10.02.2024, 20:25 ✶
Rzut
Dziewczyna była tak niska, że Cathala miał nie tylko pewne problemy z odpowiednim ujęciem jej za rękę i talię, ale też prześladowała go niezbyt przyjemna myśl,, że wyglądają razem wyjątkowo głupio. Zwykle nie przejmował się zbytnio co ludzie o nim pomyślę – i właściwie mało interesowało go, co pomyślą mugole – ale teraz tkwili na środku parkietu, śledzeni przez o wiele za dużo par oczu na jego gust, cała sytuacja zaś była tak absurdalna, że ciężko było mu zachować absolutne wyluzowanie. Sztywniał też odruchowo w oczekiwaniu na powarkiwania w głowie, bo trzymał właśnie dłoń nawet nie szlamy, a kogoś pozbawionego magii, ale nic takiego nie następowało.
I to tylko niepokoiło go jeszcze mocniej, bo czuł, że przyjdzie mu za ten mały występ zapłacić później. Nie zastanawiał się przez to nawet szczególnie mocno, jak w tym wszystkim czuje się Ginewra, którą tu zaprosił i która na dzień dobry została rzucona na głęboką wodę.
Gdy muzyka wreszcie zagrała – kawałek szybki, choć na całe szczęście nie straszliwie szybki, i dobrze, bo Cathal był sprawny fizycznie, ale raczej silny niż zręczny - skupił się całkowicie na tańcu, ze wszystkich sił starając się nie pozwolić myślom nadmiernie błądzić. Co łatwo uszłoby w tłumie, w tańcu ze znajomą, tu stałoby się widoczne jak na dłoni. Po paru krokach, początkowo niezgrabnych, zdołali znaleźć wspólny rytm i dostosować ruchy do muzyki. Partnerka Cathala nie była może królową parkietu, ale poruszała się wdzięczna i Shafiq rozluźnił się wreszcie, a gdyby nie to, że tańczył z mugolką może i zacząłby się do pewnego stopnia sytuacją cieszyć.
W końcu to zawsze było coś nowego, a Cathal Shafiq lubił nowe rzeczy.
Odważył się w końcu nawet ją obrócić, raz, drugi, a gdy zdołała nadążyć, nawet gdzieś pod koniec utworu uniósł ją lekko ku uciesze widowni, chociaż uśmiech, który wtedy pojawił się na jego ustach był raczej z gatunku tych kpiących niż pełnych zadowolenia. Nie miał w sobie tego ducha rywalizacji, co jego koleżanka: a raczej miał, ale gdy szło o runy, tłumaczenia i dokopanie się do jakiegoś grobowca, a nie konkursy – więc i nie walczył jakoś szczególnie o te darmowe drinki. Gdzieś ponad głową swojej niskiej, różowej profesor z londyńskiej uczelni spojrzał na moment w stronę Ginny, chcąc sprawdzić, jak kobieta sobie radzi. Czy jej determinacja i umiłowanie wygrywania wystarczą, by przezwyciężyć to, że przywykła do takiej muzyki i takiego tańca?
Peter, uśmiechając się nieco nerwowo, starał się prowadzić ją w tańcu, z jednej strony podekscytowany bez wątpienia całym konkursem, z drugiej stremowany spojrzeniami, które ich śledziły.
Muzyka umilkła w końcu.
– Panie i panowie! Teraz wyłonimy zwycięską parę!
Dziewczyna była tak niska, że Cathala miał nie tylko pewne problemy z odpowiednim ujęciem jej za rękę i talię, ale też prześladowała go niezbyt przyjemna myśl,, że wyglądają razem wyjątkowo głupio. Zwykle nie przejmował się zbytnio co ludzie o nim pomyślę – i właściwie mało interesowało go, co pomyślą mugole – ale teraz tkwili na środku parkietu, śledzeni przez o wiele za dużo par oczu na jego gust, cała sytuacja zaś była tak absurdalna, że ciężko było mu zachować absolutne wyluzowanie. Sztywniał też odruchowo w oczekiwaniu na powarkiwania w głowie, bo trzymał właśnie dłoń nawet nie szlamy, a kogoś pozbawionego magii, ale nic takiego nie następowało.
I to tylko niepokoiło go jeszcze mocniej, bo czuł, że przyjdzie mu za ten mały występ zapłacić później. Nie zastanawiał się przez to nawet szczególnie mocno, jak w tym wszystkim czuje się Ginewra, którą tu zaprosił i która na dzień dobry została rzucona na głęboką wodę.
Gdy muzyka wreszcie zagrała – kawałek szybki, choć na całe szczęście nie straszliwie szybki, i dobrze, bo Cathal był sprawny fizycznie, ale raczej silny niż zręczny - skupił się całkowicie na tańcu, ze wszystkich sił starając się nie pozwolić myślom nadmiernie błądzić. Co łatwo uszłoby w tłumie, w tańcu ze znajomą, tu stałoby się widoczne jak na dłoni. Po paru krokach, początkowo niezgrabnych, zdołali znaleźć wspólny rytm i dostosować ruchy do muzyki. Partnerka Cathala nie była może królową parkietu, ale poruszała się wdzięczna i Shafiq rozluźnił się wreszcie, a gdyby nie to, że tańczył z mugolką może i zacząłby się do pewnego stopnia sytuacją cieszyć.
W końcu to zawsze było coś nowego, a Cathal Shafiq lubił nowe rzeczy.
Odważył się w końcu nawet ją obrócić, raz, drugi, a gdy zdołała nadążyć, nawet gdzieś pod koniec utworu uniósł ją lekko ku uciesze widowni, chociaż uśmiech, który wtedy pojawił się na jego ustach był raczej z gatunku tych kpiących niż pełnych zadowolenia. Nie miał w sobie tego ducha rywalizacji, co jego koleżanka: a raczej miał, ale gdy szło o runy, tłumaczenia i dokopanie się do jakiegoś grobowca, a nie konkursy – więc i nie walczył jakoś szczególnie o te darmowe drinki. Gdzieś ponad głową swojej niskiej, różowej profesor z londyńskiej uczelni spojrzał na moment w stronę Ginny, chcąc sprawdzić, jak kobieta sobie radzi. Czy jej determinacja i umiłowanie wygrywania wystarczą, by przezwyciężyć to, że przywykła do takiej muzyki i takiego tańca?
Peter, uśmiechając się nieco nerwowo, starał się prowadzić ją w tańcu, z jednej strony podekscytowany bez wątpienia całym konkursem, z drugiej stremowany spojrzeniami, które ich śledziły.
Muzyka umilkła w końcu.
– Panie i panowie! Teraz wyłonimy zwycięską parę!