10.02.2024, 06:45 ✶
On takie rzeczy szybko wyłapywał - niezręczność sytuacji, zaczerwienione policzki, niezliczona ilość pytań, jaka krążyła w ciemnych oczach. Czasami coś sobie do tego dopowiadał, żeby dodać do własnych poczynań kilka kropel odwagi, ale tutaj nie musiał dopowiadać nic. Widział wystarczająco, żeby te zaczepki i podszczypywania przerodziły się w coś więcej - to była naturalna kolej rzeczy, kiedy się chwytał kolejnej dziewczyny, ale...
Była ta jedna, jedyna rzecz powstrzymująca go przed utonięciem w tej scenie. Była młoda. Ile młodsza od niego mogła być? Dużo, zdecydowanie za dużo i chociaż nie powinno go to blokować aż tak bardzo, bo przecież nie był człowiekiem ani idealnym, ani po prostu dobrym i byłby potwornym kłamcą, gdyby powiedział, że nigdy nie spał z kimś w jej wieku, tutaj czuł się inaczej - bo Avelina Paxton była nie tylko młoda w rozumieniu cyferek na papierach, ona też była młoda życiowo. Nie była kimś z Podziemia, nie była prostytutką, nikt jej przed nim nie ściągnął na niewłaściwą ścieżkę, tak jak jego w wieku nastoletnim zniszczyła pewna czarna wiedźma. Gdyby był trochę lepszy od samego siebie, pewnie dałby jej spokój. Wieczór z sangrią nie oznaczał wcale, że cokolwiek miało się pomiędzy nimi zadziać, ale w nim już dawno zakiełkowało to ziarno bycia najzwyczajniej w świecie złym, a to zło nie pozwalało odrzucić myśli, że na takie decyzje było już i tak za późno - jeżeli chciał bawić się w bohatera, to mógł zapłacić tamtej trójce oprychów za spokój. Teraz nie było tu miejsca na bohaterstwo. Szła z nim ramię w ramię po zobaczeniu go w najgorszej z możliwych wersji - mógł spijać z niej konsekwencje własnych decyzji.
Ugasiwszy własne sumienie, pochylił się nad nią, wtórując jej zadziornością uśmiechu. Ton jego głosu zmienił się na bardziej sugestywny.
- Świetnie całuję. Gdyby kiedyś kończył się świat, będę twoim najlepszym wyborem. - Było tak prosto odbić tę piłkę, albo przynajmniej zapisać to w sercu, chociaż w rzeczywistości było to przecież smutne - bo te „zadziwiająco ładne”, brązowe oczy nie kłamały - oczywiście, że był najlepszym wyborem, ale w sytuacji prawdziwego końca, to nie ona byłaby wyborem jego.
Była ta jedna, jedyna rzecz powstrzymująca go przed utonięciem w tej scenie. Była młoda. Ile młodsza od niego mogła być? Dużo, zdecydowanie za dużo i chociaż nie powinno go to blokować aż tak bardzo, bo przecież nie był człowiekiem ani idealnym, ani po prostu dobrym i byłby potwornym kłamcą, gdyby powiedział, że nigdy nie spał z kimś w jej wieku, tutaj czuł się inaczej - bo Avelina Paxton była nie tylko młoda w rozumieniu cyferek na papierach, ona też była młoda życiowo. Nie była kimś z Podziemia, nie była prostytutką, nikt jej przed nim nie ściągnął na niewłaściwą ścieżkę, tak jak jego w wieku nastoletnim zniszczyła pewna czarna wiedźma. Gdyby był trochę lepszy od samego siebie, pewnie dałby jej spokój. Wieczór z sangrią nie oznaczał wcale, że cokolwiek miało się pomiędzy nimi zadziać, ale w nim już dawno zakiełkowało to ziarno bycia najzwyczajniej w świecie złym, a to zło nie pozwalało odrzucić myśli, że na takie decyzje było już i tak za późno - jeżeli chciał bawić się w bohatera, to mógł zapłacić tamtej trójce oprychów za spokój. Teraz nie było tu miejsca na bohaterstwo. Szła z nim ramię w ramię po zobaczeniu go w najgorszej z możliwych wersji - mógł spijać z niej konsekwencje własnych decyzji.
Ugasiwszy własne sumienie, pochylił się nad nią, wtórując jej zadziornością uśmiechu. Ton jego głosu zmienił się na bardziej sugestywny.
- Świetnie całuję. Gdyby kiedyś kończył się świat, będę twoim najlepszym wyborem. - Było tak prosto odbić tę piłkę, albo przynajmniej zapisać to w sercu, chociaż w rzeczywistości było to przecież smutne - bo te „zadziwiająco ładne”, brązowe oczy nie kłamały - oczywiście, że był najlepszym wyborem, ale w sytuacji prawdziwego końca, to nie ona byłaby wyborem jego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.