08.02.2024, 16:08 ✶
Objęcia Morpheusa były tym czego teraz potrzebował. Ciepłe, serdeczne i kochające, pełne zmartwienia i szczęścia, że udało im się przeżyć kolejny dzień o włos unikając tragedii. Jego bóg życia, który przyjdzie choćby świat się walił, który będzie w myślach wilkołaka nawet gdy nadchodzi jego koniec. Gładzące go dłonie oddawały otuchy, zapewniały o bezpieczeństwie i tym, że powód strachu jest daleko. Wyszarpnięty z zaświatów mógł dalej korzystać z towarzystwa mężczyzny, który zagnieździł się w jego sercu na stałe, choćby go porzucił, zdradził w niewybaczalny sposób, zawsze będzie tam dla niego miejsce.
Zacieśnił objęcia. Proste wyrażenie szczęścia z samego istnienia chłopaka. Czy dla Morpheusa musiał robić coś więcej niż tylko egzystować? Czy mężczyzna wybaczy bezsilność i brak postępów? Na pewno, u jego boku naprawdę czuł, że nawet najgorsza porażka niemożliwa do poprawy brzmi jak nauka na błędach.
Wiatr owiewał jego nogi nieokryte szatą, jednak w sercu czuł nieskończone ciepło przylegając do czarodzieja. Mogli tak zostać ogrzewać się lub zamarznąć, tak długo jak był z nim jego losy były mu obojętne.
Zaśmiał się niemo pod nosem. Pogładził go dłonią po karku, włosach.
-Zawsze wpadałem z różnych powodów, ale przy tobie wiem, że nic mi nie grozi.-kochał go, kochał jego obecność, to że ma zaszczyt istnieć pod tym samym niebem. Zachwyt mężczyzną nigdy nie przerodził się w zazdrość, pozostał podziwem i motywacją do podążania za nim, jak owieczka za pasterzem, ufnie i do przodu. Chciał być lepszy niż był kiedyś, chciał stać się godny tego by stać z mężczyzną ramię w ramię.
Oddech się uspokajał, skołatane nerwy również. Oparł się wygodnie głową o niego, dalej zaciskając dłonie na materiale jego mokrej koszuli, aż wycisnął z niej nieco brudnej wody. Zapach Morpheusa przebijał się przez wilgoć, koił nerwy, przywracał do rzeczywistości, choć w innych okolicznościach na pewno skutecznie odciągałby od niej uwagę.
-Chciałem pozbierać algi z jeziora do moich maści. I tak odwiedzałem rodziców we wsi niedaleko.-powiedział pociągając nosem i kuląc się nieco na kolejny powiew wiatru znad wody, który kilka chwil temu tak ochoczo niósł do jego uszy syrenią pieśń.-Przepraszam, że nie powiedziałem ci, że przyjeżdżam, miałem wpaść tylko na chwilę, nie chciałem ci zawracać głowy.-objęcia dalej trwały i choć powinien odpuścić, zebrać swoje rzeczy i uciec od tego przeklętego miejsca, to wolał trwać tak niemalże w bezruchu przy czarodzieju, korzystając ze spotkania które nie powinno mieć miejsca.
Zacieśnił objęcia. Proste wyrażenie szczęścia z samego istnienia chłopaka. Czy dla Morpheusa musiał robić coś więcej niż tylko egzystować? Czy mężczyzna wybaczy bezsilność i brak postępów? Na pewno, u jego boku naprawdę czuł, że nawet najgorsza porażka niemożliwa do poprawy brzmi jak nauka na błędach.
Wiatr owiewał jego nogi nieokryte szatą, jednak w sercu czuł nieskończone ciepło przylegając do czarodzieja. Mogli tak zostać ogrzewać się lub zamarznąć, tak długo jak był z nim jego losy były mu obojętne.
Zaśmiał się niemo pod nosem. Pogładził go dłonią po karku, włosach.
-Zawsze wpadałem z różnych powodów, ale przy tobie wiem, że nic mi nie grozi.-kochał go, kochał jego obecność, to że ma zaszczyt istnieć pod tym samym niebem. Zachwyt mężczyzną nigdy nie przerodził się w zazdrość, pozostał podziwem i motywacją do podążania za nim, jak owieczka za pasterzem, ufnie i do przodu. Chciał być lepszy niż był kiedyś, chciał stać się godny tego by stać z mężczyzną ramię w ramię.
Oddech się uspokajał, skołatane nerwy również. Oparł się wygodnie głową o niego, dalej zaciskając dłonie na materiale jego mokrej koszuli, aż wycisnął z niej nieco brudnej wody. Zapach Morpheusa przebijał się przez wilgoć, koił nerwy, przywracał do rzeczywistości, choć w innych okolicznościach na pewno skutecznie odciągałby od niej uwagę.
-Chciałem pozbierać algi z jeziora do moich maści. I tak odwiedzałem rodziców we wsi niedaleko.-powiedział pociągając nosem i kuląc się nieco na kolejny powiew wiatru znad wody, który kilka chwil temu tak ochoczo niósł do jego uszy syrenią pieśń.-Przepraszam, że nie powiedziałem ci, że przyjeżdżam, miałem wpaść tylko na chwilę, nie chciałem ci zawracać głowy.-objęcia dalej trwały i choć powinien odpuścić, zebrać swoje rzeczy i uciec od tego przeklętego miejsca, to wolał trwać tak niemalże w bezruchu przy czarodzieju, korzystając ze spotkania które nie powinno mieć miejsca.