Włosi wymawiali jego imię nieco inaczej, bardziej miękko, więc gdy usłyszał je, od razu uniósł głowę, zadzierając ją najbardziej, jak się dało. Najpierw zobaczył delikatne sandałki z kwiatem i damskie stopy, powiódł wzorkiem do góry i zaczął wątpić w swój wzrok. Ciepło rozlało się po jego klatce piersiowej, jak deszcz małych iskierek w mroku samotności. Podparł się szybko na dłoniach i nieco niezgrabnie podniósł na klęczki, żeby wstać. Otrzepał swoją czarną szatę, zastanawiając się, czy jego przemyślenia o Septimie nie były błyskami jasnowidzenia, szepczącego o jej nadejściu szerokimi schodami. Może dlatego o niej myślał. Na pewno.
— Septimo! Już myślałem, że to śmierć przyszła, łaskawie wybawić mnie od tego ambarasu z przyjęciem... Podaj walizkę, pomogę ci. — Samoistny uśmiech wypłynął mu na twarz, mogący konkurować z jasnością słonecznego rydwany Heliosa, który zanurzał się łagodnie w słone fale. Wyciągnął rękę po jej bagaż, aby zachować się jakkolwiek przyzwoicie. — Nie spodziewałem się ciebie.
Widocznie wzrokiem chwilę szukał sylwetki Garrika, ale nieszczególnie intensywnie. Zamiast tego patrzył na kobietę. Zawsze, gdy tylko przyjeżdżali do Włoszech, zdawało mu się, że wygląda jak jedna z klasycznych rzeźb w panteonie, jedynie odziana we współczesną szatę. Pasowałoby jej luźne ułożenie klasycznych rzymskich tog i eteryczny welon, częściowo zakrywający jej włosy. Zdawało mu się niemal, że to wizja, prześcieradło owinięte dookoła niej na modłę greków, oglądane z lustra.
Wziął gwałtowny wdech, bo było to bardzo niepoprawne wyobrażenie, którego nie powienien miec, zanosząc bagaż do jej sypialni. Septima jawiła mu się jak szybkonoga bogini łowów, Diana, a za ujrzenie jej nagości, zmieni się w jelenia, którego dopadną jego własne charty.
— Nie spodziewałem się ciebie spotkać tak daleko od Londynu. Muszę jednak przyznać, że brakowało mi ciebie i Garrika tutaj, nawet jeśli jestem tu służbowo. — Czuł się, jakby trochę się tłumaczył. Chyba tak było.
Lubił zawsze rozmawiać z nią w wagonie pociągowym, przy klimatycznym staccato torów pod kołami potężnej maszyny, rozmawiając o widokach, o drobnostkach życia codziennego. W Grecji bardzo mu tego brakowało, jakiejś znajomej duszy. A jednak, już od momentu powrotu, miał wrażenie jakiegoś napięcia między nimi, którego nie umiał wyjaśnić. Nie chciał jej stracić ani stać się cierniem w ranie, o której nie wiedział.