06.02.2024, 22:36 ✶
Patrick wzruszył ramionami. Właściwie w ogóle się nie zastanawiał nad tym jak nieodpowiednio mogły zabrzmieć jego słowa i jak straszne mogły nieść konsekwencje, jeśli były prawdą.
- Jestem już napiętnowany jako Zimny – zauważył. I pewnie i tak niektórzy widzieli w nim bluźniercę. W końcu był jednym z tych, którzy weszli do Limbo. Nawet jeśli nie wiedział co robi (nie wiedział) i wiodły nim dobre intencje (a wiedział że przynajmniej ich czwórką wiodły dobre intencje) nie powinno mieć to żadnego znaczenia dla tych, którzy pozostawali dogmatykami. – Nie mam pojęcia, ile wiedzą kapłanki, jeśli o to pytasz. Ale nie ukrywaliśmy tego, co widzieliśmy w Limbo. – Co oczywiście nie oznaczało, że rozpowiadali o tym na prawo i na lewo. – Gdy się ocknęliśmy w namiocie polowym na Polanie Ognisk po Beltane, wszyscy dookoła już wiedzieli co się z nami stało.
Steward nie dochodził, kto puścił parę z ust. Najpierw próbował się zmierzyć z nieoczekiwaną sławą, która go dotknęła a teraz martwił się głównie sławą oraz tkwiącymi w jego głowie wspomnieniami ojca. Niewiele w tym było miejsca na rozważania teologiczne.
Utkwił wzrok we własnych rękach i uśmiechnął się z zakłopotaniem. Sebastian nie miał zielonego pojęcia jak bardzo… jak bardzo spotkanie z ojcem, cieniem ojca, namiastką ojca, wytrąciło go z równowagi. Jako sierota mógł zdać się na babcię i udawać, że jego rodzice – nie byli tak źli jak sugerowało to zachowanie dziadka. A teraz, z każdym dniem, przekonywał się bardziej, że dziadek miał rację. I jednocześnie, do głosu zaczęło dochodzić w Patricku coś, czego istnienia nawet się nie spodziewał: jakiś głęboko zduszony żal i poczucie krzywdy.
- Cóż, z pewnością nie spodziewałem się, że kiedykolwiek poznam ojca. W inny sposób niż ze wspomnień babci – odpowiedział wymijająco.
Spodziewał się walki z Czarnym Panem, nie prywatnej wojny z czymś, co przypadkiem wdarło się do jego głowy. Może też panika, którą czuł wynikała z faktu, że jego rodzice byli tematem tabu w rodzinie? Prawie jakby się urodził bez udziału matki i ojca? Pewnego dnia, po prostu, został sprowadzony do Anglii przez wuja - dyplomatę - chlubę rodu? A teraz musiał się w swojej głowie mierzyć z niewygodną prawdą?
Ale słowa Sebastiana niosły ze sobą prawdziwą pociechę i Patrick mimowolnie się odprężył. Jeśli chodziło tylko o wspomnienia, to nawet te najgorsze, potwierdzające, że był dzieckiem dwojga owładniętych śmiertelną lojalnością wobec Grinewalda szaleńców, mógł znieść. Tak, obrazy które pokazywał mu ojciec były przykre (jeszcze bardziej, gdy widział w nich namiastkę uczuć do samego siebie), ale nie mogły zniszczyć nikogo poza nim samym. A to w przypadku członka Zakonu Feniksa było najistotniejsze.
- Myślisz, że to przez nie jesteśmy Zimni? Ja, Lestrange, Bones, Bulstrode? Przez to, że duchy pozostawiły w nas swoje wspomnienia? – zainteresował się. – Nie wiem, czy rozmowa o nich ma sens. Te moje są… - zamyślił się. Nagle zdał sobie sprawę, że otworzył się akurat przed Sebastianem, choć tak naprawdę nigdy nie był z nim jakoś szczególnie blisko. – One czasami nie mają sensu. Są tak realne jak moje własne. Jedno z nich było wspomnieniem obserwowania morza. Inne dotyczyło patrzenia na małego mnie, gdy rysowałem. – Były jeszcze dużo gorsze, okrutniejsze, ale o nich Steward nie mógł powiedzieć na głos. – Nie widzę w nich związku przyczynowo skutkowego. Najgorsze, że pojawiają się w najmniej oczekiwanej chwili. Dzisiaj, przez jedno z nich, omal nie pozwoliłem Florence utonąć w morzu.
Był aurorem. Trochę obawiał się, że kolejne stanie mu przed oczami podczas walki z jakimś czarnoksiężnikiem. A teraz okazywało się, że coś bardzo podobnego ciążyło nad McMillanem. Nagle zamiłowanie jego rozmówcy do ciszy i spokoju, wydało się Patrickowi całkiem zrozumiałe. Łatwiej ukryć podobną przypadłość, gdy przebywało się samotnie w łazience a nie podczas spotkania w gronie znajomych.
- Twoje wizje… one mają jakiś cel? Limbo próbuje ci coś przekazać? Czy raczej trudno to określić? – zapytał i dopiero po wypowiedzeniu tych słów zmarszczył brwi, uzmysławiając sobie, że być może okazywał się właśnie za bardzo wścibski. – Przynajmniej jesteś świadomy, że to wizja. Ja… ja nawet nie wiem czy to moje wspomnienie, czy ojca. Niektóre z nich naprawdę mogłyby być moje.
- Jestem już napiętnowany jako Zimny – zauważył. I pewnie i tak niektórzy widzieli w nim bluźniercę. W końcu był jednym z tych, którzy weszli do Limbo. Nawet jeśli nie wiedział co robi (nie wiedział) i wiodły nim dobre intencje (a wiedział że przynajmniej ich czwórką wiodły dobre intencje) nie powinno mieć to żadnego znaczenia dla tych, którzy pozostawali dogmatykami. – Nie mam pojęcia, ile wiedzą kapłanki, jeśli o to pytasz. Ale nie ukrywaliśmy tego, co widzieliśmy w Limbo. – Co oczywiście nie oznaczało, że rozpowiadali o tym na prawo i na lewo. – Gdy się ocknęliśmy w namiocie polowym na Polanie Ognisk po Beltane, wszyscy dookoła już wiedzieli co się z nami stało.
Steward nie dochodził, kto puścił parę z ust. Najpierw próbował się zmierzyć z nieoczekiwaną sławą, która go dotknęła a teraz martwił się głównie sławą oraz tkwiącymi w jego głowie wspomnieniami ojca. Niewiele w tym było miejsca na rozważania teologiczne.
Utkwił wzrok we własnych rękach i uśmiechnął się z zakłopotaniem. Sebastian nie miał zielonego pojęcia jak bardzo… jak bardzo spotkanie z ojcem, cieniem ojca, namiastką ojca, wytrąciło go z równowagi. Jako sierota mógł zdać się na babcię i udawać, że jego rodzice – nie byli tak źli jak sugerowało to zachowanie dziadka. A teraz, z każdym dniem, przekonywał się bardziej, że dziadek miał rację. I jednocześnie, do głosu zaczęło dochodzić w Patricku coś, czego istnienia nawet się nie spodziewał: jakiś głęboko zduszony żal i poczucie krzywdy.
- Cóż, z pewnością nie spodziewałem się, że kiedykolwiek poznam ojca. W inny sposób niż ze wspomnień babci – odpowiedział wymijająco.
Spodziewał się walki z Czarnym Panem, nie prywatnej wojny z czymś, co przypadkiem wdarło się do jego głowy. Może też panika, którą czuł wynikała z faktu, że jego rodzice byli tematem tabu w rodzinie? Prawie jakby się urodził bez udziału matki i ojca? Pewnego dnia, po prostu, został sprowadzony do Anglii przez wuja - dyplomatę - chlubę rodu? A teraz musiał się w swojej głowie mierzyć z niewygodną prawdą?
Ale słowa Sebastiana niosły ze sobą prawdziwą pociechę i Patrick mimowolnie się odprężył. Jeśli chodziło tylko o wspomnienia, to nawet te najgorsze, potwierdzające, że był dzieckiem dwojga owładniętych śmiertelną lojalnością wobec Grinewalda szaleńców, mógł znieść. Tak, obrazy które pokazywał mu ojciec były przykre (jeszcze bardziej, gdy widział w nich namiastkę uczuć do samego siebie), ale nie mogły zniszczyć nikogo poza nim samym. A to w przypadku członka Zakonu Feniksa było najistotniejsze.
- Myślisz, że to przez nie jesteśmy Zimni? Ja, Lestrange, Bones, Bulstrode? Przez to, że duchy pozostawiły w nas swoje wspomnienia? – zainteresował się. – Nie wiem, czy rozmowa o nich ma sens. Te moje są… - zamyślił się. Nagle zdał sobie sprawę, że otworzył się akurat przed Sebastianem, choć tak naprawdę nigdy nie był z nim jakoś szczególnie blisko. – One czasami nie mają sensu. Są tak realne jak moje własne. Jedno z nich było wspomnieniem obserwowania morza. Inne dotyczyło patrzenia na małego mnie, gdy rysowałem. – Były jeszcze dużo gorsze, okrutniejsze, ale o nich Steward nie mógł powiedzieć na głos. – Nie widzę w nich związku przyczynowo skutkowego. Najgorsze, że pojawiają się w najmniej oczekiwanej chwili. Dzisiaj, przez jedno z nich, omal nie pozwoliłem Florence utonąć w morzu.
Był aurorem. Trochę obawiał się, że kolejne stanie mu przed oczami podczas walki z jakimś czarnoksiężnikiem. A teraz okazywało się, że coś bardzo podobnego ciążyło nad McMillanem. Nagle zamiłowanie jego rozmówcy do ciszy i spokoju, wydało się Patrickowi całkiem zrozumiałe. Łatwiej ukryć podobną przypadłość, gdy przebywało się samotnie w łazience a nie podczas spotkania w gronie znajomych.
- Twoje wizje… one mają jakiś cel? Limbo próbuje ci coś przekazać? Czy raczej trudno to określić? – zapytał i dopiero po wypowiedzeniu tych słów zmarszczył brwi, uzmysławiając sobie, że być może okazywał się właśnie za bardzo wścibski. – Przynajmniej jesteś świadomy, że to wizja. Ja… ja nawet nie wiem czy to moje wspomnienie, czy ojca. Niektóre z nich naprawdę mogłyby być moje.