07.02.2024, 06:24 ✶
Rosie ułożyła usta w ładne, krótkie Oh, kiedy to usłyszała wypowiedziany w jej stronę komplement, mimowolnie sięgając dłońmi do włosów i po przeczesaniu ich palcami, zagarniając po obu stronach za uszy. - Dziękuję - rzuciła całkiem zadowolona, nawet jeśli przecież jej włosy wyglądały tego dnia dokładnie tak samo jak poprzedniego i jeszcze wcześniejszego. Za każdym razem układała je identycznie, czyli absolutnie wcale, przeczesując je najczęściej palcami, żeby nie sterczały wyleżane od poduszki, a w razie czego rzucając na nie zaklęcie.
- Bardzo dobrze - odetchnęła nawet, bo chyba miała wrażenie, że do tego momentu to nawet jej się zapomniało oddychać, jakby Diana miała potwierdzeniem lub zaprzeczeniem wydać na nią jakiś okropny wyrok. I nawet niespecjalnie miała zamiar zastanawiać się nad tym, czy odpowiedź Mulciber nie była przypadkiem automatyczna - to wprowadziłoby zbyt wiele wątpliwości. A w ogóle to nie była tutaj dla Alexandra, tylko dla stojącej przed nią Dianki i nie powinna nawet myśleć o tym gnoju.
- W sumie to, kiedy on czegoś nie przeskrobał - rzuciła z nieco może nerwowym śmiechem, no bo właściwie od czego miała tutaj zacząć? Lista była długa i szeroka, dlatego postanowiła skierować swoją uwagę na rzecz chyba najważniejszą i najbardziej oburzającą. - Powiedział gnój, że mu się śniło, że go goniłam z łopatą, wyobrażasz to sobie? Z ŁOPATĄ. - rzuciła, chyba nawet zgrzytając przy tym zębami, kiedy tak dreptała za Dianą po czarno-białej kostce, którą wyłożono korytarz. Nawet niekoniecznie myślała nad tym, jak bardzo jej towarzyszka może nie rozumieć, jak poważnym oskarżeniem była ta zasrana łopata. To się przecież rozumiało samo przez się, prawda? - I zrobił to zaraz po tym, jak mu powróżyłam na lato, rozumiesz? Wzięłabym go tak i - podniosła ręce, zaciskając palce wokół czegoś niewidzialnego, co najpewniej można było interpretować jako szyję winowajcy. - A potem mi napisał, że jest żonaty - wypluła z siebie to słowo, biorąc się pod boki, niczym ten dzban którym był Axel i parodiując jego ton głosu. - Jakbym kurwa nie wiedziała. - syknęła jadowicie, rozglądając się, jeszcze trochę rozzłoszczonym spojrzeniem, po zaprezentowanej jej kuchni.
Wyprostowała się, odsuwając na moment całego tego Alexandra i podeszła do najbliższych szafek, które wydawały się umazane tym, co jeszcze przed chwilą próbowała przygotować Diana. Przejechała palcem po śmietanie, nabierając jej trochę, a potem spróbowała.
- No, bardzo dobre - zawyrokowała szybko, podchodząc do blatu, gdzie rozstawione było centrum tego całego bałaganu i zaglądając najpierw do miski, a potem biorąc w dłonie porzucony mikser. Natychmiast obie skrzatki spojrzały na nią ze strachem. - Eee... chciałam sprawdzić jak tam u ciebie, bez męża który już nie może codziennie zakładać żonobijki, bo mu mózg nie działa, a przynajmniej coś takiego piszą w gazetach - spojrzała przelotnie na Dianę, uśmiechając się do niej wesoło, ale chyba o wiele bardziej ją teraz fascynował ten mikser, bo zaraz znowu spojrzała na niego i obróciła w dłoniach, szukając włącznika.
- Jak to się...? - coś kliknęła, a wtedy końcówka zawirowała gwałtownie, rozchlapując dookoła resztki piany, która na niej została po poprzedniej katastrofie. Oczywiście, idealnie żeby ochlapać Rosie twarz.
Ta natychmiast wyłączyła ustrojstwo, przez moment stojąc, chyba zbytnio wzięta z zaskoczenia, by zdecydować się na to, co w tej sytuacji zrobić. W końcu jednak odłożyła mikser, dłońmi przecierając na szybko pianowe rozbryzgi.
- Może być to samo - wskazało palcem na trzymaną przez Dianę margeritę. - I co, to się tak po prostu wsadza i to tak wszystko ładnie miesza...? - zapytała jeszcze, wskazując na zawartość miski.
- Bardzo dobrze - odetchnęła nawet, bo chyba miała wrażenie, że do tego momentu to nawet jej się zapomniało oddychać, jakby Diana miała potwierdzeniem lub zaprzeczeniem wydać na nią jakiś okropny wyrok. I nawet niespecjalnie miała zamiar zastanawiać się nad tym, czy odpowiedź Mulciber nie była przypadkiem automatyczna - to wprowadziłoby zbyt wiele wątpliwości. A w ogóle to nie była tutaj dla Alexandra, tylko dla stojącej przed nią Dianki i nie powinna nawet myśleć o tym gnoju.
- W sumie to, kiedy on czegoś nie przeskrobał - rzuciła z nieco może nerwowym śmiechem, no bo właściwie od czego miała tutaj zacząć? Lista była długa i szeroka, dlatego postanowiła skierować swoją uwagę na rzecz chyba najważniejszą i najbardziej oburzającą. - Powiedział gnój, że mu się śniło, że go goniłam z łopatą, wyobrażasz to sobie? Z ŁOPATĄ. - rzuciła, chyba nawet zgrzytając przy tym zębami, kiedy tak dreptała za Dianą po czarno-białej kostce, którą wyłożono korytarz. Nawet niekoniecznie myślała nad tym, jak bardzo jej towarzyszka może nie rozumieć, jak poważnym oskarżeniem była ta zasrana łopata. To się przecież rozumiało samo przez się, prawda? - I zrobił to zaraz po tym, jak mu powróżyłam na lato, rozumiesz? Wzięłabym go tak i - podniosła ręce, zaciskając palce wokół czegoś niewidzialnego, co najpewniej można było interpretować jako szyję winowajcy. - A potem mi napisał, że jest żonaty - wypluła z siebie to słowo, biorąc się pod boki, niczym ten dzban którym był Axel i parodiując jego ton głosu. - Jakbym kurwa nie wiedziała. - syknęła jadowicie, rozglądając się, jeszcze trochę rozzłoszczonym spojrzeniem, po zaprezentowanej jej kuchni.
Wyprostowała się, odsuwając na moment całego tego Alexandra i podeszła do najbliższych szafek, które wydawały się umazane tym, co jeszcze przed chwilą próbowała przygotować Diana. Przejechała palcem po śmietanie, nabierając jej trochę, a potem spróbowała.
- No, bardzo dobre - zawyrokowała szybko, podchodząc do blatu, gdzie rozstawione było centrum tego całego bałaganu i zaglądając najpierw do miski, a potem biorąc w dłonie porzucony mikser. Natychmiast obie skrzatki spojrzały na nią ze strachem. - Eee... chciałam sprawdzić jak tam u ciebie, bez męża który już nie może codziennie zakładać żonobijki, bo mu mózg nie działa, a przynajmniej coś takiego piszą w gazetach - spojrzała przelotnie na Dianę, uśmiechając się do niej wesoło, ale chyba o wiele bardziej ją teraz fascynował ten mikser, bo zaraz znowu spojrzała na niego i obróciła w dłoniach, szukając włącznika.
- Jak to się...? - coś kliknęła, a wtedy końcówka zawirowała gwałtownie, rozchlapując dookoła resztki piany, która na niej została po poprzedniej katastrofie. Oczywiście, idealnie żeby ochlapać Rosie twarz.
Ta natychmiast wyłączyła ustrojstwo, przez moment stojąc, chyba zbytnio wzięta z zaskoczenia, by zdecydować się na to, co w tej sytuacji zrobić. W końcu jednak odłożyła mikser, dłońmi przecierając na szybko pianowe rozbryzgi.
- Może być to samo - wskazało palcem na trzymaną przez Dianę margeritę. - I co, to się tak po prostu wsadza i to tak wszystko ładnie miesza...? - zapytała jeszcze, wskazując na zawartość miski.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror