06.02.2024, 16:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2024, 18:49 przez Aidan Parkinson.)
To nie to, że Aidan był skończonym chamem i prostakiem - bo nim nie był. Nie należał też do przesadnie kulturalnych młodych ludzi, ale to nie było głównym powodem, dla którego część osób z biura go unikało. Powodem było jego nastawienie do obowiązków. W jego zachowaniu zawsze widać było irytującą manierę, jakby robił komuś łaskę samym faktem, że tu był. Nie migał się od pracy, nie pyszczył ludziom, którzy zajmowali od niego wyższe stanowiska i chyba tylko to sprawiło, że jeszcze nie wyleciał z hukiem. Parkinson był jednak znany z tego, że nienawidził części obowiązków, które miał tu każdy. Przy jednym z nich właśnie zastała go Brenna. Chłopak półleżał na biurku, z policzkiem przyciśniętym do blatu, i prawą ręką powolutku, w ślimaczym tempie, wypełniał raport. Merlinie, jakie to było nudne! Co z tego, że gdyby usiadł prosto i poświęcił na to 5 minut, to już dawno miałby biurokrację za sobą. No, prawie - bo z jego prawej strony piętrzył się stosik niewypełnionych kart. Można było więc powiedzieć, że Brenna spadła mu z nieba.
- Znam ten koci wyraz twarzy, inni zostawili cię na lodzie a potrzebujesz kogoś na teraz - stwierdził bezczelnie, odrywając głowę od biurka. Wlepił swoje niebieskie oczy w twarz Brenny, która mogła tego nie wiedzieć, ale miała przeróżne uśmiechy na różne okazje i powoli Aidan uczył się je rozpoznawać. Teraz miała minę kota, który właśnie przygotowywał się do srania na pustyni - była tak samo podekscytowana tym, co miało nadejść, że nie musiała nic więcej mówić, by go zainteresować. W gruncie rzeczy to nawet ją lubił, chociaż na jego gust gadała zbyt dużo, ale nie można było jej odmówić skuteczności. I nieszablonowego działania, które sam stosował.
Zmarszczył brwi, gdy wspomniała o włamie. Prawa dłoń odłożyła pióro z przesadną starannością, a niebieskie ślepia na chwilę oderwały się od sylwetki Longbottom, by nadzorować odkładanie narzędzia piśmienniczego. Już nawet nie kontrolował tych przesadnych ruchów, które innych wprawiały w kurwicę.
- To zależy - powiedział w końcu, łącząc dłonie na biurku. Przekrzywił lekko głowę, na powrót wlepiając spojrzenie w Brennę. - Jako przykładny brygadzista odpowiem ci, że nie wolno włamywać się do budynków, szczególnie jeżeli chce się zwinąć coś, co do ciebie nie należy. To łamanie prawa, a mamy świecić przykładem, nie?
Posłał jej leniwy uśmiech, lecz zaraz wstał i nachylił się w jej stronę odrobinę, tak żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy, by robić za gumowe ucho.
- Jeżeli ty będziesz pisała z tego raport, to czemu nie. A jeżeli nie będzie z tego raportu, to tym lepiej. Prowadź - nie musiał brać kurtki, był lipiec i było ciepło. Sięgnął tylko po różdżkę, którą wyciągnął spod stosu na wpół wypełnionych raportów, i kiwnął Brennie że mogą iść. Nie pytał po co, dokąd i jaki był tego cel - już dawno nauczył się, że zadawanie tego typu pytań było bezsensowne. Co by mu odpowiedziała? Zobaczysz. Powiem ci później. Dowiesz się w swoim czasie. Mimo całego roztrzepania, braku snu i gadatliwości Longbottom nie prosiłaby go o coś nielegalnego, był tego pewien - do takich spraw na pewno miała wytypowaną inną ofiarę. Podejrzewał, że musieli trochę pobalansować na cieniutkiej nici, oddzielającej prawo od bezprawia - sam nie raz i nie dwa tak robił. - Aczkolwiek byłoby miło, gdybyś mi szepnęła na ucho później, o co chodzi.
- Znam ten koci wyraz twarzy, inni zostawili cię na lodzie a potrzebujesz kogoś na teraz - stwierdził bezczelnie, odrywając głowę od biurka. Wlepił swoje niebieskie oczy w twarz Brenny, która mogła tego nie wiedzieć, ale miała przeróżne uśmiechy na różne okazje i powoli Aidan uczył się je rozpoznawać. Teraz miała minę kota, który właśnie przygotowywał się do srania na pustyni - była tak samo podekscytowana tym, co miało nadejść, że nie musiała nic więcej mówić, by go zainteresować. W gruncie rzeczy to nawet ją lubił, chociaż na jego gust gadała zbyt dużo, ale nie można było jej odmówić skuteczności. I nieszablonowego działania, które sam stosował.
Zmarszczył brwi, gdy wspomniała o włamie. Prawa dłoń odłożyła pióro z przesadną starannością, a niebieskie ślepia na chwilę oderwały się od sylwetki Longbottom, by nadzorować odkładanie narzędzia piśmienniczego. Już nawet nie kontrolował tych przesadnych ruchów, które innych wprawiały w kurwicę.
- To zależy - powiedział w końcu, łącząc dłonie na biurku. Przekrzywił lekko głowę, na powrót wlepiając spojrzenie w Brennę. - Jako przykładny brygadzista odpowiem ci, że nie wolno włamywać się do budynków, szczególnie jeżeli chce się zwinąć coś, co do ciebie nie należy. To łamanie prawa, a mamy świecić przykładem, nie?
Posłał jej leniwy uśmiech, lecz zaraz wstał i nachylił się w jej stronę odrobinę, tak żeby przypadkiem komuś nie przyszło do głowy, by robić za gumowe ucho.
- Jeżeli ty będziesz pisała z tego raport, to czemu nie. A jeżeli nie będzie z tego raportu, to tym lepiej. Prowadź - nie musiał brać kurtki, był lipiec i było ciepło. Sięgnął tylko po różdżkę, którą wyciągnął spod stosu na wpół wypełnionych raportów, i kiwnął Brennie że mogą iść. Nie pytał po co, dokąd i jaki był tego cel - już dawno nauczył się, że zadawanie tego typu pytań było bezsensowne. Co by mu odpowiedziała? Zobaczysz. Powiem ci później. Dowiesz się w swoim czasie. Mimo całego roztrzepania, braku snu i gadatliwości Longbottom nie prosiłaby go o coś nielegalnego, był tego pewien - do takich spraw na pewno miała wytypowaną inną ofiarę. Podejrzewał, że musieli trochę pobalansować na cieniutkiej nici, oddzielającej prawo od bezprawia - sam nie raz i nie dwa tak robił. - Aczkolwiek byłoby miło, gdybyś mi szepnęła na ucho później, o co chodzi.