05.02.2024, 22:09 ✶
Miała więcej niż inni, ale mniej niż sama by chciała. O każdą cząstkę wolności trzeba było walczyć, niczym lew z lwem — chociaż nie była pewna, w jakim domu był jej ojciec z czasów Hogwartu, a ona sama przecież była krukiem. Panda nijak wpasowywała się w kanony panny z dobrego domu, wychowanej w zamku i nieprzyzwoicie rozpieszczonej, bojącej się wszystkiego. Może tylko aparycja była trochę odpowiednia, ale szata i makijaż ozdobią każdego człowieka, jeśli miał ku temu finanse. Była jednak pewna, że ojciec nie pochwalałby jej decyzji o nauce szermierki. Niby były z Brenną różne, ale dużo je łączyło. Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, przesuwając spojrzeniem po twarzy przyjaciółki. Gdyby ona mogła być jej ochroniarzem, wszyscy byliby zadowoleni — a już na pewno Prewettówna.
- Wizualnie robi wrażenie.
Przytaknęła jeszcze w sprawie Perskiego oręża, przyznając jednak rację, że na początek nauki, mogło to być zbyt skomplikowane. Przyglądała się jej reakcji, jednak nie wyciągała wniosków lub nie doszukiwała się w niej ukrytych historii. Brenna przez swoją pracę i duszę poszukiwacza przygód z pewnością mierzyła się z wieloma trudnymi sytuacjami, gdy jej życie raz za razem rzucane było gdzieś do strefy zagrożenia. Olbrzymie pokłady energii, odwagi i determinacji kryły się w tej dziewczynie, która przecież na pierwszy rzut oka i przy pierwszym spotkaniu, wcale nie sprawiała takiego wrażenia. - Może to i lepiej. - wzruszyła delikatnie ramionami, nie drążąc. Nie chciała sobie wyobrażać akurat jej w sytuacji, gdzie musiałaby kogoś zabić. Pandora nie lubiła przemocy, odbieranie życia drugiemu człowiekowi wydawało się jej bardzo niesprawiedliwe, nawet jeśli były ku temu okoliczności. Przecież wierzyła, że za każdym złym człowiekiem lub brutalnym mordem kryła się historia nieszczęśliwej, samotnej osoby, którą ktoś zepchnął po prostu na skraj przepaści i zmusił do skoku. - Cóż, jedni rodzice mają fajne tradycje związane z bronią białą, inni siedzą na złotych tronach.. Mogę być tylko wdzięczna, że Ci ją przekazał. Mogłabym w sumie powiedzieć, że mamy też abraksany. Może chciałabyś nauczyć się jeździć? - zaproponowała lekko po tym, jak pół żartem i pół serio rzuciła o zamiłowaniach swojego ojca. Owszem, lubił te konie, ale nie mogła przypomnieć sobie czasu, gdy widziała go ostatni raz w stajni.
Łatwo było być mądrym teoretycznie, a jeśli chodzi o praktykę — cóż, sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Jej kondycja i zakres ruchów poprawił się, odkąd spotkała Hjalmara-wędrówki po Islandii lub wycieczki po Turcji ze wspinaczką na drzewa wymagały poprawienia siły. Zawsze była wytrzymała i szybka, nie przeszkadzało jej wiele godzin w siodle, ale brakowało właśnie tej krzepy, dzięki której jej ciosy mogłyby być formą zagrożenia. No, ewentualnie wchodziła w grę nauka ogłuszania, ale wtedy szansa na sukces byłaby tylko jedna — przez precyzyjny atak z zaskoczenia, a to niosło ze sobą wiele ryzyka.
- Dobrze Brenna. - zgodziła się grzecznie, obserwując ją uważnie po uprzednim przeciągnięciu się dla rozciągnięcia. Przyglądała się manekinowi, który stworzyła z taką łatwością i znów podekscytowany uśmiech zatańczył jej na twarzy. Fala rozgrzewającej adrenaliny, energii, rozeszła się jej po ciele.
Przyglądała się instrukcją, próbując samej złapać sztylet we wskazany przez przyjaciółkę sposób, ułożenie go właściwie w palcach nie było jednak tak proste, jak się wydawało i raz lub dwa, Pandora musiała poprawić palce lub też złapać go w drugą rękę na kilka sekund, aby zaraz przerzucić do dominującej.
- O tak? - dopytała, podnosząc na nią spojrzenie. Broń leżała w dłoniach inaczej, niż narzędzia, do których była przyzwyczajona. Stanęła naprzeciw manekina, skupiając się na zleconym zadaniu, przyglądając się jego torsowi. Jako twórca, miała dobrą wyobraźnię, więc i "serce" znalazła, usiłując wykonać wcześniej obserwowane ruchy. Wiadomo, nie wyszło od razu, bo pierwsza próba okazała się zbyt słaba i trochę zadrżała jej dłoń — ah, ta wyobraźnia. Na jej pytanie roześmiała się, kręcąc głową i przeniosła na Longbottom spojrzenie.
- Uważa, że bywam niezdarna, a do tego może mieć wrażenie, że nie umiałabym zaatakować taką bronią drugiego człowieka, ale przecież, gdy nie ma się wyjścia i jest się w kropce, to kieruje Tobą instynkt przetrwania lub chęć ochrony bliskich, prawda? Hjalmar jednak byłby spokojniejszy, gdybym trzymała się od tego wszystkiego z daleka. Ma tendencję do martwienia się na zapas. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion. Islandczyk był typem człowieka, który wolałby takie rzeczy mieć kontrolą i zapewne byłby zadowolony, gdyby to on mógł ją zawsze bronić. A niestety świat tak nie działał, zwłaszcza teraz i gdy odbywało się tak dużo podroży służbowych, jak brunetka. - Znasz go, nie? Co sądzisz? - zapytała z błyskiem w oczach, posyłając jej zadziorny uśmiech, aby zaraz ponownie spróbować zaatakować manekin. Trochę przesadziła, bo sztylet w nim został, wbity chyba zbyt pokrętnie. - Ups?
- Wizualnie robi wrażenie.
Przytaknęła jeszcze w sprawie Perskiego oręża, przyznając jednak rację, że na początek nauki, mogło to być zbyt skomplikowane. Przyglądała się jej reakcji, jednak nie wyciągała wniosków lub nie doszukiwała się w niej ukrytych historii. Brenna przez swoją pracę i duszę poszukiwacza przygód z pewnością mierzyła się z wieloma trudnymi sytuacjami, gdy jej życie raz za razem rzucane było gdzieś do strefy zagrożenia. Olbrzymie pokłady energii, odwagi i determinacji kryły się w tej dziewczynie, która przecież na pierwszy rzut oka i przy pierwszym spotkaniu, wcale nie sprawiała takiego wrażenia. - Może to i lepiej. - wzruszyła delikatnie ramionami, nie drążąc. Nie chciała sobie wyobrażać akurat jej w sytuacji, gdzie musiałaby kogoś zabić. Pandora nie lubiła przemocy, odbieranie życia drugiemu człowiekowi wydawało się jej bardzo niesprawiedliwe, nawet jeśli były ku temu okoliczności. Przecież wierzyła, że za każdym złym człowiekiem lub brutalnym mordem kryła się historia nieszczęśliwej, samotnej osoby, którą ktoś zepchnął po prostu na skraj przepaści i zmusił do skoku. - Cóż, jedni rodzice mają fajne tradycje związane z bronią białą, inni siedzą na złotych tronach.. Mogę być tylko wdzięczna, że Ci ją przekazał. Mogłabym w sumie powiedzieć, że mamy też abraksany. Może chciałabyś nauczyć się jeździć? - zaproponowała lekko po tym, jak pół żartem i pół serio rzuciła o zamiłowaniach swojego ojca. Owszem, lubił te konie, ale nie mogła przypomnieć sobie czasu, gdy widziała go ostatni raz w stajni.
Łatwo było być mądrym teoretycznie, a jeśli chodzi o praktykę — cóż, sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Jej kondycja i zakres ruchów poprawił się, odkąd spotkała Hjalmara-wędrówki po Islandii lub wycieczki po Turcji ze wspinaczką na drzewa wymagały poprawienia siły. Zawsze była wytrzymała i szybka, nie przeszkadzało jej wiele godzin w siodle, ale brakowało właśnie tej krzepy, dzięki której jej ciosy mogłyby być formą zagrożenia. No, ewentualnie wchodziła w grę nauka ogłuszania, ale wtedy szansa na sukces byłaby tylko jedna — przez precyzyjny atak z zaskoczenia, a to niosło ze sobą wiele ryzyka.
- Dobrze Brenna. - zgodziła się grzecznie, obserwując ją uważnie po uprzednim przeciągnięciu się dla rozciągnięcia. Przyglądała się manekinowi, który stworzyła z taką łatwością i znów podekscytowany uśmiech zatańczył jej na twarzy. Fala rozgrzewającej adrenaliny, energii, rozeszła się jej po ciele.
Przyglądała się instrukcją, próbując samej złapać sztylet we wskazany przez przyjaciółkę sposób, ułożenie go właściwie w palcach nie było jednak tak proste, jak się wydawało i raz lub dwa, Pandora musiała poprawić palce lub też złapać go w drugą rękę na kilka sekund, aby zaraz przerzucić do dominującej.
- O tak? - dopytała, podnosząc na nią spojrzenie. Broń leżała w dłoniach inaczej, niż narzędzia, do których była przyzwyczajona. Stanęła naprzeciw manekina, skupiając się na zleconym zadaniu, przyglądając się jego torsowi. Jako twórca, miała dobrą wyobraźnię, więc i "serce" znalazła, usiłując wykonać wcześniej obserwowane ruchy. Wiadomo, nie wyszło od razu, bo pierwsza próba okazała się zbyt słaba i trochę zadrżała jej dłoń — ah, ta wyobraźnia. Na jej pytanie roześmiała się, kręcąc głową i przeniosła na Longbottom spojrzenie.
- Uważa, że bywam niezdarna, a do tego może mieć wrażenie, że nie umiałabym zaatakować taką bronią drugiego człowieka, ale przecież, gdy nie ma się wyjścia i jest się w kropce, to kieruje Tobą instynkt przetrwania lub chęć ochrony bliskich, prawda? Hjalmar jednak byłby spokojniejszy, gdybym trzymała się od tego wszystkiego z daleka. Ma tendencję do martwienia się na zapas. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion. Islandczyk był typem człowieka, który wolałby takie rzeczy mieć kontrolą i zapewne byłby zadowolony, gdyby to on mógł ją zawsze bronić. A niestety świat tak nie działał, zwłaszcza teraz i gdy odbywało się tak dużo podroży służbowych, jak brunetka. - Znasz go, nie? Co sądzisz? - zapytała z błyskiem w oczach, posyłając jej zadziorny uśmiech, aby zaraz ponownie spróbować zaatakować manekin. Trochę przesadziła, bo sztylet w nim został, wbity chyba zbyt pokrętnie. - Ups?