Mugolski świat nie był jej całkowicie obcy – ale ten w Egipcie, za to ten w Anglii był dla McGonagall prawdziwą zagadką. Ludzie byli tutaj zupełnie inni, porównanie jawiło jej się czymś absolutnie niemożliwym do zrealizowania. Dlatego właśnie była tego tak ciekawa. To była zupełnie luźna myśl, rzucona przy Cathalu, ten jednak… wziął to jakby do siebie i rzeczywiście zaprosił ją na tańce. Tak po prostu. Kim by była, żeby odmówić takiej propozycji? Na pewno nie nazywałaby się wtedy Guinevere. Pomimo tego ciągłego droczenia się i przykładnego… ucierania nosa, ale też marudzenia Cathala, naprawdę go lubiła i wcale nie miała go za takiego gburka, jak czasami w żartach mówiła.
Wyglądała dzisiaj zupełnie inaczej. Może „zupełnie”, to lekka przesada – ale faktycznie wzięła sobie do serca sugestię Cathala i w domu przed lustrem pokombinowała trochę z odcieniem własnej skóry – i za sprawą transmutacji i dużo jaśniejszego niż jej naturalny odcień skóry pudru (w razie, gdyby zaklęcie zamierzało się rozpłynąć w tym najmniej odpowiednim momencie… Ale planowała w takich warunkach po prostu udać się na stronę, do toalety i poprawić to i owo; puder miał być tylko awaryjnie). Puściła też swoje długie do pasa włosy wolno, pokręciła je trochę na wałkach i nie ubrała się tak zwiewnie, jak to miała w zwyczaju. Chociaż nie zrezygnowała ze spodni i koszuli, próżno było szukać jakichś wzorów czy kwiatów. Nie włożyła na sobie czerni, a jeansowe spodnie i brązową bluzkę, która odsłaniała brzuch – z daleka spokojnie można było ją pomylić z kimś innym. Usta miała pociągnięte mocno różową szminką – i jak na jej standardy, wiele się od tych kolorowych mugoli chyba nie różniła.
Z kimś takim, jak Cathal u boku, przedzieranie się przez tłum rzeczywiście nie stanowiło większego problemu. Było to wręcz dziecinnie łatwe – bo gdy on torował drogę, ona spokojnie szła sobie za nim, niezaczepiana przez nikogo. Muzyka dudniła z głośników, ludzie śmiali się, krzyczeli, zajęci byli sobą, nikt nie zwracał uwagi na dwójkę nowo przybyłych ludzi, którzy bardzo pragnęli wtopić się w tłum.
– Chcę się napić – sama musiała mówić trochę głośniej, żeby przekrzyczeć ten hałas, a siedzący obok niej mężczyzna w ogóle zrozumiał, co do niego mówi. Nie była wielce wprawna w piciu alkoholu, w Egipcie w mugolskich knajpach dostanie takowego graniczyło właściwie z cudem, nie było tam takiej kultury picia czy drinkowania. Dlatego wszystko, co kolorowe – było ciekawe, a skoro już wyszli do mugoli, to dlaczego nie pozwolić sobie w tym względzie na więcej? – A zjeść… Może później? Chyba, że ty chcesz? – teraz gdy siedzieli przy barze, sama mogła odwrócić głowę, by spojrzeć na parkiet. Dlatego nie odpowiedziała mu od razu, patrząc na te dziwaczne ruchy, niepodobne do niczego. – To nie może być takie trudne, popatrz na nich – aż zmrużyła oczy, bo sama, choć jakieś tam tańce znała, to w Egipcie jednak robiono to zupełnie inaczej. O tym wcześniej nie pomyślała – że mogą znać jakieś inne tańce, że co innego będzie tutaj popularne.