08.02.2024, 12:18 ✶
Aidan nie był specjalnie zapracowany, ale jednak był brygadzistą - to wymuszało na nim stawianie się w określonym czasie w określonym miejscu. Nie mógł hasać po Londynie tak, jak kiedyś, chociaż trzeba było przyznać, że BUM otwierało przed nim zupełnie nowe drzwi. W połączeniu z jego przeszłością i postrzeganiu świata w odcieniach szarości oraz dość nieszablonowym działaniem tworzyło to mieszankę wybuchową, w której brodziło się aż po pas. Pozwalało na wydobycie informacji, do których praworządny dobry brygadzista nie miał dostępu i o których by nawet nie pomyślał.
- Daruj sobie złośliwości, Weasley - syknął, zmniejszając między nimi dystans. Zrobił zaledwie dwa kroki, ale był już bliżej, niż powinien. Wyciągnął rękę z wystawionym palcem wskazującym, który oskarżycielsko wycelował w jej twarz. - Nie odwracaj się, jak do ciebie mówię, kurwa.
Nie podnosił głosu. Był zirytowany tym, że Penny zlała go ciepłym moczem i kupiła tę ruderę przy Nokturnie, ale nie krzyczał na nią. W zasadzie to chyba nigdy nie podniósł na nią głosu, mimo że czasem miał ochotę udusić tę rudą zołzę własnymi kudłami.
- Jesteśmy przy Nocturnie, myślałaś że przejęcie lokalu przejdzie bez echa? - teraz się zdziwił. Czy ona kompletnie straciła rozum? Parkinson zamknął oczy i westchnął. Liczył do dziesięciu w myślach, by uspokoić targające nim emocje. - Powiedz chociaż, że masz w planach zabezpieczyć ten sklep. Jakkolwiek inaczej, niż zwykłym zamkiem.
Przeniósł spojrzenie na jej twarz. Nie podobał mu się jej wyraz. Co się go czepiała? I to jego - JEGO. Przecież mogła, cholera, trafić na jakiegoś psychola. A trafiła na nie do końca uczciwego brygadzistę. Miała więcej szczęścia niż rozumu.
- Penny, powiedz że jeszcze możesz się z tego wycofać. Przecież gdy tylko stąd wyjdziesz, zrobią ci włam, pomażą drzwi a potem zdemolują środek, by tylko pokazać ci, gdzie twoje miejsce - być może coś wiedział. A może po prostu tworzył czarne scenariusze w głowie? Minę miał jednak poważną i być może, tylko być może, planował przypadkiem wziąć dzisiejszy partol właśnie w tej okolicy.
- Daruj sobie złośliwości, Weasley - syknął, zmniejszając między nimi dystans. Zrobił zaledwie dwa kroki, ale był już bliżej, niż powinien. Wyciągnął rękę z wystawionym palcem wskazującym, który oskarżycielsko wycelował w jej twarz. - Nie odwracaj się, jak do ciebie mówię, kurwa.
Nie podnosił głosu. Był zirytowany tym, że Penny zlała go ciepłym moczem i kupiła tę ruderę przy Nokturnie, ale nie krzyczał na nią. W zasadzie to chyba nigdy nie podniósł na nią głosu, mimo że czasem miał ochotę udusić tę rudą zołzę własnymi kudłami.
- Jesteśmy przy Nocturnie, myślałaś że przejęcie lokalu przejdzie bez echa? - teraz się zdziwił. Czy ona kompletnie straciła rozum? Parkinson zamknął oczy i westchnął. Liczył do dziesięciu w myślach, by uspokoić targające nim emocje. - Powiedz chociaż, że masz w planach zabezpieczyć ten sklep. Jakkolwiek inaczej, niż zwykłym zamkiem.
Przeniósł spojrzenie na jej twarz. Nie podobał mu się jej wyraz. Co się go czepiała? I to jego - JEGO. Przecież mogła, cholera, trafić na jakiegoś psychola. A trafiła na nie do końca uczciwego brygadzistę. Miała więcej szczęścia niż rozumu.
- Penny, powiedz że jeszcze możesz się z tego wycofać. Przecież gdy tylko stąd wyjdziesz, zrobią ci włam, pomażą drzwi a potem zdemolują środek, by tylko pokazać ci, gdzie twoje miejsce - być może coś wiedział. A może po prostu tworzył czarne scenariusze w głowie? Minę miał jednak poważną i być może, tylko być może, planował przypadkiem wziąć dzisiejszy partol właśnie w tej okolicy.