06.02.2024, 10:16 ✶
Rodolphus nie planował odwiedzania kogokolwiek ze swojej rodziny. Rana nie była na tyle poważna, żeby trzeba było w to mieszać krewnych - a z wiadomych względów planował trzymać ich na tę chwilę na dystans. Nie grymasił też, gdy Nick opatrywał mu ranę. Piekła i szczypała, oczywiście, ale był to bardzo orzeźwiający ból. Miał wrażenie, że przebija się odrobinę przez tę czerwoną mgłę, która zasnuła jego umysł. Lestrange nie tylko nie przepraszał, ale i nie dziękował i nie płakał. Nie pamiętał w zasadzie, kiedy ostatnio mu się zdarzyło uronić łzę. Od najmłodszych lat reagował raczej agresją lub przeciwnie: tłumieniem uczuć w środku, lecz nie płaczem. Oczywiście pomijając tu naturalne łzawienie oczu, spowodowane dymem czy zimnym wiatrem. Teraz również nie zamierzał płakać, nawet nie czuł tej charakterystycznej potrzeby, która objawiała się szczypaniem nasady nosa, tuż przy kanalikach.
Na stwierdzenie, że Nicholas nigdy nie żartuje, Lestrange tylko posłał mu przelotne spojrzenie. Nie miał siły, by rzucić jakikolwiek komentarz w stylu "i dobrze, to same problemy, te żarty". Bo przecież jego życie zaczęło częściowo się sypać właśnie przez durny żart. Gdy się nie umiało tego robić, lepiej było trzymać język za zębami. Dla Rodolphusa ten czerwiec to było jakieś niekończące się pasmo porażek. Szkoda, że kręciły się wokół jednej... Nie - dwóch osób.
- Nie, nie padłem, a przynajmniej nie pamiętam. Ostatnie co pamiętam, to rozkurwienie mieszkania i wyjście z domu - mruknął, odwracając wzrok z powrotem na ścianę. Wystrój mieszkania Traversa bardzo mu odpowiadał, sam przecież w takim żył. Nie identycznym, a łudząco podobnym. Inną sprawą było to, że Rolph nie przeklinał, a przynajmniej nie nadużywał przekleństw w rozmowie. Teraz jednak bluzgi przyszły mu tak naturalnie... Jakby nie istniało inne określenie na to, co zrobił. - Nie jestem pewny tej hipnozy. Bella jest w niej naprawdę dobra, ale nie przypuszczam, żeby miała mnie zahipnotyzować tuż przed tym, jak mnie rzuciła i zniknęła z mieszkania przy pomocy teleportacji.
I to jeszcze kichając! Zupełnie tak, jakby nigdy nic dla siebie nie znaczyli, jakby ich związek to był jeden wielki, nieśmieszny żart. A przecież był gotów zabijać dla niej, przynieść jej głowę niemal każdego. Była jedyną osobą, którą tak mocno pokochał - i wydawało mu się, że on dla niej również. Nie wierzył, że tu nie było nic więcej na rzeczy. Może był kto inny? Może dowiedziała się, że nie może mieć dzieci? Albo była w ciąży, a on jak ostatni kretyn nie wiedział. A może po prostu jej się znudził? Tu było tyle różnych scenariuszy, że zaczynał się gubić. A każdy był jeszcze bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego.
Na stwierdzenie, że Nicholas nigdy nie żartuje, Lestrange tylko posłał mu przelotne spojrzenie. Nie miał siły, by rzucić jakikolwiek komentarz w stylu "i dobrze, to same problemy, te żarty". Bo przecież jego życie zaczęło częściowo się sypać właśnie przez durny żart. Gdy się nie umiało tego robić, lepiej było trzymać język za zębami. Dla Rodolphusa ten czerwiec to było jakieś niekończące się pasmo porażek. Szkoda, że kręciły się wokół jednej... Nie - dwóch osób.
- Nie, nie padłem, a przynajmniej nie pamiętam. Ostatnie co pamiętam, to rozkurwienie mieszkania i wyjście z domu - mruknął, odwracając wzrok z powrotem na ścianę. Wystrój mieszkania Traversa bardzo mu odpowiadał, sam przecież w takim żył. Nie identycznym, a łudząco podobnym. Inną sprawą było to, że Rolph nie przeklinał, a przynajmniej nie nadużywał przekleństw w rozmowie. Teraz jednak bluzgi przyszły mu tak naturalnie... Jakby nie istniało inne określenie na to, co zrobił. - Nie jestem pewny tej hipnozy. Bella jest w niej naprawdę dobra, ale nie przypuszczam, żeby miała mnie zahipnotyzować tuż przed tym, jak mnie rzuciła i zniknęła z mieszkania przy pomocy teleportacji.
I to jeszcze kichając! Zupełnie tak, jakby nigdy nic dla siebie nie znaczyli, jakby ich związek to był jeden wielki, nieśmieszny żart. A przecież był gotów zabijać dla niej, przynieść jej głowę niemal każdego. Była jedyną osobą, którą tak mocno pokochał - i wydawało mu się, że on dla niej również. Nie wierzył, że tu nie było nic więcej na rzeczy. Może był kto inny? Może dowiedziała się, że nie może mieć dzieci? Albo była w ciąży, a on jak ostatni kretyn nie wiedział. A może po prostu jej się znudził? Tu było tyle różnych scenariuszy, że zaczynał się gubić. A każdy był jeszcze bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego.