06.02.2024, 05:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2024, 05:29 przez Ambrosia McKinnon.)
Rosie uśmiechnęła się leciutko, ale próbując jednocześnie ten uśmiech jakoś spacyfikować, kiedy zobaczyła jak zaczepiony przez nią młodzieniec prostuje się, nadrabiając stracone przez garbienie i nudę centymetry. Nie ważne czy faceci byli młodzi, w jej wieku czy kompletnie stetryczali, ale kiedy tylko słyszeli zainteresowanie swoją osobą, to natychmiast puszyli się, niczym kolorowe ptaszki. Ten tutaj zwalczał skrzywienie kręgosłupa, a inni napinali mięśnie za każdym razem, kiedy baba ich dotknęła.
- Stanley - obróciła to słowo z namysłem, ale szybko pokiwała głową, jakby w pełni je akceptowała. - Stan. Bardzo ładnie, podoba mi się - zawyrokowała, z tym lekkim, figlarnym uśmiechem czającym się gdzieś w kącikach oczu. Uścisnęła wyciągniętą do niej dłoń bez zawahania. W końcu skoro już postanowiła pozawracać mu głowę to nie mogła być przy tym niegrzeczna. Kiedy też tak na niego patrzyła, szybko doszła do wniosku, że faktycznie, był całkiem przystojny. Przede wszystkim był wysoki, a to w jej oczach było bardzo ważnym atutem u mężczyzn. Miał te swoje brązowe włosy, które także wpasowywały się w jej gusta, tylko szkoda, że oczy miał ciemne, a nie takie jak lubiła najbardziej, czyli niebieskie. Chociaż to wcale przecież nie było tak, że zamierzała teraz go rozpatrzeć w kategorii przyszłego towarzysza życia. Na całe nieszczęście dla samego Staszka, któremu wyraźnie podobał się komplement i jej uśmiechy, aktualnie przeżywali z Alexandrem wyjątkowo spokojny okres w ich życiu i nie miała mu zamiar robić na złość.
Kiedy alkohol spłynął jej po gardle, zacisnęła mocno oczy, jakby miało jej to w czymkolwiek pomóc. Nie była mistrzem picia. Ba! Była wręcz naprawdę w nim tragiczna, biorąc pod uwagę jak bardzo unikała zarówno alkoholu, jak i wszystkich używek, zwyczajnie bojąc się że jeśli w takim stanie znajdzie ją Limbo, to zwyczajnie postrada zmysły. Okazja jednak była taka, a nie inna i postanowiła przynajmniej na jeden wieczór nie przejmować się ewentualnymi konsekwencjami. Bo to by było zbyt okrutne ze strony losu, żeby wywinął jej taki numer dzisiejszego dnia.
Mimo tego, że jej ta goblińska wódka prawie łzy z oczu wycisnęła, to zainteresowała się swoim nowym kolegą, kiedy ten zaczął się klepać po klatce piersiowej i chyba jej tu właśnie schodził na brak tlenu. Poklepała go lekko po plecach, ni to chcąc mu pomóc w walce, ni to udzielić moralnego wsparcia, samej przy tym krzywiąc się niemożebnie.
- Dobry z ciebie kłamca - zaśmiała się, palcami przecierając dolne powieki, chcąc uniknąć zdradzieckiego działania łez na tusz do rzęs. - To było obrzydliwe - zachichotała , zerkając na niego porozumiewawczo, bo nieźle się dobrali z tym swoim konkursem picia, kiedy oboje wydawali się tak źle zaznajomieni z alkoholem. - Tak, tak - przyznała, z pewnym złośliwym zaciekawieniem słuchając, jak wylicza kolejne imiona. - Hadesa - poratowała go, bo jeszcze by jej całą Wielką Księgę Imion wylistował spod litery H. - Jestem jego młodszą siostrą - rzuciła, spojrzeniem jednak wodząc po stole, kiedy znowu złapała za flaszkę, ewidentnie czegoś szukając. - Powinna tu gdzieś... - mruknęła pod nosem, trochę tej wódki rozlewając, kiedy zagapiła się zwyczajnie, ale szybko się zorientowała, roniąc tylko parę kropel. - Tak, przegryzka - odstawiła flaszkę i różdżką przywołała półmisek kiszonych ogóreczków. - Może nam to nieco pomoże - wskazała na talerz, zachęcając go do zaopatrzenia się. - Jesteś z Borginów, czy jakaś dalsza część rodziny? Muszę przyznać, że jeśli to pierwsze, to macie wspaniałą posiadłość. Super na imprezy, nadaje odpowiedniej atmosfery. Widziałam, że ktoś się już tu zdążył pobić, a wesele bez dobrej bitki to stracona sprawa - złapała kieliszek w jedną rękę, a ogórka w drugą, oczywiście nie mając w ogóle zamiaru wspominać o tym, że to ona była powodem tej bójki, bo jeszcze chłopak by się przestraszył, że był następny w kolejce. - Oby im się ta bójka, znaczy Persefonce i Hadesowi, przysłużyła do szczęścia. Dostał Otto, więc podejrzewam, że w sumie to faktycznie się nawet ucieszą - zakończyła, wyciągając do niego kieliszek, żeby się stuknąć, a potem jak przystało na damę oddaną sprawie (schlania się), wychyliła jego zawartość.
- Stanley - obróciła to słowo z namysłem, ale szybko pokiwała głową, jakby w pełni je akceptowała. - Stan. Bardzo ładnie, podoba mi się - zawyrokowała, z tym lekkim, figlarnym uśmiechem czającym się gdzieś w kącikach oczu. Uścisnęła wyciągniętą do niej dłoń bez zawahania. W końcu skoro już postanowiła pozawracać mu głowę to nie mogła być przy tym niegrzeczna. Kiedy też tak na niego patrzyła, szybko doszła do wniosku, że faktycznie, był całkiem przystojny. Przede wszystkim był wysoki, a to w jej oczach było bardzo ważnym atutem u mężczyzn. Miał te swoje brązowe włosy, które także wpasowywały się w jej gusta, tylko szkoda, że oczy miał ciemne, a nie takie jak lubiła najbardziej, czyli niebieskie. Chociaż to wcale przecież nie było tak, że zamierzała teraz go rozpatrzeć w kategorii przyszłego towarzysza życia. Na całe nieszczęście dla samego Staszka, któremu wyraźnie podobał się komplement i jej uśmiechy, aktualnie przeżywali z Alexandrem wyjątkowo spokojny okres w ich życiu i nie miała mu zamiar robić na złość.
Kiedy alkohol spłynął jej po gardle, zacisnęła mocno oczy, jakby miało jej to w czymkolwiek pomóc. Nie była mistrzem picia. Ba! Była wręcz naprawdę w nim tragiczna, biorąc pod uwagę jak bardzo unikała zarówno alkoholu, jak i wszystkich używek, zwyczajnie bojąc się że jeśli w takim stanie znajdzie ją Limbo, to zwyczajnie postrada zmysły. Okazja jednak była taka, a nie inna i postanowiła przynajmniej na jeden wieczór nie przejmować się ewentualnymi konsekwencjami. Bo to by było zbyt okrutne ze strony losu, żeby wywinął jej taki numer dzisiejszego dnia.
Mimo tego, że jej ta goblińska wódka prawie łzy z oczu wycisnęła, to zainteresowała się swoim nowym kolegą, kiedy ten zaczął się klepać po klatce piersiowej i chyba jej tu właśnie schodził na brak tlenu. Poklepała go lekko po plecach, ni to chcąc mu pomóc w walce, ni to udzielić moralnego wsparcia, samej przy tym krzywiąc się niemożebnie.
- Dobry z ciebie kłamca - zaśmiała się, palcami przecierając dolne powieki, chcąc uniknąć zdradzieckiego działania łez na tusz do rzęs. - To było obrzydliwe - zachichotała , zerkając na niego porozumiewawczo, bo nieźle się dobrali z tym swoim konkursem picia, kiedy oboje wydawali się tak źle zaznajomieni z alkoholem. - Tak, tak - przyznała, z pewnym złośliwym zaciekawieniem słuchając, jak wylicza kolejne imiona. - Hadesa - poratowała go, bo jeszcze by jej całą Wielką Księgę Imion wylistował spod litery H. - Jestem jego młodszą siostrą - rzuciła, spojrzeniem jednak wodząc po stole, kiedy znowu złapała za flaszkę, ewidentnie czegoś szukając. - Powinna tu gdzieś... - mruknęła pod nosem, trochę tej wódki rozlewając, kiedy zagapiła się zwyczajnie, ale szybko się zorientowała, roniąc tylko parę kropel. - Tak, przegryzka - odstawiła flaszkę i różdżką przywołała półmisek kiszonych ogóreczków. - Może nam to nieco pomoże - wskazała na talerz, zachęcając go do zaopatrzenia się. - Jesteś z Borginów, czy jakaś dalsza część rodziny? Muszę przyznać, że jeśli to pierwsze, to macie wspaniałą posiadłość. Super na imprezy, nadaje odpowiedniej atmosfery. Widziałam, że ktoś się już tu zdążył pobić, a wesele bez dobrej bitki to stracona sprawa - złapała kieliszek w jedną rękę, a ogórka w drugą, oczywiście nie mając w ogóle zamiaru wspominać o tym, że to ona była powodem tej bójki, bo jeszcze chłopak by się przestraszył, że był następny w kolejce. - Oby im się ta bójka, znaczy Persefonce i Hadesowi, przysłużyła do szczęścia. Dostał Otto, więc podejrzewam, że w sumie to faktycznie się nawet ucieszą - zakończyła, wyciągając do niego kieliszek, żeby się stuknąć, a potem jak przystało na damę oddaną sprawie (schlania się), wychyliła jego zawartość.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror