Przyzwyczaiła się do jego narzekania, gdyby to ona była na miejscu Camerona pewnie czułaby się podobnie. Starała się zrozumieć jego punkt widzenia i podchodzić do wszystkiego w miarę rozsądnie, chociaż z tym rozsądkiem nadal miewała problemy. Uczyła się ciągle, jak powinna się zachowywać. Nie była nauczona tłumaczenia się przed kimkolwiek ze swoich czynów, nie żeby teraz czuła jakiś obowiązek, po prostu chciała, żeby wiedział, że wszystko z nią w porządku, żeby spał spokojnie. Starała się być z nim w stałym kontakcie, żeby nie zamartwiał się bez powodu.
Każdy miał swoje tajemnice. Wood nie powiedziała nikomu o tym, co przytrafiło się jej podczas jednej z ostatnich akcji dla Zakonu Feniksa. Nie wiedziała też do końca, co się tam wydarzyło, jeden z mężczyzn, w którego trafiła zaklęciem padł na ziemię i nie wstał, nie miała możliwości, żeby sprawdzić, co się z nim stało. Nie była pewna, czy przypadkiem go nie zabiła. Wolała o tym nie mówić, bała się, że w oczach Camerona stałaby się mordercą, zdecydowanie nie umiałaby sobie z tym poradzić. Trudne przyszły dla nich czasy, łatwo było przekroczyć pewne granice, niby w imię dobra, jednak co stanie się później, może będą wszystkich rozliczać? Nie był to jednak odpowiedni moment na takie zmartwienia. Liczyła się ta chwila, ten bal, gdzie mogli wreszcie spędzić czas razem, nie martwiąc się niczym innym.
Zaśmiała się, kiedy usłyszała kolejny komentarz Camerona, jakże czasami potrafił wszystko podsumować kilkoma słowami. - No, na pewno nie widziałam tutaj nikogo pokroju Erika Longbottoma, nigdy nie zapomnę, jak się wtedy o niego zabijali. Ten to ma dopiero branie. - Nie dziwiło jej to wcale, w końcu każdy pewnie marzył o tym, żeby spędzić wieczór z kimś jego pokroju. Takich idealnych czarodziejów można było szukać ze świecą.
- Też tego nie wiedziałam. - Zaśmiała się, bo właściwie, to chyba nawet nie lubiła tych skrzypiec, ruszyła po prostu za tłumem, bo wydawało jej się, że dzieje się tam coś ciekawego, dlaczego miałoby ich to ominąć. Miała też wrażenie, że Lupin coraz lepiej odnajdywał się na przyjęciach tego pokroju, z czego była nawet dumna, bo wydawało jej się, że miała w tym swoje zasługi. Coraz częściej sam prowokował fotografów, chyba spodobała mu się również ta gra.
- Jak wolniej, nie umiem wolniej, przecież wiesz. - Chyba nie zamierzał jej tutaj zatrzymywać, kto jak kto, ale ona wszystko w swoim życiu robiła szybko, nie umiałaby zwolnić. - Nawet, gdybym ją widziała, to i tak bym jej nie zauważyła. *** - Co ją obchodziła jakaś baba, szczególnie, że była zupełnie obca, liczyło się tylko ich szczęście, a nie kogokolwiek innego.
Kiedy przemykali przez tłum dostrzegła w nim Darcy'ego Lockharta, ciekawe, gdzie zgubił siostrę, był za to otoczony wianuszkiem wielbicielek, nigdy nie potrafiła zrozumieć tego, że potrafił sobie owinąć dziewczęta wokół palca. Ona sama już od czasu nauki w Hogwarcie nie widziała w nim nic atrakcyjnego. Kiwnęła mu jednak głową na przywitanie, żeby nie było.
Zatrzymali się przed parkietem, gdzie tańczyło już kilka par. Spojrzała na Camerona z błyskiem w oku, po raz kolejny zamierzała go wrobić w coś głupiego. - Jak mniemam, nie masz nic przeciwko temu, żeby do nich dołączyć. - Nim zdążył jej odmówić objęła go zwinnym ruchem, aby mogli zacząć podbijać parkiet.