27.11.2022, 22:30 ✶
Rodziny miały swoje sekrety, o których raczej nie uczyło się w Hogwarcie czy na kursach. Zresztą, jak by to wyglądało: kupczenie własną krwią na większą skalę, żeby każdy mógł ot tak sporządzić jakąś truciznę, bo jakiś tam składnik był akurat mało dostępny? Lub żeby się najzwyczajniej w świecie naćpać.
Toteż w oczach kobiety pojawił się bliżej nieokreślony błysk, gdy wspomniał o zastosowaniu krwi.
- Czyżbym o czymś nie wiedziała? – wymruczała cicho, pozwalając mężowi na ten gest. Aczkolwiek zapewne uniosłaby wysoko brwi, gdyby wiedziała, co mu chodzi po głowie – skaleczenie się o ząb nie należało do takich prostych zadań, jak mogłoby się zdawać. W końcu to nie szpileczki czy ostrza mające zastosowanie w kuchni.
- Niby tak, ale też trzeba wiedzieć, kiedy to robić. Zaś takie rzeczy jak pchanie się na stanowisko Ministra, nie dysponując czystą krwią we własnych żyłach? To nawet nie jest łamanie schematu, to jest... – umilkła na chwilę, szukając właściwego słowa, porównania, czegoś, co w pełni odda to, co chciała wyrazić – Zdeptanie naszej kultury, tradycji, zszarganie imienia instytucji, splamienie jej, podkopanie znaczenia Ministerstwa – wyrzuciła w końcu z siebie. Sama zmiana osoby zasiadającej na stołku nie należała do niczego dziwnego, była czymś naturalnym. I tak po prawdzie, zapewne część społeczeństwa miała to głęboko gdzieś, bo jak to od wieków bywało – obojętnie, kto dzierżył władzę, to proza życia generalnie pozostawała ta sama – część zapewne triumfowała, a część… no właśnie.
Absolutnie niedopuszczalne.
- I w zasadzie uważam wręcz, że powinien być zakaz kandydowania na Ministra przez takie osoby jak on – oświadczyła jeszcze bardzo stanowczym tonem – Jestem pewna, że zapewni to spokój przy zmianie warty. Choćby z tego względu, że w Ministerstwie nie powstanie nagle mnóstwo wakatów – dodała.
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Lojalność godna podziwu, skoro teść gotów był pracować aż do śmierci, ale też wciąż należało pamiętać, komu się było lojalnym. W sytuacji takiej jak ta, kiedy na „tronie” zasiadał podrzędny mugolak, szlama, jak zwał, tak zwał, to… no, naprawdę, wtedy po prostu się nie dało pracować w takich warunkach, to wręcz urągało godności każdego szanującego się czarodzieja!
- Aha, zasłużył sobie – zgodziła się i również uniosła kieliszek w toaście. W zasadzie to kim trzeba było być, żeby odczuwać zadowolenie z powodu czyjejś śmierci? Czystokrwistym, najwyraźniej – O żeby się więcej takich jak on nie pojawiło – dodała swoje trzy knuty.
Potem wszystko stało się jakoś samo – bez pytań, bez rozważań, czy jedna strona odwiedzi drugą. Zadziałała magia wieczoru lub alkohol, ewentualnie oba jednocześnie.
Ich pierwsze Yule znalazło swój koniec.
Toteż w oczach kobiety pojawił się bliżej nieokreślony błysk, gdy wspomniał o zastosowaniu krwi.
- Czyżbym o czymś nie wiedziała? – wymruczała cicho, pozwalając mężowi na ten gest. Aczkolwiek zapewne uniosłaby wysoko brwi, gdyby wiedziała, co mu chodzi po głowie – skaleczenie się o ząb nie należało do takich prostych zadań, jak mogłoby się zdawać. W końcu to nie szpileczki czy ostrza mające zastosowanie w kuchni.
- Niby tak, ale też trzeba wiedzieć, kiedy to robić. Zaś takie rzeczy jak pchanie się na stanowisko Ministra, nie dysponując czystą krwią we własnych żyłach? To nawet nie jest łamanie schematu, to jest... – umilkła na chwilę, szukając właściwego słowa, porównania, czegoś, co w pełni odda to, co chciała wyrazić – Zdeptanie naszej kultury, tradycji, zszarganie imienia instytucji, splamienie jej, podkopanie znaczenia Ministerstwa – wyrzuciła w końcu z siebie. Sama zmiana osoby zasiadającej na stołku nie należała do niczego dziwnego, była czymś naturalnym. I tak po prawdzie, zapewne część społeczeństwa miała to głęboko gdzieś, bo jak to od wieków bywało – obojętnie, kto dzierżył władzę, to proza życia generalnie pozostawała ta sama – część zapewne triumfowała, a część… no właśnie.
Absolutnie niedopuszczalne.
- I w zasadzie uważam wręcz, że powinien być zakaz kandydowania na Ministra przez takie osoby jak on – oświadczyła jeszcze bardzo stanowczym tonem – Jestem pewna, że zapewni to spokój przy zmianie warty. Choćby z tego względu, że w Ministerstwie nie powstanie nagle mnóstwo wakatów – dodała.
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Lojalność godna podziwu, skoro teść gotów był pracować aż do śmierci, ale też wciąż należało pamiętać, komu się było lojalnym. W sytuacji takiej jak ta, kiedy na „tronie” zasiadał podrzędny mugolak, szlama, jak zwał, tak zwał, to… no, naprawdę, wtedy po prostu się nie dało pracować w takich warunkach, to wręcz urągało godności każdego szanującego się czarodzieja!
- Aha, zasłużył sobie – zgodziła się i również uniosła kieliszek w toaście. W zasadzie to kim trzeba było być, żeby odczuwać zadowolenie z powodu czyjejś śmierci? Czystokrwistym, najwyraźniej – O żeby się więcej takich jak on nie pojawiło – dodała swoje trzy knuty.
Potem wszystko stało się jakoś samo – bez pytań, bez rozważań, czy jedna strona odwiedzi drugą. Zadziałała magia wieczoru lub alkohol, ewentualnie oba jednocześnie.
Ich pierwsze Yule znalazło swój koniec.
Koniec sesji
407/2066