06.02.2024, 09:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2024, 09:20 przez Darcy Lockhart.)
- Z pewnością powinien, zostawił panienkę na minutę i już miała panienka dwie opcje, wspólny spacer albo zabawę w klubie - skwitował, ruszając wraz z nią w stronę wyjścia, a potem wzdłuż Horyzontalnej.
Darcy też był Ślizgonem, a Tiara z pewnością nie popełniła błędu wysyłając go do Slytherinu. Potrafił być równie sprytny, manipulujący, mściwy i złośliwy, co cała banda Louvaina. A zarazem różnił się od nich mocno, i sposobem bycia, i czymś co tkwiło pod spodem. Nigdy nie należał do popularnej bandy nie tylko dlatego, że jego krew nie była aż tak krystalicznie czysta. Nie chodziło o wygląd, bo był dość przyjemny dla oka, ani nawet o pieniądze, ponieważ jego rodzina choć nie obrzydliwie bogata, zawsze była zamożna.
Choć nogdy nie dopuszczał do siebie tej myśli, to chyba podświadomie sam to wiedział. Tacy ludzie jak on byli po prostu tłem.
Lyssa miała rację. Nie było w nim za grosz drapieżności. I chyba nigdy nie umiałby zachować się wobec kobiety z tą ślizgońską bezczelnością, która jedne ujmowała, a inne przyprawiała o pragnienie mordu.
- Mieszkam pod Londynem, ale nie przejmuj się, potrafię się teleportować - zapewnił, wyłapując jej wahanie. Może i chętnie zobaczyłby dom Dolohova (I ani trochę nie poruszyłyby go fontanna i dzik, Daisy miała bogatą wyobraźnię, a magiczny dom Lockhartów spełniał każde jej życzenie), ale zauważył, że Lyssa nie była pewna, czy faktycznie nikt nie będzie miał nic przeciwko, poza tym... co innego odprowadzić dziewczynę, co innego wchodzić do środka, a on wciąż jeszcze myślał o Eunice.
A, i tak, ta jej niepewność trochę go ubodła. Nie wpadł o to, że chodziło o sam fakt bycia chłopakiem, założył natychmiast, że problemem był status półkrwi. Ale nie dał tego po sobie poznać.
Szybko rozpogodził się jednak na jej uwagę, bo przypomniała mu znowu las i taniec, a to było miłe wspomnienie i świetna inspiracja: zebrał wiele pochwał od swojego redaktora i czytelników za tę scenę.
- Co cię powstrzymuje? Mogę być twoim partnerem, a ulica i tak jest już prawie pusta - zaproponował wesoło, ale całkiem na poważnie, bo właściwie dlaczego nie? Nawet gdyby ktoś ich zobaczył, nawet gdyby rozpoznał, cóż to obchodziło Lockharta: jeśli ktoś uzna go za szaleńca tańczącego na ulicy i rozpuści plotki, to będą o nim mówić. A wszak był pisarzem. Ekscentryzm był u artysty wręcz wskazany! On był do tej pory o wiele za mało ekscentryczny i spontaniczny i właśnie pomyślał, że to chyba hamowało jego karierę!
Darcy też był Ślizgonem, a Tiara z pewnością nie popełniła błędu wysyłając go do Slytherinu. Potrafił być równie sprytny, manipulujący, mściwy i złośliwy, co cała banda Louvaina. A zarazem różnił się od nich mocno, i sposobem bycia, i czymś co tkwiło pod spodem. Nigdy nie należał do popularnej bandy nie tylko dlatego, że jego krew nie była aż tak krystalicznie czysta. Nie chodziło o wygląd, bo był dość przyjemny dla oka, ani nawet o pieniądze, ponieważ jego rodzina choć nie obrzydliwie bogata, zawsze była zamożna.
Choć nogdy nie dopuszczał do siebie tej myśli, to chyba podświadomie sam to wiedział. Tacy ludzie jak on byli po prostu tłem.
Lyssa miała rację. Nie było w nim za grosz drapieżności. I chyba nigdy nie umiałby zachować się wobec kobiety z tą ślizgońską bezczelnością, która jedne ujmowała, a inne przyprawiała o pragnienie mordu.
- Mieszkam pod Londynem, ale nie przejmuj się, potrafię się teleportować - zapewnił, wyłapując jej wahanie. Może i chętnie zobaczyłby dom Dolohova (I ani trochę nie poruszyłyby go fontanna i dzik, Daisy miała bogatą wyobraźnię, a magiczny dom Lockhartów spełniał każde jej życzenie), ale zauważył, że Lyssa nie była pewna, czy faktycznie nikt nie będzie miał nic przeciwko, poza tym... co innego odprowadzić dziewczynę, co innego wchodzić do środka, a on wciąż jeszcze myślał o Eunice.
A, i tak, ta jej niepewność trochę go ubodła. Nie wpadł o to, że chodziło o sam fakt bycia chłopakiem, założył natychmiast, że problemem był status półkrwi. Ale nie dał tego po sobie poznać.
Szybko rozpogodził się jednak na jej uwagę, bo przypomniała mu znowu las i taniec, a to było miłe wspomnienie i świetna inspiracja: zebrał wiele pochwał od swojego redaktora i czytelników za tę scenę.
- Co cię powstrzymuje? Mogę być twoim partnerem, a ulica i tak jest już prawie pusta - zaproponował wesoło, ale całkiem na poważnie, bo właściwie dlaczego nie? Nawet gdyby ktoś ich zobaczył, nawet gdyby rozpoznał, cóż to obchodziło Lockharta: jeśli ktoś uzna go za szaleńca tańczącego na ulicy i rozpuści plotki, to będą o nim mówić. A wszak był pisarzem. Ekscentryzm był u artysty wręcz wskazany! On był do tej pory o wiele za mało ekscentryczny i spontaniczny i właśnie pomyślał, że to chyba hamowało jego karierę!