Peppa nie nosiła w sobie wiele sentymentalizmu. Miała ulubione sukienki, czy biżuterię, ale grono faworytów zmieniało się co sezon. Była tą osobą, która mogła się przeprowadzić zabierając ze sobą teczkę najważniejszych dokumentów i szatułkę najdroższej biżuterii. Istotność reszty nie istniała. Albumy? Uwielbiała, gdy robiono jej zdjęcia, ale nigdy ich później nie przeglądała.
Komentarz Rabastana o przygodach, zdziwił ją. Roześmiała się szczerze. Pochlebiała jej taka opinia, ale z tych dwóch opcji zdecydowanie wolała, gdy coś się działo, niż siedzenie z książką. Jedyne, co mogła czytać, to najlżejsze powieści obyczajowe. Co i tak często kończyło się samym śledzeniem dialogów. Gdyby nie jej snobistyczne podejście do mugolstwa, z pewnością byłaby kinomaniaczką.
— Oh, byłam tam. Kilka razy. — Machnęła ręką. — To prawda, bardzo tam nieciekawie, ale z bardzo nieekscytujących powodów. Brudno, żebracy, sklepy z rzeczami o podejrzanej autentyczności... Zdecydowanie nie w takich przygodach gustuję.
Jej stopa stanęła na Nokturnie dwa, trzy razy. Z czystej ciekawości. Bardzo szybkim spacerkiem obeszła okolicę i uciekła szybciej, niż jej ojciec wsuwał bekon na śniadanie.
Tak. Peppa chciała, żeby ją wziął na ręce. Pragnęła tego i oczekiwała. Niestety Rabastan był zbyt mądry.
Odłożyła kapelusik na swoją teczkę i skinęła głową w gotowości. A wtedy spotkał ją zawód. I nie chodzi tu o nieudane zaklęcie Lestrange'a, a brak kontaktu fizycznego.
Zaczarowany wiatr uniósł ją do góry. Wsunęła dłonie w szczelinę, by się podciągnąć i przechyloną głową zerknąć jednym okiem na zewnątrz... Ale gdy tylko dotknęła chłodnego metalu, zdała sobie sprawę z innego faktu.
Była w spódnicy.
Chociaż krój nie pozwalał na rekonstrukcję słynnej sceny z Marylin Monroe, materiał podniósł się wystarczająco, by Rabastan mógł poza trzewikami i kolanówkami dziewczyny ujrzeć koronki jej halki oraz rąbek pantalonów. Wszystko w śnieżnej bieli, ale wciąż nie przeznaczone do oglądania.
Peppa panicznie zaczęła przygładzać spódnicę w dół, wydając przy tym kwik najprawdziwszej świnki, którą w rzeczy samej była.