Miałam nadzieję, że Astaroth będzie miał wystarczająco oleju w głowie, aby mnie nie porzucać drugi raz. Wtedy już pragnienie krwi nie będzie dla niego największym problemem, a ja z osinowym kołkiem, który wepchnę mu w pierś! Może przesadzałam, ale taka już byłam, nie? No ludziska do jasnej cholery nie chciałam go stracić, nie z powodu tego, że stał się jakimś wampirem. Wolałabym, aby po prostu mnie zabił niż opuścił? Nie wiem, może jestem zbyt zmęczona, aby myśleć, może jestem zbyt rozkojarzona, aby logicznie myśleć. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym jak na tym, że od dzisiaj mój kochany Asek miał być krwiopijcą, bestią łaknącą krwi. Spojrzałam na niego z troską, z tym błyskiem ciepłego uczucia w moich niebieskich oczach. Miałam nadzieję, że mnie zrozumie.
Z moich ust wydostało się zaskoczone jęknięcie. Spojrzałam na niego z delikatną złością, bo nie wolno mu było mnie atakować z zaskoczenia. W prawdzie była to zasada, którą właśnie wymyśliłam, a której on jeszcze nie zdążył zaakceptować, ale jednak zaraz się zaśmiałam czując jak moje policzki nabierają kolorów czerwieni. Moja blada twarz zawsze szybko się rumieniła, co często było powodem z jego strony do śmiania się ze mnie.
– Nie udawaj gargulcu, że ci to przeszkadza – wytknęłam do niego język nie przestając się uśmiechać. – Poradzimy się, zobaczysz. – dodałam jeszcze patrząc na niego z iskierkami wesołości w oczach.
Skorzystałam z jego pomocy i podniosłam się ku górze, ale zaraz potem wylądowałam w jego ramionach; przewróciłam oczami. Przekrzywiłam lekko głowę i wytknęłam do niego język znowu.
– Świat nie kręci się tylko wokół ciebie. Może wykończył mnie inny przystojny wampir, hm? – zażartowałam, ale zaraz pokręciłam głową – Odrobinę ty, ale byłam też od rana na nogach, zjeżdżałam na nartach, intensywny dzień. Wziąłeś sobie tej krwi dosyć dużo, ale spokojnie. Prześpie się i powinno być dobrze. Ile w ogóle potrzebujesz tej krwi, aby nie umierać i czuć się odpowiednio? – zapytałam dosyć niepewnie. Faktem było to, że jeszcze trochę potrwa nim moja głowa zaakceptuje to, że on musi pić krew, a nie whisky, czy mój ukochany rum.
– Hej, to nie tak, że nie mam umiaru. Jeszcze sama nie wiem, w którym momencie jest za dużo okej? Nauczymy się nowej sytuacji i niedługo będzie lepiej. Coś się wymyśli. Może można to cofnąć? W sumie nie wiem. Poczytam później o wampirach – odparła ziewając przeciągle. – Chodź spać. Jutro zrobisz mi śniadanie w ramach rekompensaty – wyszczerzyłam się uroczo i wskoczyłam mu na ręce, aby mógł mnie zanieść. Niech się do czegoś przyda, nie? – Co cię tak bawi? – prychnęłam trzymając się go mocno. No dalej, do sypialni panie Yaxley krzyczały moje oczy.