06.02.2024, 10:35 ✶
Czy to była złośliwość losu, jakaś kpina czy po prostu przypadek, że po ostatnich zawirowaniach w jego życiu musiał trafić akurat na tę dwójkę? Starał się dawkować towarzystwo Longbottomów - jak truciznę, ostrożnie i z należytą uwagą. Nie mógł jednak odmówić przełożonym, gdy ci wysłali go z Morpheusem do Brenny. A raczej do jakiejś nory, w której ktoś postanowił zaatakować mugoli. Lestrange nie był z tego powodu zachwycony: tego typu akcje trzeba było przeprowadzać z konkretnym planem. Sam uczestniczył w niejednym ataku, lecz zawsze miał plan. Nawet pobieżny, ustalony na szybko. Tu jednak wydawało się, że coś poszło nie tak. W innym przypadku BUM nie ściągałoby Niewymownych - i to w liczbie aż dwóch.
Rodolphus wszedł do ogródka zaraz za Morpheusem, witając się z nim uprzednio oszczędnym skinieniem głowy. Ubrany był tak, jak zawsze: w dopasowane, czarne spodnie, śnieżnobiałą koszulę i marynarkę. Różdżkę miał schowaną w wewnętrznej kieszeni. Wyglądał tak, jak przy ich ostatnich spotkaniach, chociaż Niewymowny mógł dostrzec cień uśmiechu, błąkający się po wargach Rodolphusa. Było to jednak tak szybkie i niespodziewane, że równie dobrze mogło być tylko grą cieni.
- Brenno, jak zwykle miło cię widzieć - chciałoby się dodać, że jak zwykle brygadzistka jest zamieszana w coś dziwnego, ale darował sobie tę uwagę. Dziwne, że ta kobieta jeszcze żyła, patrząc na jej dokonania. A obstawiał, że nie słyszał wszystkiego, bo przecież nie był najlepszym kompanem do plotek. Słuchał ich czasem, bo były dobrym źródłem informacji (chociaż nie zawsze prawdziwym), lecz z jakiegoś powodu ludzie milkli, gdy w ich okolicy pojawiał się którykolwiek z Niewymownych. Rodolphusowi to odpowiadało, chociaż potrafiło rodzić pewne problemy.
Po twarzy Rodolphusa nie było widać, żeby Brenna go zaskoczyła słowami, wypowiedzianymi na powitanie. Być może faktycznie Niewymowni słyszeli to niezwykle często. A być może Lestrange uznał, że Brenna nie ma kompetencji do tego, by stwierdzać takie rzeczy. Nie podważył jednak jej słów, tylko wykonał nieznaczny gest ręką, mówiący "prowadź". Zamierzał zejść do piwnicy zaraz za nią, uprzednio dobywając różdżki, chociaż jeżeli Morpheus chciałby koniecznie iść za swoją krewną jako drugi - przepuściłby go. Nie był typem osoby, która kłóciła się o miejsce w kolejce.
Rodolphus wszedł do ogródka zaraz za Morpheusem, witając się z nim uprzednio oszczędnym skinieniem głowy. Ubrany był tak, jak zawsze: w dopasowane, czarne spodnie, śnieżnobiałą koszulę i marynarkę. Różdżkę miał schowaną w wewnętrznej kieszeni. Wyglądał tak, jak przy ich ostatnich spotkaniach, chociaż Niewymowny mógł dostrzec cień uśmiechu, błąkający się po wargach Rodolphusa. Było to jednak tak szybkie i niespodziewane, że równie dobrze mogło być tylko grą cieni.
- Brenno, jak zwykle miło cię widzieć - chciałoby się dodać, że jak zwykle brygadzistka jest zamieszana w coś dziwnego, ale darował sobie tę uwagę. Dziwne, że ta kobieta jeszcze żyła, patrząc na jej dokonania. A obstawiał, że nie słyszał wszystkiego, bo przecież nie był najlepszym kompanem do plotek. Słuchał ich czasem, bo były dobrym źródłem informacji (chociaż nie zawsze prawdziwym), lecz z jakiegoś powodu ludzie milkli, gdy w ich okolicy pojawiał się którykolwiek z Niewymownych. Rodolphusowi to odpowiadało, chociaż potrafiło rodzić pewne problemy.
Po twarzy Rodolphusa nie było widać, żeby Brenna go zaskoczyła słowami, wypowiedzianymi na powitanie. Być może faktycznie Niewymowni słyszeli to niezwykle często. A być może Lestrange uznał, że Brenna nie ma kompetencji do tego, by stwierdzać takie rzeczy. Nie podważył jednak jej słów, tylko wykonał nieznaczny gest ręką, mówiący "prowadź". Zamierzał zejść do piwnicy zaraz za nią, uprzednio dobywając różdżki, chociaż jeżeli Morpheus chciałby koniecznie iść za swoją krewną jako drugi - przepuściłby go. Nie był typem osoby, która kłóciła się o miejsce w kolejce.