— No dobrze, są jeszcze takie dziury zabite dechami, gdzie nawet psidwak z kulawą nogą się nie szlaja. W porównaniu z tym Dolina Godryka faktycznie nie jest taka zła — stwierdził, odnosząc się do słów Menodory.
Duża liczba czarodziejskich posiadłości i społeczność dbająca o te okolice sprawiały, że można było się tutaj stosunkowo bezpiecznie. Nawet jeśli po okolicy ganiała baba z kijem.
— A wyobrażasz sobie mnie, jako dorosłego dojrzałego faceta? — Uniósł pytająco brwi, gdyż znał odpowiedź na to pytanie i nie była ona twierdząca. Mimo wszystko docenił starania Fernah mające na celu pozbycie się jego wątpliwości. — Czy ja wiem? Nawet na oddziale łatwo kogoś złapać. Może jakiś doktorek wpadł jej w oko? W Mungu dosyć łatwo znaleźć jakiś kantorek, czy inną klitkę i przejść ekhm od słów do ekhm czynów.
Zagryzł mocną dolną wargę, jednak szeroki uśmiech i tak przedarł się na jego usta. Akurat pseudoplatoniczny związek kobiety z jakimś współpracownikiem płci przeciwnej nie był czymś, co wykraczało poza wyobraźnię Camerona. Bądź co bądź, pracownicy szpitala spędzali na oddziale długie godziny, często żyli w stresie, więc obdarzeniem drugiej osoby głębokim uczuciem lub poszukiwanie pocieszenia w jej ramionach nie byłoby niczym dziwnie. Oczywiście na tą chwilę tego typu dywagacje był czysto teoretyczne.
— Egzotyczne masz fantazje Fernie. Nie znałem Cię od tej strony. — Puścił do dziewczyny oko. — Tylko uważaj. Niektórym pacjentom mogłoby się to nawet spodobać, może nawet chcieliby, żebyś ich potem przywiązała do ramy łóżka i założyła im opaskę na oczy.
Nie potrafił się powstrzymać od tego żartobliwego komentarza. Materiał zaoferowany mu przez pannę Slughorn zbył korcił, aby obrócić go w dwuznaczną opowieść. Niestety, a może i stety, Lupin nie miał możliwości kontynuowania swojego wywodu, gdyż przyszła jego kolej na macanie jeżyków. Z początku jego dłoń błądziła niepewnie po zawartości koszyka, aż w końcu natrafił na charakterystyczne kolce. I nawet udało mu się wyciągnąć wszystkie trzy jeżyki! A jakie pocieszne były! Czyżby Szalona Sally, jednak nie igrała aż tak mocno z uczestnikami festiwalu, jak mogłoby się wydawać?
— Emm... Dzięki? Postaram się zapamiętać? — Zamrugał zdziwiony, gdy w jego dłoniach wylądował ogromny kapelusz. Nie był to raczej ostatni krzyk mody, ale z drugiej strony Cameron nie był też żadnym guru, a tym bardziej nie miał oporów przed noszeniem takich dziwactw... Toteż kapelutek szybko wylądował na jego głowie. — I jak wyglądam?
Spojrzał na Sally, a potem na swoje towarzyszki, ewidentnie oczekując pozytywnych recenzji. Przy okazji zerknął na swoją pociętą dłoń, jednak, zamiast sięgnąć po różdżkę, wyszarpał z kieszeni chusteczkę, aby otrzeć kropelki krwi, które pojawiły się na skórze. Cóż, każda wygrana miała swoją cenę. Będzie musiał wyprosić od matki jakieś smarowidło, gdy wróci do Londynu.
Poklepał lekko Dorę po ramieniu. Nie udało jej się wprawdzie zyskać równie ikonicznej czapki, ale przynajmniej co sobie podtykała jeżyków to jej! Wyciągnęła dwa, więc raczej zaplusowała u Szalonej Sally. Niestety łut szczęścia, który jako tako im towarzyszył, nie udzielił się Theseusowi, którego... Coś próbowało wciągnąć do koszyka. Cameron zrobił wielkie oczy i momentalnie się spiął, gdy dotarło do niego, że mógł znaleźć się na jego miejscu.
— Cóż, m-moglibyśmy, ale chyba ktoś mu pomaga — rzucił, mając na myśli Geraldine, która jako pierwsza dopadła do mężczyzny. Po chwili jednak zauważył, że ten krwawi od odniesionych obrażeń, toteż poczuł się w obowiązku zaoferować pomoc. Ruszył w stronę pary, wchodząc nieco nieśmiało w ich pole widzenia. — H-hej? P-potrzebujecie... Cholera. Potrzebujecie pomocy? Mogę zobaczyć co da się zrobić.