27.11.2022, 02:07 ✶
Jasna twarz Daisy przybrała lekko nieobecny wyraz. Przechyliła głowę, spoglądając na brata dłużej, poważniej i tak jakoś uważniej. Oczyma wyobraźni naprawdę potrafiła zobaczyć go na stanowisku Ministra Magii, umiała też umieścić go na spotkaniu autorskim, jako wielkiego pisarza, który sprzedawałby swoje książki i rozdawał autografy zakochanym w nim fankom.
- Myślę, że jako Minister Magii mógłbyś robić co byś tylko chciał. Zawsze przecież możesz mieć jakąś asystentkę albo vice Ministra Magii i to oni robiliby te wszystkie nudne sprawy – zauważyła rezolutnie.
W sumie, chociaż Daisy nigdy nie była Ministrem Magii, nie miała również nigdy zostać Ministrem Magii, bardzo chętnie korzystała z cudzej pomocy we wszystkich sprawach, które nieszczególnie ją interesowały. Sam Darcy padał ofiarą jej lenistwa, gdy podczas wakacji musiał przez kolejny dzień pomagać ojcu w prowadzeniu księgarni bo „siostra źle się poczuła” albo „musiała pilnie udać się z mamą na Pokątną”, albo „no jakoś tak dobrze jej się spało tego poranka”.
Dziewczyna zapatrzyła się na dającą reprymendę McGonagall. W odróżnieniu od brata nie miała tak doskonałego słuchu jak on. Chwilami bardzo mu zresztą tego jego super talentu zazdrościła. Wyobrażała sobie jak to fajnie byłoby wiedzieć o tym, o czym mówili inni. Ale potem docierało do niej, że była to wspaniała zdolność tylko na krótką metę, dla niej zaś mogłaby się okazać prawdziwym utrapieniem, bo cudze tajemnice mogły nie licować z jej fantazjami. No i w większości przypadków, prawdziwi ludzie byli jednak nieskończenie nudni. Jak flaki z olejem. Gadali ciągle o tym samym, jarali się tematami, które jej nie interesowały i podziwiali to, na co ona patrzyła bez cienia zainteresowania. Tak naprawdę tylko w jej głowie nabierali właściwego kształtu.
Uśmiechnęła się szeroko. Darcy mówił a jej się wydawało, że naprawdę słyszała perorującą ostrym tonem profesor McGonagall. Prawie widziała jak kocie oczy nauczycielki ciskały gromy, jak jej cienkie usta bielały i stawały się jeszcze cieńsze pod wpływem irytacji. Oczyma wyobraźni dostrzegała również pot na twarzy Notta i wściekłość wymalowaną na twarzy jego przeciwnika. Pewnie żałował, że nie udało mu się jednak naprawdę rozsmarować ślizgona po podłodze.
- Jesteś niesamowity – podsumowała szczerze. – Poczułam się tak, jakby to wszystko wydarzyło się najwyżej z pół metra od nas.
Odepchnęła się od balustrady (wcześniej wcale tego nie zrobiła, bo nie widziała powodu, dla którego jako gap mogłaby zostać ukarana szlabanem). Pomysł z robieniem zdjęć ubłoconej krukońskiej drużynie całkiem przypadł jej do gustu. Zwłaszcza, że jak się postarała to Daisy potrafiła zrobić naprawdę brzydkie zdjęcia (albo naprawdę ładne zdjęcia – ale te robiła o wiele rzadziej i najczęściej tylko określonej, niewielkiej grupie lubianych przez siebie ludzi).
- Ej, ona naprawdę na mnie prychała? – udała niewinne zdziwienie. – Wydawało mi się, że to ta stojąca obok mnie zbroja tak nie przypadła jej do gustu – zażartowała. Daisy sięgnęła do torby, w której powinna trzymać podręczniki, papirus, pióra i kałamarze a miała jeszcze aparat fotograficzny.
Posłała bratu psotne spojrzenie a potem razem z nim udała się w stronę wejścia do szkoły, by tam zaczaić się na wracającą z treningu drużynę krukonów.
- Myślę, że jako Minister Magii mógłbyś robić co byś tylko chciał. Zawsze przecież możesz mieć jakąś asystentkę albo vice Ministra Magii i to oni robiliby te wszystkie nudne sprawy – zauważyła rezolutnie.
W sumie, chociaż Daisy nigdy nie była Ministrem Magii, nie miała również nigdy zostać Ministrem Magii, bardzo chętnie korzystała z cudzej pomocy we wszystkich sprawach, które nieszczególnie ją interesowały. Sam Darcy padał ofiarą jej lenistwa, gdy podczas wakacji musiał przez kolejny dzień pomagać ojcu w prowadzeniu księgarni bo „siostra źle się poczuła” albo „musiała pilnie udać się z mamą na Pokątną”, albo „no jakoś tak dobrze jej się spało tego poranka”.
Dziewczyna zapatrzyła się na dającą reprymendę McGonagall. W odróżnieniu od brata nie miała tak doskonałego słuchu jak on. Chwilami bardzo mu zresztą tego jego super talentu zazdrościła. Wyobrażała sobie jak to fajnie byłoby wiedzieć o tym, o czym mówili inni. Ale potem docierało do niej, że była to wspaniała zdolność tylko na krótką metę, dla niej zaś mogłaby się okazać prawdziwym utrapieniem, bo cudze tajemnice mogły nie licować z jej fantazjami. No i w większości przypadków, prawdziwi ludzie byli jednak nieskończenie nudni. Jak flaki z olejem. Gadali ciągle o tym samym, jarali się tematami, które jej nie interesowały i podziwiali to, na co ona patrzyła bez cienia zainteresowania. Tak naprawdę tylko w jej głowie nabierali właściwego kształtu.
Uśmiechnęła się szeroko. Darcy mówił a jej się wydawało, że naprawdę słyszała perorującą ostrym tonem profesor McGonagall. Prawie widziała jak kocie oczy nauczycielki ciskały gromy, jak jej cienkie usta bielały i stawały się jeszcze cieńsze pod wpływem irytacji. Oczyma wyobraźni dostrzegała również pot na twarzy Notta i wściekłość wymalowaną na twarzy jego przeciwnika. Pewnie żałował, że nie udało mu się jednak naprawdę rozsmarować ślizgona po podłodze.
- Jesteś niesamowity – podsumowała szczerze. – Poczułam się tak, jakby to wszystko wydarzyło się najwyżej z pół metra od nas.
Odepchnęła się od balustrady (wcześniej wcale tego nie zrobiła, bo nie widziała powodu, dla którego jako gap mogłaby zostać ukarana szlabanem). Pomysł z robieniem zdjęć ubłoconej krukońskiej drużynie całkiem przypadł jej do gustu. Zwłaszcza, że jak się postarała to Daisy potrafiła zrobić naprawdę brzydkie zdjęcia (albo naprawdę ładne zdjęcia – ale te robiła o wiele rzadziej i najczęściej tylko określonej, niewielkiej grupie lubianych przez siebie ludzi).
- Ej, ona naprawdę na mnie prychała? – udała niewinne zdziwienie. – Wydawało mi się, że to ta stojąca obok mnie zbroja tak nie przypadła jej do gustu – zażartowała. Daisy sięgnęła do torby, w której powinna trzymać podręczniki, papirus, pióra i kałamarze a miała jeszcze aparat fotograficzny.
Posłała bratu psotne spojrzenie a potem razem z nim udała się w stronę wejścia do szkoły, by tam zaczaić się na wracającą z treningu drużynę krukonów.