camille ruszyła za mężczyzną, pozostałym eksponatom poświęcając minimum uwagi, skoro chciał jej pokazać coś innego, bardziej związanego z jej pytaniami. Kamienie runiczne były nieodłączonym elementem jej pracy - i chociaż na runach nie znała się tak, jak badacze, tak znała podstawy. Wiedziała, że mogą chronić przed klątwą: trzymać ją w środku i nie dopuszczać postronnych do jej aktywowania. Klątwy to był jej konik.
- Choroba nie brzmi jak coś potężnego. Kojarzy mi się ze słynną "klątwą faraona", którą okazały się zwykłe bakterie, na które turyści i badacze nie byli uodpornieni - zauważyła, przyglądając się kamieniom runicznym. Halucynacje jednak brzmiały poważniej - miała z nimi do czynienia w szpitalu. Potrafiły tak zmienić percepcję, że osoby które ich doznawały, targały się na życie swoje lub osób w najbliższym otoczeniu. - Ta klątwa, która zabiła mugoli, którzy weszli do środka - wiecie, jak działała? Z tego co mówisz to wnioskuję, że to było potężne zaklęcie, skoro przetrwało tyle wieków.
Odwróciła twarz w stronę Cathala. Czy wiedział, że ma do czynienia z klątwołamaczką? Nie było tajemnicą, że Delacour zajmowała się tym "po godzinach", ale również w szpitalu. Jej umiejętności były nieocenione chociażby po Beltane, ale nie tylko. Gdy Lord Voldemort postanowił sięgnąć po władzę, odsetek użycia czarnej magii znacząco wzrósł. Klątwy były naprawdę poważną, paskudną sprawą, ciężką do rozpoznania przez osobę, która nie była w nich obeznana. Czym innym było wziąć na logikę klątwę tak, jak na przykład w takim Egipcie, gdzie o klątwie mówiło się od wieków, a czym innym rozpoznać świeżą, dopiero co rzuconą. Z drugiej jednak strony rozpoznanie było tylko początkiem. Camille zastanawiała się, czy byłaby w stanie poradzić sobie z tak potężną, starożytną magią. Nie miała jednak zamiaru wpychać się między wódkę a zakąskę - po prostu rozważała, jak to naukowiec, za którego się uważała. Nie tylko leczyła, ale i dociekała. Nie można było leczyć bez szczegółowych badań. Jej umysł był zdecydowanie ścisły, paradoksalnie, patrząc na to z jakiej rodziny pochodziła.
Camille ruszyła za mężczyzną, pozostałym eksponatom poświęcając minimum uwagi, skoro chciał jej pokazać coś innego, bardziej związanego z jej pytaniami. Kamienie runiczne były nieodłączonym elementem jej pracy - i chociaż na runach nie znała się tak, jak badacze, tak znała podstawy. Wiedziała, że mogą chronić przed klątwą: trzymać ją w środku i nie dopuszczać postronnych do jej aktywowania. Klątwy to był jej konik.
- Choroba nie brzmi jak coś potężnego. Kojarzy mi się ze słynną "klątwą faraona", którą okazały się zwykłe bakterie, na które turyści i badacze nie byli uodpornieni - zauważyła, przyglądając się kamieniom runicznym. Halucynacje jednak brzmiały poważniej - miała z nimi do czynienia w szpitalu. Potrafiły tak zmienić percepcję, że osoby które ich doznawały, targały się na życie swoje lub osób w najbliższym otoczeniu. - Ta klątwa, która zabiła mugoli, którzy weszli do środka - wiecie, jak działała? Z tego co mówisz to wnioskuję, że to było potężne zaklęcie, skoro przetrwało tyle wieków.
Odwróciła twarz w stronę Cathala. Czy wiedział, że ma do czynienia z klątwołamaczką? Nie było tajemnicą, że Delacour zajmowała się tym "po godzinach", ale również w szpitalu. Jej umiejętności były nieocenione chociażby po Beltane, ale nie tylko. Gdy Lord Voldemort postanowił sięgnąć po władzę, odsetek użycia czarnej magii znacząco wzrósł. Klątwy były naprawdę poważną, paskudną sprawą, ciężką do rozpoznania przez osobę, która nie była w nich obeznana. Czym innym było wziąć na logikę klątwę tak, jak na przykład w takim Egipcie, gdzie o klątwie mówiło się od wieków, a czym innym rozpoznać świeżą, dopiero co rzuconą. Z drugiej jednak strony rozpoznanie było tylko początkiem. Camille zastanawiała się, czy byłaby w stanie poradzić sobie z tak potężną, starożytną magią. Nie miała jednak zamiaru wpychać się między wódkę a zakąskę - po prostu rozważała, jak to naukowiec, za którego się uważała. Nie tylko leczyła, ale i dociekała. Nie można było leczyć bez szczegółowych badań. Jej umysł był zdecydowanie ścisły, paradoksalnie, patrząc na to z jakiej rodziny pochodziła.