05.02.2024, 20:48 ✶
Cathal milczał, kiedy kobiety wymieniały między sobą uwagi, chociaż otrząsnął się z zamyślenia na tyle, że odnotował je i zapamiętał. Różne punkty widzenia były cenne: zwłaszcza że każde z nich zwróciło podczas tej drobnej wycieczki uwagę na coś zupełnie innego. Sam nie dzielił się na razie wszystkimi szczegółami, zamierzając później zrobić szczegółowe zapiski, a na razie skupić się na tym, co jemu zdawało się najważniejsze.
– Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że albo nie była to godzina potrzeby, albo Augustus Blackwood nie był godny tej magii – podsumował rzecz raczej oczywistą. Wioska leżała w końcu w ruinach i wiele wskazywało na to, że do takiego stanu rzeczy doprowadził nikt inny tylko mężczyzna, który wtedy tym miejscem władał. – Zdaje mi się, że Ginewra może mieć rację. Być może Marcus nie uważał, że to godzina próby, a Augustus… tak, bo tej mocy potrzebował. Leta? Zwróciłaś uwagę? Marcus wygląda prawie jak duch, który mignął nam w podziemiach.
Nawet Shafiq, ze swoją niesamowitą pamięcią, nie mógł być pewien, bo duch zaledwie mu mignął, nie miał szansy się mu przyjrzeć, a i prawdopodobnie między tą rozmową a jego śmiercią – o ile był to on – minęło trochę czasu. Skoro we wspomnieniu znaleziono dopiero trop, zapewne od tej chwili do momentu uwolnienia dawnej magii potrzebowali miesięcy jeżeli nie lat.
– Gotowe na kolejną wycieczkę? – zapytał w końcu, sięgając po następną fiolkę. Ta zawierała w sobie wspomnienie dziwnie gęste i mętne, albo w jakiś sposób uszkodzone, albo zmanipulowane. Cathal jednak wciąż chciał dowiedzieć się, co w nim znajdą.
Ostrożnie przelał z powrotem zawartość misy do pojemnika, chociaż żadne z nich nie było pewne, czy uda się użyć jej z powrotem. A potem do myślodsiewni trafiło to kolejne, nieco wątpliwe wspomnienie…
Cathal znów pochylił się pierwszy.
*
Tym razem znaleźli się w podziemiach.
Cała trójka znała tę salę: były w niej jeszcze nie tak dawno. To tutaj znajdował się ostatni, siódmy filar. Teraz jednak nie było tutaj ani ciał, ani kamieni i kawałków filarów, świadczących o tym, że doszło do jakiejś katastrofy. Za to jasno płonęły świece, unoszące się w powietrzu, zaczarowane jak te, które Leta i Cathal mogli pamiętać z Wielkiej Sali w Hogwarcie. Przyświecały w pracy Augustusowi Blackwoodowi, który siedział przed filarem w swojej wspaniałej szacie i zapisywał coś na pergaminie. Mężczyzna nie zmienił się na tyle, by nie mogli go rozpoznać, ale był nieco starszy niż w poprzednim wspomnieniu.
W wejściu zaś stanął ktoś, kogo rozpoznać mogła jedynie Ginewra: Cassandra Blackwood.
– Oszalałeś, Augustusie.
– Jak się tu dostałaś? – spytał Augustus z pewną irytacją, odwracając się do kobiety.
– Nie ma znaczenia, jak się tu dostałam. Liczy się tylko to…
W tym momencie otoczyła ich mgła: tak gęsta, że nie widzieli nawet siebie nawzajem, nie mówiąc o Blackwoodach. Tamta dwójka rozmawiała chyba, ale ich głosy nie docierały do nich wyraźnie. Nie dało się rozróżnić słów.
– Wreszcie! – Triumfalny okrzyk Augustusa przedostał się przez przedziwny szum, a potem mgła opadła.
Filar lśnił. Tak jak wtedy, gdy Leta widziała go, wędrując jako duch.
– Powinnam wiedzieć – westchnęła Cassandra, a na jej twarzy pojawiła się rezygnacja. Dłoń kobiety krwawiła. – Nie da się powstrzymać nieuniknionego. Walcząc z przepowiednią tylko pomagasz ją wypełnić…
– Bzdura, Cassandro. Odnaleźliśmy sposób na to, by odzyskać dawną magię. To powód do dumy. Nazwisko Blackwoodów zapisze się w historii nie tylko naszej wioski.
– Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że albo nie była to godzina potrzeby, albo Augustus Blackwood nie był godny tej magii – podsumował rzecz raczej oczywistą. Wioska leżała w końcu w ruinach i wiele wskazywało na to, że do takiego stanu rzeczy doprowadził nikt inny tylko mężczyzna, który wtedy tym miejscem władał. – Zdaje mi się, że Ginewra może mieć rację. Być może Marcus nie uważał, że to godzina próby, a Augustus… tak, bo tej mocy potrzebował. Leta? Zwróciłaś uwagę? Marcus wygląda prawie jak duch, który mignął nam w podziemiach.
Nawet Shafiq, ze swoją niesamowitą pamięcią, nie mógł być pewien, bo duch zaledwie mu mignął, nie miał szansy się mu przyjrzeć, a i prawdopodobnie między tą rozmową a jego śmiercią – o ile był to on – minęło trochę czasu. Skoro we wspomnieniu znaleziono dopiero trop, zapewne od tej chwili do momentu uwolnienia dawnej magii potrzebowali miesięcy jeżeli nie lat.
– Gotowe na kolejną wycieczkę? – zapytał w końcu, sięgając po następną fiolkę. Ta zawierała w sobie wspomnienie dziwnie gęste i mętne, albo w jakiś sposób uszkodzone, albo zmanipulowane. Cathal jednak wciąż chciał dowiedzieć się, co w nim znajdą.
Ostrożnie przelał z powrotem zawartość misy do pojemnika, chociaż żadne z nich nie było pewne, czy uda się użyć jej z powrotem. A potem do myślodsiewni trafiło to kolejne, nieco wątpliwe wspomnienie…
Cathal znów pochylił się pierwszy.
*
Tym razem znaleźli się w podziemiach.
Cała trójka znała tę salę: były w niej jeszcze nie tak dawno. To tutaj znajdował się ostatni, siódmy filar. Teraz jednak nie było tutaj ani ciał, ani kamieni i kawałków filarów, świadczących o tym, że doszło do jakiejś katastrofy. Za to jasno płonęły świece, unoszące się w powietrzu, zaczarowane jak te, które Leta i Cathal mogli pamiętać z Wielkiej Sali w Hogwarcie. Przyświecały w pracy Augustusowi Blackwoodowi, który siedział przed filarem w swojej wspaniałej szacie i zapisywał coś na pergaminie. Mężczyzna nie zmienił się na tyle, by nie mogli go rozpoznać, ale był nieco starszy niż w poprzednim wspomnieniu.
W wejściu zaś stanął ktoś, kogo rozpoznać mogła jedynie Ginewra: Cassandra Blackwood.
– Oszalałeś, Augustusie.
– Jak się tu dostałaś? – spytał Augustus z pewną irytacją, odwracając się do kobiety.
– Nie ma znaczenia, jak się tu dostałam. Liczy się tylko to…
W tym momencie otoczyła ich mgła: tak gęsta, że nie widzieli nawet siebie nawzajem, nie mówiąc o Blackwoodach. Tamta dwójka rozmawiała chyba, ale ich głosy nie docierały do nich wyraźnie. Nie dało się rozróżnić słów.
– Wreszcie! – Triumfalny okrzyk Augustusa przedostał się przez przedziwny szum, a potem mgła opadła.
Filar lśnił. Tak jak wtedy, gdy Leta widziała go, wędrując jako duch.
– Powinnam wiedzieć – westchnęła Cassandra, a na jej twarzy pojawiła się rezygnacja. Dłoń kobiety krwawiła. – Nie da się powstrzymać nieuniknionego. Walcząc z przepowiednią tylko pomagasz ją wypełnić…
– Bzdura, Cassandro. Odnaleźliśmy sposób na to, by odzyskać dawną magię. To powód do dumy. Nazwisko Blackwoodów zapisze się w historii nie tylko naszej wioski.