08.02.2024, 21:32 ✶
– Zapomniałem wspomnieć jeszcze o zapiekance z serem i boczkiem – stwierdził Cathal z pewnym zamyśleniem na niedowierzające słowa kobiety, jakby naprawdę postanowił dorzucić to do dzisiejszego menu.
Ledwo chwilę później jednak jego dobry humor trochę podupadł. Shafiq nie zamierzał opierać się jakoś przesadnie, bo wiedział, że wtedy tylko zwrócą na siebie jeszcze większą uwagę i wieczór będzie doszczętnie popsuty. Nie planował też wpadać w złość czy ostentacyjnie dawać znać, że to wszystko ani trochę się mu nie podoba: nie był w końcu gówniarzem, zabrał tutaj McGongall i nie byłoby to miłe. Ale trudno było powiedzieć, że pałał jakim ogromnym entuzjazmem wobec tego całego konkursu. Zmusił się jednak do posłania Guinevere uśmiechu – podejrzewał, że ta, choć z jednej strony chętna do tej rywalizacji, z drugiej mogła czuć się niepewnie.
To był w końcu dla niej obcy świat.
– Widzimy się za chwilę – powiedział, również wstając z taboretu, przy akompaniamencie zachęcających oklasków ze strony tłumu. Różowe światło przesuwało się wraz z nim, kiedy szedł w stronę swojej partnerki.
Była blondynką, bardzo mocno umalowaną, z trwałą na włosach, w różowej, krótkiej sukience. Cathal zachował kamienny wyraz twarzy, choć w duchu skręcał się na samą myśl o tańcu: jej wygląd i strój, tak naprawdę, nie przeszkadzały mu przesadnie, ale problemem było to, że po pierwsze, była od niego o wiele, wiele niższa, po drugie – że była mugolką. A chociaż Shafiq nigdy nie podzielał fanatyzmu swojego kuzyna, to nie był największym fanem bliskich kontaktów z mugolami i w tej chwili sam nie był pewien, czy nagła niechęć należy do niego czy do Slytherina. Jasne, przyszedł tutaj, ale miał tańczyć i rozmawiać z Ginny. Mugole nie przeszkadzali mu, pracował z nimi nawet w Egipcie, nie miał jednak ochoty wchodzić z nimi w bliższe kontakty.
Dziewczyna zmierzyła go spojrzeniem i nagle… strzeliła balonem z różowej gumy.
– Cześć – przywitała się, podając mu rękę. Zadarła głowę, a Cathal, ku swemu zaskoczeniu, gdy spojrzał w dół, napotkał bardzo uważne i bardzo chłodne spojrzenie jasnych oczu, nie pasujące do ogólnej aparycji. – Podejrzewam, że ci się to nie podoba. Mnie też nie za bardzo, przyszłam tutaj na randkę z profesorem z sąsiedniej katedry i chociaż to był marny pomysł, to tańczenie z nieznajomym nie jest szczególnie komfortowe. Ale postarajmy się, odstawmy drobne przedstawienie i oboje będziemy wolni, dobrze?
– Jak sobie życzysz, madame – powiedział, i kącik ust drgnął mu nawet w uśmiechu, kiedy poprowadził ją na parkiet. „Profesor z sąsiedniej katedry?” Czyżby panienka wykładała na uniwersytecie…?
Tymczasem partner Ginny, śledzony światłem, prawie do niej podbiegł. Był trochę od niej wyższy, odrobinę młodszy, rozradowany i chyba pełen chęci do tańca, do tego konkursu i jeszcze oczy zabłysły mu jak gwiazdy, gdy dostrzegł, że dobrano go w parę z bardzo ładną dziewczyną.
– Cześć! Jestem Peter. Uwielbiam tańczyć. Mam nadzieję, że będziemy świetnie się bawić. Jak dobrze tańczysz? Wiesz, pytam, bo nie chcę nic narzucać, nie wiem, na ile cię prowadzić… – stwierdził, wyciągając ku niej rękę.
Muzyka zaczęła powoli grać…
Ledwo chwilę później jednak jego dobry humor trochę podupadł. Shafiq nie zamierzał opierać się jakoś przesadnie, bo wiedział, że wtedy tylko zwrócą na siebie jeszcze większą uwagę i wieczór będzie doszczętnie popsuty. Nie planował też wpadać w złość czy ostentacyjnie dawać znać, że to wszystko ani trochę się mu nie podoba: nie był w końcu gówniarzem, zabrał tutaj McGongall i nie byłoby to miłe. Ale trudno było powiedzieć, że pałał jakim ogromnym entuzjazmem wobec tego całego konkursu. Zmusił się jednak do posłania Guinevere uśmiechu – podejrzewał, że ta, choć z jednej strony chętna do tej rywalizacji, z drugiej mogła czuć się niepewnie.
To był w końcu dla niej obcy świat.
– Widzimy się za chwilę – powiedział, również wstając z taboretu, przy akompaniamencie zachęcających oklasków ze strony tłumu. Różowe światło przesuwało się wraz z nim, kiedy szedł w stronę swojej partnerki.
Była blondynką, bardzo mocno umalowaną, z trwałą na włosach, w różowej, krótkiej sukience. Cathal zachował kamienny wyraz twarzy, choć w duchu skręcał się na samą myśl o tańcu: jej wygląd i strój, tak naprawdę, nie przeszkadzały mu przesadnie, ale problemem było to, że po pierwsze, była od niego o wiele, wiele niższa, po drugie – że była mugolką. A chociaż Shafiq nigdy nie podzielał fanatyzmu swojego kuzyna, to nie był największym fanem bliskich kontaktów z mugolami i w tej chwili sam nie był pewien, czy nagła niechęć należy do niego czy do Slytherina. Jasne, przyszedł tutaj, ale miał tańczyć i rozmawiać z Ginny. Mugole nie przeszkadzali mu, pracował z nimi nawet w Egipcie, nie miał jednak ochoty wchodzić z nimi w bliższe kontakty.
Dziewczyna zmierzyła go spojrzeniem i nagle… strzeliła balonem z różowej gumy.
– Cześć – przywitała się, podając mu rękę. Zadarła głowę, a Cathal, ku swemu zaskoczeniu, gdy spojrzał w dół, napotkał bardzo uważne i bardzo chłodne spojrzenie jasnych oczu, nie pasujące do ogólnej aparycji. – Podejrzewam, że ci się to nie podoba. Mnie też nie za bardzo, przyszłam tutaj na randkę z profesorem z sąsiedniej katedry i chociaż to był marny pomysł, to tańczenie z nieznajomym nie jest szczególnie komfortowe. Ale postarajmy się, odstawmy drobne przedstawienie i oboje będziemy wolni, dobrze?
– Jak sobie życzysz, madame – powiedział, i kącik ust drgnął mu nawet w uśmiechu, kiedy poprowadził ją na parkiet. „Profesor z sąsiedniej katedry?” Czyżby panienka wykładała na uniwersytecie…?
Tymczasem partner Ginny, śledzony światłem, prawie do niej podbiegł. Był trochę od niej wyższy, odrobinę młodszy, rozradowany i chyba pełen chęci do tańca, do tego konkursu i jeszcze oczy zabłysły mu jak gwiazdy, gdy dostrzegł, że dobrano go w parę z bardzo ładną dziewczyną.
– Cześć! Jestem Peter. Uwielbiam tańczyć. Mam nadzieję, że będziemy świetnie się bawić. Jak dobrze tańczysz? Wiesz, pytam, bo nie chcę nic narzucać, nie wiem, na ile cię prowadzić… – stwierdził, wyciągając ku niej rękę.
Muzyka zaczęła powoli grać…