08.02.2024, 00:34 ✶
Dwie siatki pełne czereśni oraz truskawek kupionych rankiem w Dolinie Godryka (teraz już nieco sponiewieranych po całym dniu wylegiwania się na biurku w jego gabinecie w Lecznicy Dusz) ciążyły Perseusowi, który wspierając swój ciężar na mahoniowej lasce, przemierzał Aleję Horyzontalną, przeklinając w myślach zepsuty świstoklik, przez który skorzystać musiał z innego, przenoszącego na Ulicę Pokątną. Wprawdzie nie była to szczególnie wielka odległość - Horyzontalna dosłownie przecinała Pokątną, a spacer w szarym świetle zapadającego zmierzchu był jedną z ulubionych aktywności magipsychiatry, tak ból, który przeszywał jego stopę zdawał się przysłaniać mu uroki wieczora.
Zwolnił nieco kroku na widok młodzieńca wpatrującego się w drzwi jego mieszkania. Momentalnie pobladł, o ile człowiek, który wygląda niczym śmierć może być jeszcze bledszy. Wspomnienia kwietniowego koszmaru odezwały się rwącym bólem pod lewym żebrem, choć rana w tym miejscu zdążyła się już dawno zabliźnić. Skąd wziął się ten lęk? Dlaczego chłopiec stojący przed jego domem miałby być powodem do niepokoju? Co jeśli to tylko pacjent? Ale.. o tej porze, pacjent? Z drugiej strony wyglądał całkiem niewinnie i niegroźnie, ale... Ale przecież młodzieniec, który przed dwoma miesiącami napadł na Perseusa również miał seraficzne lico, a afekt aureoli podświadomie nakazywał Blackowi przypisywanie mu pozytywnych cech.
Wpadasz w paranoję, Perseusie, odezwał się karcący głos w jego głowie. Zwyczajnie podejdź do niego i zagadaj.
— Dobry wieczór! — przywitał się z nieznajomym jegomościem z przyjaznym, choć jednocześnie nieco powściągliwym uśmiechem, starając się przy tym brzmieć jak najbardziej neutralnie i spokojnie, choć serce waliło mu jak oszalałe, jakby chciało wyskoczyć z piersi, a dłonie zrobiły się mokre — Czy mogę jakoś panu pomóc?
Nawet jeżeli to ktoś związany z jego dawnymi znajomymi z półświatka, nie odważy się uderzyć na środku ruchliwej ulicy, prawda? Prawda...?
Zwolnił nieco kroku na widok młodzieńca wpatrującego się w drzwi jego mieszkania. Momentalnie pobladł, o ile człowiek, który wygląda niczym śmierć może być jeszcze bledszy. Wspomnienia kwietniowego koszmaru odezwały się rwącym bólem pod lewym żebrem, choć rana w tym miejscu zdążyła się już dawno zabliźnić. Skąd wziął się ten lęk? Dlaczego chłopiec stojący przed jego domem miałby być powodem do niepokoju? Co jeśli to tylko pacjent? Ale.. o tej porze, pacjent? Z drugiej strony wyglądał całkiem niewinnie i niegroźnie, ale... Ale przecież młodzieniec, który przed dwoma miesiącami napadł na Perseusa również miał seraficzne lico, a afekt aureoli podświadomie nakazywał Blackowi przypisywanie mu pozytywnych cech.
Wpadasz w paranoję, Perseusie, odezwał się karcący głos w jego głowie. Zwyczajnie podejdź do niego i zagadaj.
— Dobry wieczór! — przywitał się z nieznajomym jegomościem z przyjaznym, choć jednocześnie nieco powściągliwym uśmiechem, starając się przy tym brzmieć jak najbardziej neutralnie i spokojnie, choć serce waliło mu jak oszalałe, jakby chciało wyskoczyć z piersi, a dłonie zrobiły się mokre — Czy mogę jakoś panu pomóc?
Nawet jeżeli to ktoś związany z jego dawnymi znajomymi z półświatka, nie odważy się uderzyć na środku ruchliwej ulicy, prawda? Prawda...?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory