09.02.2024, 23:18 ✶
Patrick zmarszczył brwi. Patrzył na Sebastiana pytająco, gdy ten mówił o Ozyrysie i o Tybecie. Zastanawiał się, czy to wszystko rzeczywiście mogło sprowadzać się do testu i czy ten test, czy ten test tak naprawdę był testem, który musieli zdawać martwi czarodzieje, czy też ten konkretny spłynął tylko na ich trójkę (czwórkę?) dając im niemożliwy dla innych wybór: życie albo śmierć.
Jakkolwiek pomysł, by naprawdę byli szczególni był na swój sposób kuszący (chyba każdy w całym swoim życiu, przynajmniej raz zamarzył by oczy wszystkich skupiły się akurat na nim), tak Steward skłaniał się raczej ku prostszej koncepcji: mogli zdać test tylko dlatego, że to nie był jeszcze właściwy dla nich czas. Wciąż pozostawało w nich na tyle wiele energii życiowej, by powiedzieć nie. Patrick pamiętał ulatującą z niego pamięć i to jak zaczęła wracać. Przez kilka sekund (milisekund?) stawali się jednością ze snopem błękitnego ognia i to odrzucenie połączenia sprawiło, że wróciły im wspomnienia (a wspomnienia były chyba tym, co determinowało ich istnienie). Już wtedy poczuł, że pamiętał zbyt wiele, ale trwało to za krótko i działo się za dużo, by się nad tym zastanawiał.
- Kilka dni wcześniej, Shafiqowie zgłosili jego kradzież. Twoja ulubienica, Brenna Longbottom, badała tę sprawę. – Nie musiał już dodawać, kto był winny przestępstwa, skoro na samym końcu kamień z kosmosu odnalazł się w rękach Czarnego Pana.
Przewrócił oczami, ale nie zdołał powstrzymać krzywego uśmieszku cisnącego mu się na usta. Złapał rzuconą w niego poduszkę. Zacisnął na niej palce, przelotnie myśląc o tym, ze gdyby to był słoik ze wrzątkiem, McMillan mógłby się na własne oczy przekonać jak szybko woda ochładzała się pod wpływem jego rąk. Ale paradoksalnie – jemu samemu nie było zimno, nie tak jak wskazywałaby na to temperatura jego ciała.
- Nie, nie – wtrącił szybko. – Chodziło mi raczej o to, że być może jest to jakoś wszystko… - urwał szukając odpowiednich słów. – Wiesz, wróżba z Ostary była na tyle absurdalna, że nie przywiązałem do niej żadnej wagi. Ten kamień, na chwilę przed tym jak Czarny Pan uciekł z Limbo, wypadł mu z rąk. I wtedy zaczął tworzyć coś jakby… portal? Nie mam pojęcia co to było, ale wiedziałem, że musimy to zniszczyć, że ja muszę to zniszczyć. Jeden z tamtejszych bytów powiedział coś, co przypomniało mi o słowach z Ostary, o tym że będę potrzebował młotka. I tak udało mi się zniszczyć ten… portal – zakończył koślawo. Głębszym sensem jego słów było to, że teraz zastanawiał się na ile przepowiedziana przyszłość była już dopisana. Tylko w zarysie? Ktokolwiek mógłby zniszczyć ten portal? Gdyby mu się nie powiodło, Mavelle na pewno by się udało. A może przyszłość od początku zakładała, że portal zostanie zniszczony? A może przez przepowiednie ludzie mimowolnie dążyli do ich spełnienia?
Czy to w ogóle miało jakieś znaczenie?
- Wiesz, że pytam cię dlatego, żeby w przyszłości zasypywać czekoladą? – Steward nie znał się na limbo, duchach i przepowiadaniu przyszłości. Ale widział, że Sebastianowi często było zimno, wiedział że miał styczność z zaświatami i potrafił odsyłać duchy na drugą stronę. Jeśli czekolada naprawdę pomagała, mógł mu ją przesyłać na kilogramy, zamiast przynosić do zajmowanej przez McMillana kanciapki gorące napoje.
Jakkolwiek pomysł, by naprawdę byli szczególni był na swój sposób kuszący (chyba każdy w całym swoim życiu, przynajmniej raz zamarzył by oczy wszystkich skupiły się akurat na nim), tak Steward skłaniał się raczej ku prostszej koncepcji: mogli zdać test tylko dlatego, że to nie był jeszcze właściwy dla nich czas. Wciąż pozostawało w nich na tyle wiele energii życiowej, by powiedzieć nie. Patrick pamiętał ulatującą z niego pamięć i to jak zaczęła wracać. Przez kilka sekund (milisekund?) stawali się jednością ze snopem błękitnego ognia i to odrzucenie połączenia sprawiło, że wróciły im wspomnienia (a wspomnienia były chyba tym, co determinowało ich istnienie). Już wtedy poczuł, że pamiętał zbyt wiele, ale trwało to za krótko i działo się za dużo, by się nad tym zastanawiał.
- Kilka dni wcześniej, Shafiqowie zgłosili jego kradzież. Twoja ulubienica, Brenna Longbottom, badała tę sprawę. – Nie musiał już dodawać, kto był winny przestępstwa, skoro na samym końcu kamień z kosmosu odnalazł się w rękach Czarnego Pana.
Przewrócił oczami, ale nie zdołał powstrzymać krzywego uśmieszku cisnącego mu się na usta. Złapał rzuconą w niego poduszkę. Zacisnął na niej palce, przelotnie myśląc o tym, ze gdyby to był słoik ze wrzątkiem, McMillan mógłby się na własne oczy przekonać jak szybko woda ochładzała się pod wpływem jego rąk. Ale paradoksalnie – jemu samemu nie było zimno, nie tak jak wskazywałaby na to temperatura jego ciała.
- Nie, nie – wtrącił szybko. – Chodziło mi raczej o to, że być może jest to jakoś wszystko… - urwał szukając odpowiednich słów. – Wiesz, wróżba z Ostary była na tyle absurdalna, że nie przywiązałem do niej żadnej wagi. Ten kamień, na chwilę przed tym jak Czarny Pan uciekł z Limbo, wypadł mu z rąk. I wtedy zaczął tworzyć coś jakby… portal? Nie mam pojęcia co to było, ale wiedziałem, że musimy to zniszczyć, że ja muszę to zniszczyć. Jeden z tamtejszych bytów powiedział coś, co przypomniało mi o słowach z Ostary, o tym że będę potrzebował młotka. I tak udało mi się zniszczyć ten… portal – zakończył koślawo. Głębszym sensem jego słów było to, że teraz zastanawiał się na ile przepowiedziana przyszłość była już dopisana. Tylko w zarysie? Ktokolwiek mógłby zniszczyć ten portal? Gdyby mu się nie powiodło, Mavelle na pewno by się udało. A może przyszłość od początku zakładała, że portal zostanie zniszczony? A może przez przepowiednie ludzie mimowolnie dążyli do ich spełnienia?
Czy to w ogóle miało jakieś znaczenie?
- Wiesz, że pytam cię dlatego, żeby w przyszłości zasypywać czekoladą? – Steward nie znał się na limbo, duchach i przepowiadaniu przyszłości. Ale widział, że Sebastianowi często było zimno, wiedział że miał styczność z zaświatami i potrafił odsyłać duchy na drugą stronę. Jeśli czekolada naprawdę pomagała, mógł mu ją przesyłać na kilogramy, zamiast przynosić do zajmowanej przez McMillana kanciapki gorące napoje.