07.02.2024, 03:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:15 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
—04/08/1972—
Wiejska posiadłość pod Londynem, Wyspy Brytyjskie
Cameron Lupin & Heather Wood
Ty mnie nigdy nigdzie nie zabierasz!. Te słowa rozbrzmiewały w głowie Camerona wiele razy w ciągu ostatnich dwóch, trzech tygodni. Czasem mimowolnie powtarzał tę frazę, przedrzeźniając rozbawiony ton głosu Heather. To był niewinny żart, rozumiał to. Nie chciała źle, a on nie powinien chować urazy. Po prostu się z nim droczyła, jak to mieli w zwyczaju, dy spędzali kolejne popołudnie razem. Mimo to, trochę go to zabolało. W gruncie rzeczy nie miał za bardzo czym się przed nią pochwalić.
Talent medyczny jakiś tam miał, ale czerpał z niego praktycznie zero profitów. Pomimo tego, że latał, jak poparzona między Szpitalem św. Munga a Apteką Lupinów jego zarobki były znikome. Wypłaty z rodzinnego interesu przypominały bardziej kieszonkowe i znikało ono w zastraszającym tempie. Tak to jest, gdy na długich dyżurach trzeba korzystać ze szpitalnej kafeterii. Dyżury, phi. Tyle czasu na nich spędzał, a skrytka w banku była równie pusta, jak przed rozpoczęciem szkolenia. Chciał zrobić Heather jakąś niespodziankę, zapewnić jej prawdziwą rozrywkę. W końcu lato chyliło się ku końcowi!
Okazja do tego nadarzyła się pod koniec lipca, gdy Cameron spotkał w barze starego znajomego z Hogwartu. Na piątym roku nauki ''nielegalnie'' podleczył nogę Hektora Greya przed ważnym meczem Quidditcha. Gdyby nie on, chłopak spędziłby rozgrywki w Skrzydle Szpitalnym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie napoiłby go taką ilością eliksirów. To znaczy: nikt poza Cameronem. Ścigający był zdesperowany, a to była wyśmienita okazja do zdobycia doświadczenia. I przysługi, jaką teraz mógł odebrać.
Okazało się, że były Krukon został zatrudniony przez firmę ochroniarską, która strzeże prywatnych przyjęć. Nic dziwnego, po Beltane wszyscy woleli zainwestować w zabezpieczenia. Od slowa do słowa, okazało się, że w sierpniu miał odbyć się bal kostiumowy inspirowany jakimiś powieściami. Hektor nie wiedział do końca czyjegoś autorstwa. Raz twierdził, że chodziło o jakąś Austen, aby zaraz stwierdzić, że to chyba był jednak Darcy Lockhart. Magia i uprzedzenie, Duma i uprzedzenie, kto by tam się rozeznał, gdzie widniała różnica? W końcu najważniejsze, że...
— ...jest tu elitarnie! — zawolał do Heather, poprawiając zapięcia swojej szaty.
Owszem, Grey wprowadził ich na imprezę bez okazania zaproszeń, ale słowem nie napomknął o strojach. Mieli jednak szczęście; okazało się, że gospodarze przyjęcia zadbali o to, aby nieprzygotowani goście mogli skorzystać z przygotowanych przez nich zestawów w komnacie garderobianej. Dobrze, że bardziej się skupili na ochronie zewnętrznej, pomyślał Cameron. Weszli tu praktycznie ''na krzywy ryj''. Lupin nie przyznał się Rudej, że kompletnie nie mają zaproszeń, zamiast tego po prostu powiedział, że są tu ''po starej znajomości''. Nie do końca kłamstwo, nie do końca prawda.
— Nie wiedziałem, że tylu ludzi jarają te klimaty. Te wszystkie suknie i eee surduty?
Nie bardzo wiedział, jak nazywają się niektóre wariacje szat wyjściowych, jakie mieli na sobie co poniektórzy faceci. Poprawił wystylizowane przy pomocy magii włosy, podążając za Rudą przez korytarz. Spędzili tu już jakieś dwie godziny, a on dbał, aby nigdzie nie zostawali za długo. Pół godziny na głównej sali, cyk, idziemy do bocznej galerii! Obrazy nam się znudziły? Chodźmy na piętro, aby tam z góry oglądać tańczących. Tym razem Ruda jednak nalegała na to, aby to ona wybrała kolejny przystanek na ich wycieczce po posiadłości. Merlinie, dopomóż, aby to się nie skończyło jakąś katastrofą.