06.02.2024, 19:10 ✶
Aidan spojrzał na Brennę uważnie, wzrokiem wyrażającym pełne zaskoczenie i niedowierzanie. Nie do końca wiedział, czy ma poprosić o wodę na ten suchy żart, czy po prostu przetrzeć twarz dłonią i policzyć do dziesięciu. Wybrał więc opcję numer trzy - po prostu sięgnął po kubek i ostentacyjnie dopił jego zawartość.
- Słowo daję, Brenna, zaraz zacznę nosić przy sobie nie tylko fajki, ale i butelkę wody - skomentował tylko, przewracając oczami. Ale kącik ust mu drgnął. Tylko odrobinę, bo przecież nie pokaże jej, że jego poczucie humoru to prawdziwy rynsztok. Co było zabawne, patrząc na to, że w jego opinii właśnie do rynsztoka się udawali - nie mogło być inaczej, skoro mówiła o mugolskiej policji. Aidan czuł się od nich lepszy tak, jak każdy czystokrwisty (no, prawie każdy): bo potrafił czarować. Uważał ich za niekompetentnych i mocno ograniczonych, a na dodatek nieskutecznych w swoich działaniach.
Gdy wspomniała o ciosie prosto w serce, nie wytrzymał i prychnął. A może parsknął śmiechem? Zasłonił jednak usta wierzchem dłoni i zamaskował dźwięk udawanym kaszlem gdy tylko Brenna kontynuowała swoją przemowę. Po pierwsze: nie był aż takim dupkiem, żeby śmiać się jeśli chodziło o morderstwo, nawet jeśli chodziło o mugola. A po drugie: wolał wysłuchać wszystkiego teraz, niż potem dopytywać.
- Czemu myślą, że to ktoś od nas? - koleżanki czarodziejki-szlamy nie skomentował. Uważał, że praca nie była odpowiednim miejscem do wyrażania swoich poglądów, chociaż skrzywił się, gdy usłyszał że brudnokrwista razem z mugolem uważają, że to ktoś od nich. Odruchowo sięgnął po paczkę papierosów, ale w porę przypomniał sobie, że byli w budynku Ministerstwa. Tym razem głośno prychnął, tak by Brenna nie miała wątpliwości co do jego oburzenia. - No dobra, ten trzask i rozpłynięcie się w powietrzu mogą wskazywać na teleportację, ale skoro wszystko było zamknięte na cztery spusty od środka, to jakim cudem znalazł się na zewnątrz? Tylko skończony debil wyszedłby przed drzwi i się teleportował.
Nie przeczył, że czarodziej mógł być debilem, ale... Przecież łatwiej byłoby się teleportować w środku. Czemu tego nie zrobił? Zatrzymał się jednak i wyciągnął rękę w stronę ramienia Brenny, by ją zatrzymać.
- Weź na wstrzymanie, co? Ciężko połapać się w tej paplaninie, myśleć i iść za tobą jednocześnie - powiedział, marszcząc brwi. - Czemu uważasz, że ta kobieta sprzed dwóch tygodni też mogła zostać zamordowana przez tą samą osobę? Coś poza uduszeniem na to wskazuje? Jakieś punkty wspólne poza tym uduszeniem i faktem, że obie były kurwami? Poszlaki, plotki? "Trzaski" i rozpływanie się w powietrzu? Masz może raporty mugolskiej policji?
Zerknął na kartkę. A potem znowu na Longbottom. Niech mu odpowie na pytania, a potem się teleportuje. Ciekawiło go, czy Brenna zajęła się już bratem szlamy, czy jeszcze nie.
- Jeśli ich nie masz, mogę... Porozmawiać z tym mugolem. Może nieoficjalnie da nam kopię - porozmawiać, tak... Aidan potrafił być przekonujący. Nie dlatego, że był wybitnym oratorem, lecz dlatego, że parł jak taran i jeśli było trzeba: bił tam, gdzie bolało. Nie były to metody pochwalane przez Ministerstwo, ale tak jak Brenna czasem pracowała w cieniu, tak i Parkinson czasem robił pewne rzeczy w cieniu. Ważne, by dostali to, co chcą.
- Słowo daję, Brenna, zaraz zacznę nosić przy sobie nie tylko fajki, ale i butelkę wody - skomentował tylko, przewracając oczami. Ale kącik ust mu drgnął. Tylko odrobinę, bo przecież nie pokaże jej, że jego poczucie humoru to prawdziwy rynsztok. Co było zabawne, patrząc na to, że w jego opinii właśnie do rynsztoka się udawali - nie mogło być inaczej, skoro mówiła o mugolskiej policji. Aidan czuł się od nich lepszy tak, jak każdy czystokrwisty (no, prawie każdy): bo potrafił czarować. Uważał ich za niekompetentnych i mocno ograniczonych, a na dodatek nieskutecznych w swoich działaniach.
Gdy wspomniała o ciosie prosto w serce, nie wytrzymał i prychnął. A może parsknął śmiechem? Zasłonił jednak usta wierzchem dłoni i zamaskował dźwięk udawanym kaszlem gdy tylko Brenna kontynuowała swoją przemowę. Po pierwsze: nie był aż takim dupkiem, żeby śmiać się jeśli chodziło o morderstwo, nawet jeśli chodziło o mugola. A po drugie: wolał wysłuchać wszystkiego teraz, niż potem dopytywać.
- Czemu myślą, że to ktoś od nas? - koleżanki czarodziejki-szlamy nie skomentował. Uważał, że praca nie była odpowiednim miejscem do wyrażania swoich poglądów, chociaż skrzywił się, gdy usłyszał że brudnokrwista razem z mugolem uważają, że to ktoś od nich. Odruchowo sięgnął po paczkę papierosów, ale w porę przypomniał sobie, że byli w budynku Ministerstwa. Tym razem głośno prychnął, tak by Brenna nie miała wątpliwości co do jego oburzenia. - No dobra, ten trzask i rozpłynięcie się w powietrzu mogą wskazywać na teleportację, ale skoro wszystko było zamknięte na cztery spusty od środka, to jakim cudem znalazł się na zewnątrz? Tylko skończony debil wyszedłby przed drzwi i się teleportował.
Nie przeczył, że czarodziej mógł być debilem, ale... Przecież łatwiej byłoby się teleportować w środku. Czemu tego nie zrobił? Zatrzymał się jednak i wyciągnął rękę w stronę ramienia Brenny, by ją zatrzymać.
- Weź na wstrzymanie, co? Ciężko połapać się w tej paplaninie, myśleć i iść za tobą jednocześnie - powiedział, marszcząc brwi. - Czemu uważasz, że ta kobieta sprzed dwóch tygodni też mogła zostać zamordowana przez tą samą osobę? Coś poza uduszeniem na to wskazuje? Jakieś punkty wspólne poza tym uduszeniem i faktem, że obie były kurwami? Poszlaki, plotki? "Trzaski" i rozpływanie się w powietrzu? Masz może raporty mugolskiej policji?
Zerknął na kartkę. A potem znowu na Longbottom. Niech mu odpowie na pytania, a potem się teleportuje. Ciekawiło go, czy Brenna zajęła się już bratem szlamy, czy jeszcze nie.
- Jeśli ich nie masz, mogę... Porozmawiać z tym mugolem. Może nieoficjalnie da nam kopię - porozmawiać, tak... Aidan potrafił być przekonujący. Nie dlatego, że był wybitnym oratorem, lecz dlatego, że parł jak taran i jeśli było trzeba: bił tam, gdzie bolało. Nie były to metody pochwalane przez Ministerstwo, ale tak jak Brenna czasem pracowała w cieniu, tak i Parkinson czasem robił pewne rzeczy w cieniu. Ważne, by dostali to, co chcą.