26.11.2022, 03:38 ✶
Tej nocy Patrick miał przeżyć tyle upokorzeń, że kolejne chyba nie zrobiło mu już większej różnicy. Siedział i wyglądał jak człowiek, który właśnie został pokonany przez życie, myślami błądząc wokół tego, że naprawdę powinien tej nocy robić dokładnie to samo, co robił niemal każdego, poprzedniego roku. Być może pogrążanie się w poczuciu straty było smutne i na dłuższą metę bezowocne, ale z pewnością lepsze niż skręcanie kostki w zdradliwym lesie.
- Żebyś wiedziała – rzucił, uśmiechając się trochę szerzej do Florence. Wsadzając sobie solidny kawałek czekoladowego jajka do ust, psychicznie nastawiał się na ból, który miał za moment poczuć. I to nie tak, że Patrick jakoś szczególnie obawiał się bólu – z racji na zawód, który wykonywał, musiał nawyknąć do myśli, że czasem bardzo bolało. Ale w tym przypadku chodziło o to, że skręcił tę nieszczęsną kostkę kompletnie bezmyślnie i głupio, raniąc nie tylko swoje ciało, ale także i dumę.
Patrzył intensywnie na Florence, gdy ta badała jego stopę a potem zajęła się jej leczeniem. Na moment odwrócił głowę, obiecując sobie w myślach, że będzie więcej biegał, więcej ćwiczył i w ogóle nie pozwoli by następnym razem zaskoczyła go jakakolwiek spróchniała gałąź. Jakaś jego część nie chciała również, żeby uzdrowicielka widziała jak bardzo go bolało. I niby wiedział, że miała takich przypadków mnóstwo, ale nie zmieniało to tego, że w tym konkretnym chodziło o niego i jego urażoną dumę.
- Nie było aż tak źle – zauważył kilka sekund po tym, jak nadeszła ulga.
Chwilę później Seraphina została wniesiona do namiotu. Patrick ledwo dostrzegalnie pokręcił głową, znowu myśląc o tym, że prezentował się dzisiaj doskonale: już cztery kobiety, które znał wiedziały jakim był łamagą. A wolał nie myśleć kto inny jeszcze zdążył zobaczyć, jak łamał kostkę.
- Moja partnerka od pierwszego tańca! – odpowiedział na jej powitanie. Coś w jego sylwetce wskazywało na to, że całkiem ucieszył się z jej widoku. Może okoliczności nie były najszczęśliwsze, ale… - Szlag, a tak chciałem poskakać przez ognisko – wymruczał na słowa Florence.
Obserwował jak uzdrowicielka zaczęła zajmować się nogą Seraphine.
- Nie, dlaczego pytasz?
- Żebyś wiedziała – rzucił, uśmiechając się trochę szerzej do Florence. Wsadzając sobie solidny kawałek czekoladowego jajka do ust, psychicznie nastawiał się na ból, który miał za moment poczuć. I to nie tak, że Patrick jakoś szczególnie obawiał się bólu – z racji na zawód, który wykonywał, musiał nawyknąć do myśli, że czasem bardzo bolało. Ale w tym przypadku chodziło o to, że skręcił tę nieszczęsną kostkę kompletnie bezmyślnie i głupio, raniąc nie tylko swoje ciało, ale także i dumę.
Patrzył intensywnie na Florence, gdy ta badała jego stopę a potem zajęła się jej leczeniem. Na moment odwrócił głowę, obiecując sobie w myślach, że będzie więcej biegał, więcej ćwiczył i w ogóle nie pozwoli by następnym razem zaskoczyła go jakakolwiek spróchniała gałąź. Jakaś jego część nie chciała również, żeby uzdrowicielka widziała jak bardzo go bolało. I niby wiedział, że miała takich przypadków mnóstwo, ale nie zmieniało to tego, że w tym konkretnym chodziło o niego i jego urażoną dumę.
- Nie było aż tak źle – zauważył kilka sekund po tym, jak nadeszła ulga.
Chwilę później Seraphina została wniesiona do namiotu. Patrick ledwo dostrzegalnie pokręcił głową, znowu myśląc o tym, że prezentował się dzisiaj doskonale: już cztery kobiety, które znał wiedziały jakim był łamagą. A wolał nie myśleć kto inny jeszcze zdążył zobaczyć, jak łamał kostkę.
- Moja partnerka od pierwszego tańca! – odpowiedział na jej powitanie. Coś w jego sylwetce wskazywało na to, że całkiem ucieszył się z jej widoku. Może okoliczności nie były najszczęśliwsze, ale… - Szlag, a tak chciałem poskakać przez ognisko – wymruczał na słowa Florence.
Obserwował jak uzdrowicielka zaczęła zajmować się nogą Seraphine.
- Nie, dlaczego pytasz?