06.02.2024, 14:13 ✶
- Uh, nie jestem bardzo głodny, po prostu daj mi podwójnego Polar Burgera ze wszystkim i napój wiśniowy z lodami czekoladowymi - odparł kobiecie, kiedy spytała, czy chce jeść, chociaż uśmiechnął się przy tym z odrobiną rozbawienia, świadczącego o tym, że niekoniecznie planuje dokonać właśnie takiego zamówienia.
Nie to, że miałby coś przeciwko burgerowi, ale mógł go kupić później. A napój wiśniowy niekoniecznie był najlepszym wyborem w klubie. Cathal unikał upijania się - głównie dlatego, że nawet pijany pamiętał wszystko (sprawdzał to, wspomnienia za nic nie chciały się rozmyć pod wpływem alkoholu), a człowiek niekoniecznie chciał pamiętać, co robił, kiedy był kompletnie spity. Przy jego wzroście jednak jeden drink nie robił żadnej różnicy.
Mężczyzna zamówił dwa drinki i podsunął jeden z nich McGongall.
- Bo nie jest trudne. Jeśli mam być szczery, to sądzę, że tańczyć tutaj mogłaby średnio ogarnięta małpa - oświadczył.
Może wypowiedział to w złą godzinę.
Może bogowie spojrzeli tego dnia akurat na niego i Pani Księżyca uśmiechnęła się do siebie, szepcąc: naprawdę? I postanowiła udowodnić mu, że nie będzie aż tak prosto…
Bo akurat w tej chwili muzyka umilkła, przygasły światła, a potem rozbłysły pojedyncze reflektory, które zaczęły krążyć po tłumie.
– Zaczynamy nasz konkurs tańca! Wybierzemy trzy pary, które będą rywalizowały ze sobą na parkiecie! Wygrana para otrzymuje od klubu darmowe drinki oraz dwadzieścia funtów! – padło gdzieś ze sceny. Cathal spojrzał w tamtą stronę, popijając swojego drinka i… cóż, nie przeczuwając absolutnie niczego. Konkurs niezbyt go interesował, chociaż miał rzecz jasna zamiar zaprosić Ginewrę na parkiet, przecież nie przyciągnąłby jej do klubu tanecznego, gdyby był zdecydowany cały wieczór tkwić przy barze z ponurą miną.
Ale absolutnie nie spodziewał się tego, co nastąpiło chwilę później. Sześć świateł – w trzech różnych kolorach – zatrzymało się na losowych osobach w klubie. I nie tylko jedno z nich padło na Cathala, a drugie na Ginny: tak się złożyło, że to jej było błękitne, podobnie jak mężczyzny, który stał po drugiej stronie Sali, jego z kolei… różowe. Jak wymalowanej, niskiej blondynki, która chwilę temu tańczyła na parkiecie. Wyglądało na to, że nie tylko wybrano ich do konkursu tańca, ale jeszcze mieli rywalizować przeciwko sobie.
- Jeśli odmówię, to pewnie wszyscy zaczną robić scenę, co? - mruknął z pewną rezygnacją i dopił swojego drinka na dwa hausty.
Dobrze, że przynajmniej zdążył się napić.
Gdzieś w jego głowie rozległ się złowieszczy śmiech. Nie był pewny, czy to Slytherin uważa, że jego potomek dostał nauczkę za, że włóczy się po mugolskim świecie, czy też było to dzieło jego własnej wyobraźni...
Nie to, że miałby coś przeciwko burgerowi, ale mógł go kupić później. A napój wiśniowy niekoniecznie był najlepszym wyborem w klubie. Cathal unikał upijania się - głównie dlatego, że nawet pijany pamiętał wszystko (sprawdzał to, wspomnienia za nic nie chciały się rozmyć pod wpływem alkoholu), a człowiek niekoniecznie chciał pamiętać, co robił, kiedy był kompletnie spity. Przy jego wzroście jednak jeden drink nie robił żadnej różnicy.
Mężczyzna zamówił dwa drinki i podsunął jeden z nich McGongall.
- Bo nie jest trudne. Jeśli mam być szczery, to sądzę, że tańczyć tutaj mogłaby średnio ogarnięta małpa - oświadczył.
Może wypowiedział to w złą godzinę.
Może bogowie spojrzeli tego dnia akurat na niego i Pani Księżyca uśmiechnęła się do siebie, szepcąc: naprawdę? I postanowiła udowodnić mu, że nie będzie aż tak prosto…
Bo akurat w tej chwili muzyka umilkła, przygasły światła, a potem rozbłysły pojedyncze reflektory, które zaczęły krążyć po tłumie.
– Zaczynamy nasz konkurs tańca! Wybierzemy trzy pary, które będą rywalizowały ze sobą na parkiecie! Wygrana para otrzymuje od klubu darmowe drinki oraz dwadzieścia funtów! – padło gdzieś ze sceny. Cathal spojrzał w tamtą stronę, popijając swojego drinka i… cóż, nie przeczuwając absolutnie niczego. Konkurs niezbyt go interesował, chociaż miał rzecz jasna zamiar zaprosić Ginewrę na parkiet, przecież nie przyciągnąłby jej do klubu tanecznego, gdyby był zdecydowany cały wieczór tkwić przy barze z ponurą miną.
Ale absolutnie nie spodziewał się tego, co nastąpiło chwilę później. Sześć świateł – w trzech różnych kolorach – zatrzymało się na losowych osobach w klubie. I nie tylko jedno z nich padło na Cathala, a drugie na Ginny: tak się złożyło, że to jej było błękitne, podobnie jak mężczyzny, który stał po drugiej stronie Sali, jego z kolei… różowe. Jak wymalowanej, niskiej blondynki, która chwilę temu tańczyła na parkiecie. Wyglądało na to, że nie tylko wybrano ich do konkursu tańca, ale jeszcze mieli rywalizować przeciwko sobie.
- Jeśli odmówię, to pewnie wszyscy zaczną robić scenę, co? - mruknął z pewną rezygnacją i dopił swojego drinka na dwa hausty.
Dobrze, że przynajmniej zdążył się napić.
Gdzieś w jego głowie rozległ się złowieszczy śmiech. Nie był pewny, czy to Slytherin uważa, że jego potomek dostał nauczkę za, że włóczy się po mugolskim świecie, czy też było to dzieło jego własnej wyobraźni...