• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar

[Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#4
07.02.2024, 00:39  ✶  

Szum w głowie ustał, a jednak Esmé czuł się jeszcze bardziej upojony. Pierwszy raz spotykał się z wydarzeniem takim jak to, pierwszy raz uczestniczył w nim tak blisko, pierwszy raz czuł je na własnej skórze, we własnych żyłach i we własnym sercu. Tym, które mimo chaosu emocji wciąż biło spokojnie, miarowo. Równie miarowo zaczynało przyśpieszać, co rzemieślnik przyjmował z miłym zaskoczeniem, pchając się dalej w akcję, zbliżając się bardziej do rytualnego ołtarza, wypowiadając kolejne zuchwałe słowa. Zupełnie nieświadomie wszyscy zbliżali się niczym Ikar ku słońcu. A może ktoś wiedział co za moment miało się wydarzyć? W takim razie musieli być doskonałymi aktorami, bo miny zebranych były w głównej mierze "nietęgie".

Niby Esmé już o tym pomyślał, już sam siebie na ten temat upomniał, a jednak Isobell wciąż go zaskakiwała tym, jak bardzo nie po drodze była jej logika i rozsądek. Murtagh mógł zabrzmieć absurdalnie, zapowiadając walkę na śmierć i życie w obronie... życia, ale jednak na samym początku przedstawił ważny argument. Argument, który Arcykapłanka zupełnie zignorowała, przejęta bardziej zakłóconym procederem. Bo rytuałem ciężko było nazwać to, co tutaj się działo. Taką dezorganizację, brak przygotowania, brawurę i lekkomyślność. Z jeden strony można było oskarżyć trójkę mężczyzn o bycie lekkomyślnymi, gdy wtrącili się w sprawy kapłanek, ale jednak to one wykazały się nadzwyczajną ignorancją wobec Bogów, którzy przecież byli tak dla nich ważni. Jedna owca? Naprawdę? A za wiernych miał służyć ten motłoch? Rowle był świadomy, że inaczej nie dało się nazwać takiej zbieraniny ludzi. Czego oczekiwano po takim przygotowaniu? Czego oczekiwano po samych zebranych? Że nagle, nie będąc fanatycznie zapatrzonym w religię, postanowią przyzwolić na rytualny mord? Absurd gonił absurd.

Kaletnik uśmiechnął się nieznacznie do siebie, gdy wobec niego zostało posłane jedynie spojrzenie. Może został po prostu zignorowany, jednak zważywszy na nerwy Isobell - raczej po prostu nie miała mu nic do powiedzenia. I to go cieszyło. Nie miała nic, czym mogłaby zbić jego argument, mogła jedynie obdarować go tym pełnym złości spojrzeniem. Drobna satysfakcja szybko ustąpiła, bo przecież... absurd gonił absurd, czyż nie?

Agatha, niczym niepilnowane dziecko, postanowiła zadziałać tak gwałtownie, by zebrani "opiekuni" nie mieli szansy na reakcję. Ciemne spojrzenie Esmé przez dłuższą chwilę wlepione było w sztylet, który ciekawił go z czysto rzemieślniczego punktu widzenia, lecz nie był w stanie ów ciekawości zaspokoić. Dłoń chwyciła oręż, a rozkojarzony Czarodziej leniwie podążył za nią wzrokiem spotykając się... ze szkarłatem. Zamrugał kilkukrotnie, zupełnie wytrącony z rytmu sceną, jaka się odegrała na jego oczach, nawet wyrwało mu się prychnięcie z powodu absurdalności zaobserwowanych wydarzeń. Z krzywym, nieznacznym uśmiechem spojrzał na bok, na innych zebranych, jakby chciał im niemo zadać pytanie "widzieliście co się tu odjebało?".

Trzask, zamroczenie, biel. Kaletnikowi przez myśl przeszło, że właśnie umarł. Skrzywił się, niezadowolony, bo w ten ułamek sekundy poczuł... nic szczególnego. To samo, co zazwyczaj. Świadomość własnej śmierci nie przyniosła ani rozczarowania, ani ulgi. Nawet, jeżeli była to fałszywa świadomość. Zamknął oczy i oczekiwał na... rozpłynięcie się, na zupełne zaprzestanie istnienia tak, jak to sobie wyobrażał. Ale zamiast tego poczuł zapach mokradeł.

Westchnął. Usłyszał jak ktoś się rusza, ktoś się najpewniej podnosi. Jego oczy pozostawały wciąż zamknięte, aż nastała cisza. Jednak żył. I ponownie - nie czuł ani ulgi, ani rozczarowania. Jedynie frustrację spowodowaną brakiem jednej czy drugiej emocji. Show się nie skończyło, coś wciąż się działo, a on... czuł się inaczej, niż w trakcie tego popapranego rytuału. Cała noc wrażeń jeszcze przed nim, zatem westchnął po raz ostatni i rozchylił oczy, nieśpiesznie podnosząc się z ziemi.

Rozejrzał się, pozwalając sobie na chwilę chłonięcia otoczenia. Las, niby nic niezwykłego, a jednak teraz rzemieślnik czuł się tak, jakby w ogóle nie rozumiał czym jest las. Co to znaczy "las". Miejsce z jednej strony znajome, lecz z drugiej tak obce, że wydawało się fałszywe, iluzoryczne jedynie. Albo rzeczywiście umierał, a jego mózg tworzył tak nieoczywiste obrazy w ostatnich podrygach neuronów.

Niepokój? Nie, to był lęk. To był czysty strach. Wzdrygnął się, tym razem rozglądając się za tymi, których słyszał wcześniej. Nie wiedział czego się bał, ale przyjmował to uczucie z otwartymi ramionami. Niczym człowiek, któremu w ulewę został porwany parasol i teraz... rozkłada ramiona, pozwalając sobie na trochę głupoty, na przemoczenie się do cna, ale jednoczesne delektowanie się uczuciem kropel deszczu uderzających o skórę, wybijających chaotyczny rytm natury. Nie, nie uśmiechał się, jego twarz była beznamiętna, ale oczy błyszczały. Strach powoli zaczynał mieć rywala - ekscytację.

Przez mgłę wreszcie dojrzał dwie postacie - mężczyzn, którzy okazywali się być ojcem i synem. Przynajmniej tak wynikało ze słów Isobell. Ah, tak, gdzie Isobell? Gdzie ta idiotka Agatha? Gdzie reszta? Zaczął rozglądać się jeszcze bardziej, próbując dostrzec może innych, którzy leżeli gdzieś w mokrych liściach pośród tej gęstej mgły, lecz nikogo nie był w stanie dostrzec. Czuł się też oślepiany przez księżyc, na który nie miał nawet odwagi spoglądnąć. Czuł z jego strony niepokój, jakiego nie potrafił opisać, nie potrafił go też zrozumieć. Odnosił wrażenie, że jedno spojrzenie na ten sierp, a znajdzie się w zupełnie innym miejscu - jeszcze bardziej niezrozumiałym i zagmatwanym. O ile brzmiało to intrygująco, o tyle każde bodźce miały swoje granice komfortu. Te, oczywiście, były wypaczone u człowieka takiego, jak Esmé, ale i on je posiadał. Jedynie przesunięte. Gdzieś dalej.

Absurdu było tak wiele, niezrozumienia jeszcze więcej, ale coś było na miejscu. Okazywało się, że coś na co zawsze mógł liczyć. Nałóg. Poklepał się po kieszeniach, sprawdzając czy w dalszym ciągu ma ich zawartość - skórzaną papierośnicę wraz z papierosami wewnątrz oraz mosiężną, mugolską zapalniczkę. O ile tylko je miał, o tyle zaraz poczęstował się szlugiem, którego miał zamiar natychmiast odpalić.

Jakby wrażeń było mało - pojawiła się kolejna postać. Pomarszczona, pewnie kilkuwiekowa kobieta. Z jakiegoś powodu... nie budziła zaskoczenia. Jej szkaradna twarz nie budziła też odrazy w kaletniku. Działo się zbyt wiele, by wszystkie te akcje docierały do niego z taką samą powagą. Wytarł ręce o spodnie, by zaraz wyciągnąć ze swoich potarganych włosów zagubionego w nich liścia i podszedł bliżej. Niezwykłą przesadą byłoby uznanie, że rozumie co tutaj się dzieje, ale słysząc wypowiedź kobiety zaczynał mieć pewne podejrzenia. Wcale nie był tutaj fizycznie, a jedynie... umysłowo. Może duchowo. Może jakoś astralnie. Były to tematy zbyt odległe od jego specjalizacji, więc pozostawało mu jedynie zgadywać.

Uczniowie. Najpewniej słowo klucz. Czyżby właśnie mieli zostać nauczeni czym jest miniona wspaniałość Stonehenge? A może jak powinien wyglądać rytuał? Jakakolwiek była lekcja, kaletnik nie czuł się na siłach, by przeciwstawiać się płynącej nauce. Czuł, że nie ma wyboru, że może ją jedynie przyswoić i... postarać się nie zmienić za bardzo. Nie pod jej chaotycznym wpływem. Przyswoić, zapamiętać, a gdy wróci do siebie, gdy znajdzie się w swojej ukochanej pracowni, wtedy ją przemyśli.

Mężczyźni zajęli się rozpalaniem ognia tak, jak starucha poprosiła. Esmé patrzył na nich przez chwilę zupełnie beznamiętnie, aż w końcu uniósł brwi, dochodząc do tylko jemu znanych wniosków. Przeniósł spojrzenie na kobietę, do której powoli się zbliżył, wystawiając przed siebie ręce tak, jakby ktoś miał zostać w nich złożony.

- Podziwiam zapał moich towarzyszy, ale na mokrej ściółce i bez suchego drwa, to lekcji się nie doczekamy. - zaczął spokojnym tonem, chociaż wciąż czuł ten lęk, który otaczał go tak, jak ta mgła. Albo to mgła była tym lękiem. Nie bał się... bać. Jego wystawione ręce nieco drżały, a głos chociaż spokojny, to był nieco wyższy niż naturalnie. Miał spięte gardło. - Proszę o chrust na ognisko. - w końcu wyjawił jaka była jego intencja. I chociaż wydawało mu się, że powiedział te słowa zaraz po poprzednich, to jednak musiała potrwać dłużąca się chwila, w której zbierał odwagę na te słowa. Kimkolwiek była kobieta, tak rozsądek podpowiadał rzemieślnikowi, że nie powinien pozwalać sobie na zbyt wiele, jeżeli chciał przeżyć. I... teraz złapał się na tym, że... chciał przeżyć. Niezwykle konfundujące spostrzeżenie, które odstawił jednak na bok.

Jeżeli otrzymał chrust - rzucił go gdzieś obok rodzinnej dwójki, by zaraz przebrać drobne patyki, połamać je na jeszcze drobniejsze, aby stanowiły dobrą podpałkę, którą zaoferował mężczyznom. Następnie zająłby się układaniem małego stosiku - jeżeli on złapie ogień, to nie będzie problemu podkładać większe drewienka, aż ogień wreszcie osiągnie satysfakcjonujące rozmiary. Sprawa miała się nieco weselej, jeżeli rzeczywiście miał fajki i zapalniczkę - wtedy nawet nie czekał na krzesanie ognia, a sam postanowił wzniecić ogień z pomocą mugolskiej nie-magii. Technologia. Czy Bogowie potrafili jej zaprzeczyć?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dagur Nordgersim (1926), Esmé Rowle (4255), Hjalmar Nordgersim (1860), Rowena Ravenclaw (1212)




Wiadomości w tym wątku
[Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Rowena Ravenclaw - 02.02.2024, 02:35
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Dagur Nordgersim - 04.02.2024, 21:49
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Hjalmar Nordgersim - 06.02.2024, 20:15
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Esmé Rowle - 07.02.2024, 00:39
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Rowena Ravenclaw - 08.02.2024, 02:00
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Dagur Nordgersim - 11.02.2024, 20:31
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Hjalmar Nordgersim - 11.02.2024, 22:18
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Esmé Rowle - 12.02.2024, 01:19
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Rowena Ravenclaw - 12.02.2024, 19:30
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Hjalmar Nordgersim - 15.02.2024, 21:41
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Dagur Nordgersim - 16.02.2024, 00:17
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Esmé Rowle - 16.02.2024, 03:15
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Dagur Nordgersim - 24.02.2024, 17:23
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Rowena Ravenclaw - 19.02.2024, 22:44
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Hjalmar Nordgersim - 24.02.2024, 02:29
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Esmé Rowle - 24.02.2024, 17:35
RE: [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar - przez Rowena Ravenclaw - 16.03.2024, 03:06

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa