09.02.2024, 21:08 ✶
Aidan spojrzał na Brennę krzywo. A może porozmawiasz z sąsiadką... to brzmiało tak, jakby chciała się go pozbyć. Coś kombinowała? A może Panna Brenna Longbottom nie lubiła rozmawiać z innymi? Na samą myśl o tym Parkinson pokręcił głową sam do siebie. Nie, Brenna kochała gadać, mogła nawet gadać do siebie, tu musiało chodzić o coś innego. Westchnął, a na jego usta powrócił ten krzywy, niezadowolony grymas.
- Nie możesz ty? Nie lubię starych, wścibskich bab - powiedział, sięgając do kieszeni spodni. Wyciągnął paczkę papierosów i obrócił ją w dłoniach. On by sobie wtedy na spokojnie wyszedł, zapalił i zebrał myśli, podczas gdy Brenna by trajkotała z kobietą, która lubi podglądać innych przez wizjer. Nie bez powodu na tę część drzwi mówiono także Judasz. - No pewnie, zmieniaj się, nie przeszkadza mi to, chętnie popatrzę na twój porośnięty futrem tyłek, to moje skryte marzenie.
Burknął kąśliwie, odwracając głowę w porę, by ominęła go przyjemność obserwowania przemiany. Nie to, że była obrzydliwa, bo nie była, ale coś w niej powodowało w Aidanie dyskomfort. Magia magią, ale jego mózg zaliczał potężnego laga za każdym razem, gdy animag przemieniał się na jego oczach. Sam nie wiedział czemu tak się działo - tak po prostu było.
- Może się nad nią pastwił. Nie wiemy tego, bo nie mamy raportu - zauważył po raz kolejny, przestępując z nogi na nogę. Brak podstawowych informacji o ofierze i liczbie oraz rodzaju jej ran zaczynał go drażnić. Mogli tu sobie siedzieć i nawet zamówić pizzę, a potem gdybać przez następny miesiąc, dopóki ktoś nie sprzeda mieszkania i nie postanowi go sprzątnąć na błysk, by - skutecznie zatajając informację o morderstwie - sprzedać je z zyskiem. Albo wynająć. Landlordzi to były czasem kurwy bez sumienia, jeszcze większe niż tacy na przykład śmierciożercy. - Może to był on. Słuchaj: zakochany klient sponsor, dla którego mimo zapewnień nie chciała rzucić swojej pracy. Rozmawiali o tym przy romantycznej kolacji, wkurwił się i ją po prostu zajebał. Sprzątnął co trzeba przy pomocy magii i potem się teleportował... Tylko czemu przed drzwi? Nie wiem, może debil, tak jak mówiłem. Albo drugi scenariusz: przygotowała kolację ale pierwszy był morderca. Posprzątał trochę, żeby zatrzeć ślady, a potem zwiał. A osoba, na którą czekała, pocałowała klamkę, nie wiedząc że Mary nie żyje.
Może i wydawał się być leserem i parszywym leniem, który jeden raport wypełnia przez tydzień, ale nie można było odmówić mu dedukcji, łączenia faktów czy wymyślania w miarę logicznych scenariuszy, bazując na zaledwie strzępkach informacji, które posiadał. Parkinson wzruszył ramionami, a potem podszedł do okna i zerknął na ulicę.
- Dobra, nie wiem co kombinujesz, ale jeśli masz zamiar przymierzać jej sukienki, to ja spadam. I, w przeciwieństwie do naszego mordercy-kretyna, aportuję się do PUSTEJ uliczki o tam, a potem jak człowiek myślący po prostu zapukam do drzwi sąsiadki i ściemnię jej, że jestem z policji - albo machnie różdżką i użyje zaklęcia, by mu uwierzyła. Ale tego nie musiał mówić na głos. - Spotkamy się za jakiś kwadrans w alejce?
Chciał ustalić przybliżony czas i miejsce, zanim pójdzie do tej baby na spytki. Bo nie będzie potem za Brenną latał.
- Nie możesz ty? Nie lubię starych, wścibskich bab - powiedział, sięgając do kieszeni spodni. Wyciągnął paczkę papierosów i obrócił ją w dłoniach. On by sobie wtedy na spokojnie wyszedł, zapalił i zebrał myśli, podczas gdy Brenna by trajkotała z kobietą, która lubi podglądać innych przez wizjer. Nie bez powodu na tę część drzwi mówiono także Judasz. - No pewnie, zmieniaj się, nie przeszkadza mi to, chętnie popatrzę na twój porośnięty futrem tyłek, to moje skryte marzenie.
Burknął kąśliwie, odwracając głowę w porę, by ominęła go przyjemność obserwowania przemiany. Nie to, że była obrzydliwa, bo nie była, ale coś w niej powodowało w Aidanie dyskomfort. Magia magią, ale jego mózg zaliczał potężnego laga za każdym razem, gdy animag przemieniał się na jego oczach. Sam nie wiedział czemu tak się działo - tak po prostu było.
- Może się nad nią pastwił. Nie wiemy tego, bo nie mamy raportu - zauważył po raz kolejny, przestępując z nogi na nogę. Brak podstawowych informacji o ofierze i liczbie oraz rodzaju jej ran zaczynał go drażnić. Mogli tu sobie siedzieć i nawet zamówić pizzę, a potem gdybać przez następny miesiąc, dopóki ktoś nie sprzeda mieszkania i nie postanowi go sprzątnąć na błysk, by - skutecznie zatajając informację o morderstwie - sprzedać je z zyskiem. Albo wynająć. Landlordzi to były czasem kurwy bez sumienia, jeszcze większe niż tacy na przykład śmierciożercy. - Może to był on. Słuchaj: zakochany klient sponsor, dla którego mimo zapewnień nie chciała rzucić swojej pracy. Rozmawiali o tym przy romantycznej kolacji, wkurwił się i ją po prostu zajebał. Sprzątnął co trzeba przy pomocy magii i potem się teleportował... Tylko czemu przed drzwi? Nie wiem, może debil, tak jak mówiłem. Albo drugi scenariusz: przygotowała kolację ale pierwszy był morderca. Posprzątał trochę, żeby zatrzeć ślady, a potem zwiał. A osoba, na którą czekała, pocałowała klamkę, nie wiedząc że Mary nie żyje.
Może i wydawał się być leserem i parszywym leniem, który jeden raport wypełnia przez tydzień, ale nie można było odmówić mu dedukcji, łączenia faktów czy wymyślania w miarę logicznych scenariuszy, bazując na zaledwie strzępkach informacji, które posiadał. Parkinson wzruszył ramionami, a potem podszedł do okna i zerknął na ulicę.
- Dobra, nie wiem co kombinujesz, ale jeśli masz zamiar przymierzać jej sukienki, to ja spadam. I, w przeciwieństwie do naszego mordercy-kretyna, aportuję się do PUSTEJ uliczki o tam, a potem jak człowiek myślący po prostu zapukam do drzwi sąsiadki i ściemnię jej, że jestem z policji - albo machnie różdżką i użyje zaklęcia, by mu uwierzyła. Ale tego nie musiał mówić na głos. - Spotkamy się za jakiś kwadrans w alejce?
Chciał ustalić przybliżony czas i miejsce, zanim pójdzie do tej baby na spytki. Bo nie będzie potem za Brenną latał.