09.02.2024, 05:10 ✶
Wypad na ryby! Bertie zawsze odliczał do niego miesiące, tygodnie, dni i godziny, z niecierpliwością czekając na to, aż spakuje plecak, złapie za wędkę, naciągnie buty i ruszy w podróż przez bezdroża, do odludnej chatki, gdzie absolutnie nikt nie będzie im przeszkadzał.
Był niczym to słoneczko, które grzało im w plecy, radośnie pokonując drogę, która prowadziła ich do miejsca docelowego, trochę sobie przy tym nawet od czasu do czasu nucąc pod nosem, albo zapatrując na rozpościerające się gdzieś w oddali niezwykle urocze i malownicze widoki.
Tym słodszy był ten wypad, im mocniej w głowie siedziały wydarzenia z ostatnich dni kwietnia, które położyły się cieniem na cały chyba maj, dostarczając tylko dodatkowy trosk i niepokojów. Ida, zamieszkanie z nim Alastora, zdewastowana szopa, no i czające się w Kniei dziwne widma. Na samo wspomnienie tego wszystkiego aż Botta głowa bolała, dlatego stanowczo powiedział sobie dość, zanim jeszcze dotarli do przeznaczonej im chatki.
- Trafił mi się karmelek. Mój ulubiony! - oznajmił bardzo zadowolony, wpakowując sobie rozpakowany cukierek do ust, wyraźnie rozkoszując się przez moment rozlewającym się po języku smakiem. - Tak myślisz? Cóż, starałem się zrobić dobre wrażenie. W końcu to taka miła dama - powiedział do Alastora, sam chyba odrobinę onieśmielony tym wytknięciem, jak to czasem działał na ludzi, nie ważne czy chodziło tutaj o jego rozpoznawalność, czy fakt jak przyjemny bywał w obyciu.
- Tak, tak, idealna równowaga - przyznał Bertie bezrefleksyjnie. - W zeszłym roku zdarzyło się nam tak, że lało akurat kiedy robiliśmy sobie tutaj spacer. Przemokliśmy do suchej nitki i potem smarkałem cały następny dzień, to nie było nic przyjemnego. Ale w tym roku, nie mogło być lepiej, no nie mogło. - rzucił, rozprostowując w palcach rondo rybackiego kapelutka, który podczas spaceru miał na głowie i sciągnął go po wejściu do środka, wciskając niedbale pod pachę. - I nawet sprawdziłem pogodę na następne dni, zapowiadają bez zmian. Słonecznie, przyjemnie, jak się rozłoży na pomoście lub łódce, to chłód od wody będzie wręcz idealny. I d e a l n y - podkreślił, spoglądając na każdego pokolei.
- Ah nie, Alastor ją kiedyś wynalazł i muszę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Nawet sam trochę żałuję, że nie jest moja, bo tak tu ładnie i spokojnie - uśmiechnął się wesoło, nogą przesuwając torbę ze swoim bagażem tak, żeby nikomu nie przeszkadzała w ewentualnym przemieszczaniu się po saloniku, w którym się rozłożyli. Chociaż salonik to było zbyt szumne określenie, ale Bertie wolał je o wiele bardziej niż nudny pokój dzienny.
Sam wyglądał jak gotowy z miejsca wstać i iść łowić ryby i to nie tylko duchem, bo na bawełnianym podkoszulku miał flanelową koszulę w kratę, do których to dobrał spodenki do kolan, z bardzo dużą ilością kieszeni, które na pewno się do czegoś przydadzą. Prawdę powiedziawszy, to oprócz przydatnych drobiazgów, miał w nich aktualnie całkiem sporo fasolek.
@Alastor Moody
Był niczym to słoneczko, które grzało im w plecy, radośnie pokonując drogę, która prowadziła ich do miejsca docelowego, trochę sobie przy tym nawet od czasu do czasu nucąc pod nosem, albo zapatrując na rozpościerające się gdzieś w oddali niezwykle urocze i malownicze widoki.
Tym słodszy był ten wypad, im mocniej w głowie siedziały wydarzenia z ostatnich dni kwietnia, które położyły się cieniem na cały chyba maj, dostarczając tylko dodatkowy trosk i niepokojów. Ida, zamieszkanie z nim Alastora, zdewastowana szopa, no i czające się w Kniei dziwne widma. Na samo wspomnienie tego wszystkiego aż Botta głowa bolała, dlatego stanowczo powiedział sobie dość, zanim jeszcze dotarli do przeznaczonej im chatki.
- Trafił mi się karmelek. Mój ulubiony! - oznajmił bardzo zadowolony, wpakowując sobie rozpakowany cukierek do ust, wyraźnie rozkoszując się przez moment rozlewającym się po języku smakiem. - Tak myślisz? Cóż, starałem się zrobić dobre wrażenie. W końcu to taka miła dama - powiedział do Alastora, sam chyba odrobinę onieśmielony tym wytknięciem, jak to czasem działał na ludzi, nie ważne czy chodziło tutaj o jego rozpoznawalność, czy fakt jak przyjemny bywał w obyciu.
- Tak, tak, idealna równowaga - przyznał Bertie bezrefleksyjnie. - W zeszłym roku zdarzyło się nam tak, że lało akurat kiedy robiliśmy sobie tutaj spacer. Przemokliśmy do suchej nitki i potem smarkałem cały następny dzień, to nie było nic przyjemnego. Ale w tym roku, nie mogło być lepiej, no nie mogło. - rzucił, rozprostowując w palcach rondo rybackiego kapelutka, który podczas spaceru miał na głowie i sciągnął go po wejściu do środka, wciskając niedbale pod pachę. - I nawet sprawdziłem pogodę na następne dni, zapowiadają bez zmian. Słonecznie, przyjemnie, jak się rozłoży na pomoście lub łódce, to chłód od wody będzie wręcz idealny. I d e a l n y - podkreślił, spoglądając na każdego pokolei.
- Ah nie, Alastor ją kiedyś wynalazł i muszę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Nawet sam trochę żałuję, że nie jest moja, bo tak tu ładnie i spokojnie - uśmiechnął się wesoło, nogą przesuwając torbę ze swoim bagażem tak, żeby nikomu nie przeszkadzała w ewentualnym przemieszczaniu się po saloniku, w którym się rozłożyli. Chociaż salonik to było zbyt szumne określenie, ale Bertie wolał je o wiele bardziej niż nudny pokój dzienny.
Sam wyglądał jak gotowy z miejsca wstać i iść łowić ryby i to nie tylko duchem, bo na bawełnianym podkoszulku miał flanelową koszulę w kratę, do których to dobrał spodenki do kolan, z bardzo dużą ilością kieszeni, które na pewno się do czegoś przydadzą. Prawdę powiedziawszy, to oprócz przydatnych drobiazgów, miał w nich aktualnie całkiem sporo fasolek.
@Alastor Moody