05.02.2024, 10:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2024, 10:29 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphus powoli skinął głową, dając znać Robertowi, że przyjmuje go wyjaśnienia do wiadomości. On sam był pewny swojej przykrywki - nigdy nie zrobił nic, co nakierowałoby kogokolwiek na swoje działania. Ostatnie wydarzenia były potknięciami, ale z tych potknięć wyciągnął lekcję i zamierzał zadbać należycie o zabezpieczenie swojego umysłu. Na tym etapie był zadowolony z tego, że padło na Bellatrix, a nie osobę obcą. Gdyby się tak stało, musiałby się jej pozbyć, a to zawsze rodziło pytania i podejrzenia. Tak samo musiał pilnować się przy wieszczach, którzy pracowali w Departamencie. Ten ciągły stres i zmuszenie do udawania, występowania przeciwko swoim przekonaniom odbijały się na jego śnie. Czas było zadbać i o to.
- Jest jasna. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i obowiązków, które na siebie nałożyliśmy - odpowiedział, ucinając tym samym temat. Liczył, że to wystarczy - wiedział, że zaufanie było cenniejsze niż wszystkie galeony świata. Nie dało się go tak po prostu zyskać, nawet na przestrzeni lat. On sam nie ufał ludziom, dlatego po części rozumiał Roberta i dlatego też zgodził się złożyć przysięgę. Na wzmiankę o przekonaniu do współpracy Rodolphus uniósł kącik ust w górę. Nie wątpił, że Robert miał swoje sposoby, by "przekonać" oporne jednostki do tego, by robił to, co chce.
Z niejakim zaskoczeniem przyjął fakt, że Richard się z nim zgodził. Jego zaskoczenie jednak objawiło się wyłącznie lekkim uniesieniem brwi i skierowaniem spojrzenia na drugiego z bliźniaków. Nie wiedzieć czemu ale Lestrange podejrzewał, że Richard będzie problematyczny - że będzie stawał okoniem obojętnie co by musieli robić i jak ściśle współpracować.
- Tak, jeżeli chodzi o Roberta, to jest kilka osób w Departamencie Tajemnic - potwierdził, chociaż po prawdzie nie miał pojęcia, czy tak szumne odejście nie zostawiło śladu również w innych departamentach. Ale to nie był jego problem w tym momencie - bliźniacy zdawali sobie sprawę z ryzyka i byli w stanie się go podjąć. On miał inne zadanie. Gdy Richard ponownie się do niego odezwał, Rolph tylko kiwnął głową. - Tak, to oczywiste.
Powiedział, zgadzając się z jego słowami. Wątpił, żeby wpadali na siebie na korytarzu - on sam rzadko opuszczał piętro swojego departamentu, lecz gdyby jednak pojawiła się sposobność, gdyby na siebie wpadli, nie miałby problemu z ignorowaniem Mulcibera. Jeżeli chodzi o ignorowanie ludzi, z którymi pracował, osiągnął niejako poziom mistrzowski. W całym Ministerstwie była zaledwie garstka osób, z którą zamienił więcej niż kilka zdań. Nie tylko dlatego, że był Niewymownym - ale głównie dlatego, że Rodolphus nie widział najmniejszego sensu w small talkach czy plotkach. Trzymał się z dala od ludzi, a praca w Departamencie Tajemnic była dobrą przykrywką dla jego niechęci społecznej. Być może popełniał błąd, bo przecież plotki mogły im się teraz przydać, ale... Rozgadany Niewymowny ściągałby za dużo uwagi.
- Jest jasna. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i obowiązków, które na siebie nałożyliśmy - odpowiedział, ucinając tym samym temat. Liczył, że to wystarczy - wiedział, że zaufanie było cenniejsze niż wszystkie galeony świata. Nie dało się go tak po prostu zyskać, nawet na przestrzeni lat. On sam nie ufał ludziom, dlatego po części rozumiał Roberta i dlatego też zgodził się złożyć przysięgę. Na wzmiankę o przekonaniu do współpracy Rodolphus uniósł kącik ust w górę. Nie wątpił, że Robert miał swoje sposoby, by "przekonać" oporne jednostki do tego, by robił to, co chce.
Z niejakim zaskoczeniem przyjął fakt, że Richard się z nim zgodził. Jego zaskoczenie jednak objawiło się wyłącznie lekkim uniesieniem brwi i skierowaniem spojrzenia na drugiego z bliźniaków. Nie wiedzieć czemu ale Lestrange podejrzewał, że Richard będzie problematyczny - że będzie stawał okoniem obojętnie co by musieli robić i jak ściśle współpracować.
- Tak, jeżeli chodzi o Roberta, to jest kilka osób w Departamencie Tajemnic - potwierdził, chociaż po prawdzie nie miał pojęcia, czy tak szumne odejście nie zostawiło śladu również w innych departamentach. Ale to nie był jego problem w tym momencie - bliźniacy zdawali sobie sprawę z ryzyka i byli w stanie się go podjąć. On miał inne zadanie. Gdy Richard ponownie się do niego odezwał, Rolph tylko kiwnął głową. - Tak, to oczywiste.
Powiedział, zgadzając się z jego słowami. Wątpił, żeby wpadali na siebie na korytarzu - on sam rzadko opuszczał piętro swojego departamentu, lecz gdyby jednak pojawiła się sposobność, gdyby na siebie wpadli, nie miałby problemu z ignorowaniem Mulcibera. Jeżeli chodzi o ignorowanie ludzi, z którymi pracował, osiągnął niejako poziom mistrzowski. W całym Ministerstwie była zaledwie garstka osób, z którą zamienił więcej niż kilka zdań. Nie tylko dlatego, że był Niewymownym - ale głównie dlatego, że Rodolphus nie widział najmniejszego sensu w small talkach czy plotkach. Trzymał się z dala od ludzi, a praca w Departamencie Tajemnic była dobrą przykrywką dla jego niechęci społecznej. Być może popełniał błąd, bo przecież plotki mogły im się teraz przydać, ale... Rozgadany Niewymowny ściągałby za dużo uwagi.