06.02.2024, 12:04 ✶
Pytanie, czy Camille uwierzyłaby w zapewnienia Cathala. Najpewniej nie - głównie dlatego, że doskonale znała swoją rodzinę, która tak mocno wpływała na całe jej życie, że... Wietrzyła spiski nawet tam, gdzie ich nie było. Mimo wszystko nie chciała być nieuprzejma, bo w tym mężczyzna miał rację: była czystej krwi, niejako hodowano ją do tego, by była miła, wabiła mężczyzn i znalazła sobie dobrą partię. I chociaż tych dwóch ostatnich rzeczy nie miała zamiaru robić nigdy, tak nie dało się wyrwać zakorzenionego głęboko bycia miłą.
- Dobrze, że część na siebie wzięła Marianne - rzuciła, odrywając wzrok od gablot. Znała ją trochę, chociaż bardziej z opowieści matki. Cathal dobrze ją opisał: jeśli chodziło o bronienie własnych interesów, to zdecydowanie była lwicą, broniącą swoich młodych. Na samą myśl o jej wizytach w Ministerstwie Magii, Delacour się uśmiechnęła. - Nie zazdroszczę osobom, które wystawiają naprzeciwko niej. Zastanawia mnie tylko, czy oddając niektóre znaleziska nie zamykacie sobie drogi do tego, by móc je zbadać za - powiedzmy - dekadę, gdy będziemy wiedzieć więcej. Ale zakładam, że w Egipcie również nie próżnują i prowadzą własne badania?
Powróciła wzrokiem do artefaktu i zastanowiła się nad nim głębiej. Z tego co wiedziała, różdżki nie musiały wyglądać tak, jak te współczesne. Zwłaszcza że i te współczesne mogły mieć różne kształty. Po prostu w tych czasach przyjęło się, że wyglądały tak a nie inaczej, lecz w starożytności na pewno nie istniał żaden wytwórca, który by usystematyzował ich wygląd. A może to był po prostu potężny, zaklęty dawno temu przedmiot?
- Faraonów chowali z niewolnikami - jak było w przypadku ich żon? - zapytała z ciekawością, bo akurat ten fragment musiała przespać. Wiedziała, że władców starożytnego Egiptu potrafili chować z żywymi ludźmi, ale nie pamiętała kompletnie, jak sprawa miała się z ich żonami. W niektórych kulturach żony zabijano, tak chyba było wśród wikingów: wsadzano je na łodzie razem ze zmarłym, a potem podpalano, pozwalając by płonęły żywcem.
- Dobrze, że część na siebie wzięła Marianne - rzuciła, odrywając wzrok od gablot. Znała ją trochę, chociaż bardziej z opowieści matki. Cathal dobrze ją opisał: jeśli chodziło o bronienie własnych interesów, to zdecydowanie była lwicą, broniącą swoich młodych. Na samą myśl o jej wizytach w Ministerstwie Magii, Delacour się uśmiechnęła. - Nie zazdroszczę osobom, które wystawiają naprzeciwko niej. Zastanawia mnie tylko, czy oddając niektóre znaleziska nie zamykacie sobie drogi do tego, by móc je zbadać za - powiedzmy - dekadę, gdy będziemy wiedzieć więcej. Ale zakładam, że w Egipcie również nie próżnują i prowadzą własne badania?
Powróciła wzrokiem do artefaktu i zastanowiła się nad nim głębiej. Z tego co wiedziała, różdżki nie musiały wyglądać tak, jak te współczesne. Zwłaszcza że i te współczesne mogły mieć różne kształty. Po prostu w tych czasach przyjęło się, że wyglądały tak a nie inaczej, lecz w starożytności na pewno nie istniał żaden wytwórca, który by usystematyzował ich wygląd. A może to był po prostu potężny, zaklęty dawno temu przedmiot?
- Faraonów chowali z niewolnikami - jak było w przypadku ich żon? - zapytała z ciekawością, bo akurat ten fragment musiała przespać. Wiedziała, że władców starożytnego Egiptu potrafili chować z żywymi ludźmi, ale nie pamiętała kompletnie, jak sprawa miała się z ich żonami. W niektórych kulturach żony zabijano, tak chyba było wśród wikingów: wsadzano je na łodzie razem ze zmarłym, a potem podpalano, pozwalając by płonęły żywcem.