Jak na objaw jego lęku, skóra wybieliła się do marmuru, dosłownie. Kremowy odcień, przetykany cieniutkimi żyłkami, jak dzieło Michała Anioła, gdyby znieruchomiał, rzeczywiście mógłby uchodzić za jedna z dzieł klasyków, rzymskich rzeźbiarzy ze swoim dumnym profilem, orlim nosem i rysami twarzy dowódcy legionów. Nawet czarna materia magicznej szaty, udrapowana na ramieniu, mogłaby uchodzić za senatorską togę. Morpheus jednak nie trwał w bezruchu, wręcz przeciwnie, jego dłonie lekko się trzęsły, gdy cofnął się o krok od postumentu, przeszedł z innej strony do niego, marszcząc gęste brwi.
— Prawdopodobnie tylko prawowite dziedziczenie pozwala jej uniknąć — mówił, chcąc zająć się czymś innym, niż nadanalizowaniem faktu, że dookoła przedmiotu nie było przyszłości. Nie chciał myśleć, że to jego własna wina, jego daru, więc mówił, co wiedział, co zdawało mu się jasne. — Sądzę, że zabezpieczono je dwojako, przeciwko tym, którzy nie mają Trzeciego Oka i tym, którzy nie dziedziczą, spełniłem tylko jeden warunek, ale część klucza pasowała, więc forma jest nieszkodliwa, a jedynie wyraźnie oznaczająca moje naruszenie spokoju artefaktu. Można go zabrać i zabezpieczyć, dopiszę notatkę do Komnaty Przepowiedni do karty inwentaryzacyjnej. Myślę, że to pierwsze angielskie tłumaczenie przepowiedni Nostradamusa. Nie jest to bardzo wartościowy artefakt, ale o znaczeniu historycznym.
Serce biło mu w piersi, w przerażeniu nad utratą Widzenia, oddech zaczął drżeć, był tylko jeden sposób na weryfikację swoich przypuszczeń. W końcu w razie czego w Mungu rozwiążą klątwę. Prawda? Nawet jeśli mówił dość spokojnie, pewna nerwowość pobrzmiewała w melodii i w tonie, unosząc końcówki zdań dźwiękiem nieco w górę, jak przy pytaniach.
Wziął głęboki wdech. Zamknął oczy i skupił się, aby Widzieć. Znów je otworzył, świat lekko dla niego zapulsował, a jego skóra to oddała, błyszcząc się brokatem intensywnego różu, a następnie wybuchami supernowych, rozjaśniających ciało nawet przez materiał szaty. Len przepuszczał powietrze i nawet czarne płótno odsłaniało iskry magicznej klątwy, pomimo warstw tkaniny.
Sukces!
Mógł odetchnąć, bo nagle zobaczył, chociaż Vespera jeszcze nie zaczęła działać, jak rusza się ku woluminowi, aby go zabezpieczyć. Nic się nie stało, więc było to jedynie chwilowe działanie klątwy, a nie ostateczny efekt. Poczuł się słabo przez tak silnie wymuszoną wizję, poczuł też, że z nosa popłynęła mu krew, ale szybko ją wytarł chusteczką.